Niezbędne minimum

Potrzebujemy kilku rzeczy, aby po zabójstwie prezydenta Pawła Adamowicza nie pogrążyć się we wzajemnej wrogości: większej tolerancji wobec inaczej myślących, pluralizmu w mediach i egzekucji prawa. Czy to możliwe?

Śmierć prezydenta Adamowicza wywołała falę dyskusji i komentarzy o stanie debaty publicznej oraz konsekwencjach tej zbrodni dla życia publicznego. Zabrali w niej głos niektórzy polscy biskupi oraz wielu duchownych, analizując kondycję świata polityki, a także wszystkie niedobre konsekwencje dalszego nakręcania spirali złych emocji. Zacytuję głos szczególnie mi bliski, metropolity lubelskiego abp. Stanisława Budzika: „Chodzi o to, żebyśmy nie szukali winnych, żebyśmy mogli w obliczu tej śmierci wspólnie podjąć jakieś zadanie, przede wszystkim zadanie niepowiększania przepaści, jaką wykopaliśmy między sobą: my, ludzie tego samego narodu, mówiący tym samym językiem, chrześcijanie, dzieci tego samego Boga. Ta przepaść jest już nie do zniesienia, zagraża naszym najcenniejszym wartościom, naszemu dobru narodowemu i naszemu bezpieczeństwu. Obecny spór polityczny w Polsce przekracza nie tylko granice dobrego smaku i kultury, ale też roztropności i przyzwoitości”. Co zrobić, aby tragiczna śmierć prezydenta Adamowicza nie poszła na marne?

Gesty dobre i złe

Z pewnością w przestrzeni publicznej potrzebne są dobre gesty i obóz władzy kilka ich wykonał. Ważna była decyzja premiera Morawieckiego o przekazaniu Aleksandrze Dulkiewicz pełnomocnictw do pełnienia funkcji prezydenta Gdańska do momentu wyboru nowego włodarza. Dotąd była wiceprezydentem i najbliższym współpracownikiem Pawła Adamowicza. Prezydent Duda ogłosił żałobę narodową, a przedstawiciele rządu zapowiedzieli udział w uroczystościach pogrzebowych. Jednocześnie Jarosław Kaczyński zdecydował, że w wyborach na prezydenta Gdańska PiS nie wystawi swego kandydata, gdyż szanuje wybór, jakiego społeczność miasta niedawno dokonała. To decyzja roztropna. PiS i tak nie miałby większych szans, startując zaś, naraziłby się na zarzut, że stara się politycznie wykorzystać zbrodnię. Nie wiadomo, co zrobi Platforma, której kandydat Jarosław Wałęsa także przegrał z Adamowiczem, i to już w pierwszej turze. Niedobrze się natomiast stało, że troje ważnych posłów PiS z prezesem Kaczyńskim na czele spóźniło się, kiedy w Sejmie oddawano hołd zmarłemu samorządowcowi. Są chwile, kiedy spóźniać się nie wypada. Po stronie polityków opozycji także starano się trzymać emocje na wodzy, chociaż zgrzytem było zignorowanie przez lidera PO oraz Ryszarda Petru zaproszenia do Belwederu, wystosowanego przez prezydenta Andrzeja Dudę, aby wspólnie zastanowić się nad uczczeniem pamięci Adamowicza. Prezydent starał się budować wspólnotę wykraczającą poza jego własny obóz i taka inicjatywa nie powinna być odrzucona. Zbrodnia, chociaż w sposób ewidentny miała kontekst polityczny, co wprost wykrzyczał ze sceny zabójca Adamowicza, nie powinna być okazją do jednostronnych oskarżeń pod adresem obozu rządzącego. Niestety, takie zarzuty padły z ust niektórych polityków opozycji. Nie jest to diagnoza prawdziwa. Za klimat wrogości w polskiej polityce odpowiedzialność ponosi cała klasa polityczna, w znacznym stopniu budująca swój program na wrogości wobec innych. Jeden tylko polityk zrobił ostatnio uczciwy rachunek sumienia z tego, co mówił i jak mówił. To Paweł Kukiz. Po lekturze własnych wypowiedzi przyznał, że zdarzało mu się przekraczać dozwolone granice, i obiecał, że postara się, aby w przyszłości do tego nie dochodziło. Naśladowców nie miał, co potwierdza, że pozostaje egzotycznym bytem w świecie polskiej polityki.

Bicie w cudze piersi

Gorzej od polityków wypadają w kontekście gdańskiej zbrodni media, zwłaszcza elektroniczne. „Wiadomości” 14 stycznia, a więc w dniu śmierci Pawła Adamowicza, wyemitowały żenujący materiał. Nawiązując do morderstwa w Gdańsku, jako przykłady mowy nienawiści przywołano wypowiedzi wyłącznie polityków opozycji, m.in. Donalda Tuska, Grzegorza Schetyny i Bronisława Komorowskiego. Jakby podobne słowa nie padały po drugiej stronie, wypowiadane chociażby przez Waldemara Bonkowskiego, Dominika Tarczyńskiego czy Krystynę Pawłowicz, że przywołam jedynie prominentnych klasyków tego gatunku.

Nie chodzi jednak tylko o jeden materiał, wyemitowany bez poczucia przyzwoitości. Telewizja publiczna przez dłuższy czas biła w Adamowicza, postponując go i przedstawiając jako wcielenie wszelkich patologii. W podobny sposób traktowano innych samorządowców walczących przeciwko kandydatom PiS. Skuteczność tych zabiegów była zerowa. Nawet nieźli kandydaci PiS przegrywali, mając sojusznika, który skutecznie mobilizował głównie ich przeciwników. Politycy PiS, z którymi na ten temat rozmawiałem, nie mają wątpliwości, że jeśli przekaz polityczny telewizji publicznej się nie zmieni, trudno będzie walczyć o głosy elektoratu miejskiego w wyborach zarówno do Parlamentu Europejskiego, jak i krajowego.

Obrońcy prezesa Kurskiego wskazują, że telewizja publiczna jest niezbędnym antidotum na kampanie prowadzone przez stacje prywatne. Rzeczywiście programy polityczne TVN są nie mniej stronnicze. Świat jest w nich wyłącznie czarno-biały, tylko kolory w studiu TVN nakładane są dokładnie odwrotnie aniżeli w telewizji Kurskiego. U jednych i drugich najczęściej zaś goszczą postacie o poglądach tak jednoznacznych, że nie muszą otwierać ust, aby było wiadomo, co mają nam do powiedzenia. Co jest wspólnego w przekazie medialnym TVN i telewizji publicznej? Obie stacje winę dostrzegają wyłącznie po drugiej stronie i biją się w cudze piersi. Na tym tle umiarem, pewną elegancją oraz pluralizmem wyróżniają się programy informacyjne Polsatu. Jak się wydaje, problem dostrzegł prezydent Andrzej Duda, w trybie nagłym spotykając się z członkami Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, aby rozmawiać o stanie debaty publicznej w mediach elektronicznych. Gdyby cokolwiek udało się w tej sprawie zmienić, wprowadzić elementy pluralizmu politycznego i tolerancji do głównych programów informacyjnych ogólnokrajowych nadawców, debata publiczna by na tym zyskała, a politycy zmuszeni byliby do miarkowania własnych emocji.

Egzekwowanie prawa

Elementem oczyszczającym klimat po gdańskiej zbrodni powinno być egzekwowanie prawa wobec osób, które w przestrzeni publicznej oraz w internecie grożą śmiercią politykom. Dotąd sprawcy takich wpisów mogli się czuć bezkarnie, nawet jeśli atakowani takimi opiniami politycy zgłaszali wniosek o ich ściganie. Do dzisiaj nie osądzono sprawców „happeningu”, który odbył się w Katowicach w listopadzie 2017 r., kiedy to grupa narodowców, demonstrując swój sprzeciw wobec posłów PO do Parlamentu Europejskiego, powiesiła ich fotografie na szubienicach. Choć nie ukrywali swych twarzy, a nagranie z „wydarzenia” zamieścili w internecie, śledztwo ciągle trwa i do dzisiaj nie postawiono nikomu zarzutów.

Po śmierci prezydenta Adamowicza coś się jednak zmieniło. Policja błyskawicznie zatrzymała osoby grożące śmiercią innym samorządowcom oraz prezydentowi Dudzie. Zatrzymany został autor pełnego nienawiści wpisu internetowego na temat śmierci zmarłego prezydenta Gdańska. Do aresztu trafił mężczyzna podejrzany o to, że dzwoniąc na numer alarmowy, groził zamordowaniem Donalda Tuska. Do sądu wysłano akt oskarżenia przeciwko organizatorom „urodzin Hitlera”.

Takie działanie powinno być standardem. Zwłaszcza w czasie kampanii wyborczych, kiedy skłonność do tego rodzaju „ekspresji politycznej” u różnej maści frustratów i dewiantów gwałtownie rośnie. Każdy z tych przypadków powinien być nagłaśniany przez media, aby potencjalni sprawcy wiedzieli, że muszą się liczyć z odpowiedzialnością za paskudztwa, jakie wypisują na blogach, forach i portalach. Przeciwny byłbym natomiast regulacjom mającym ograniczyć tzw. mowę nienawiści w internecie. Nawet napisana ze szlachetnych pobudek ustawa w praktyce mogłaby się zamienić w kaganiec nakładany na uczestników debaty publicznej, ograniczając wolność słowa. Kłamstwo i głupota są niestety wpisane w ludzką komunikację i żadna ustawa tego nie zmieni. Osoby publiczne muszą się liczyć z tym, że ich wizerunek medialny nie podlega takiej ochronie jak u innych ludzi. Działając publicznie, wystawiają się często na niesprawiedliwe ataki. Ustawą jednak tego się nie zmieni. Nie wierzę, aby można było precyzyjnie zdefiniować, gdzie kończy się prawo do swobody wypowiedzi, a zaczynają granice poprawności politycznej skonstruowane według ideo- logicznych kryteriów. Karać należy jedynie groźby opisane w Kodeksie karnym, a do tego nie trzeba nowych ustaw. Wystarczy egzekwować istniejące prawo.

Emocje pozostaną

Na czas pogrzebu prezydenta Adamowicza emocje polityczne wyciszono i oby ten stan trwał dalej. Jego tragiczna śmierć nie powinna być wykorzystywana w bieżącej walce politycznej, gdyż wówczas rana nie będzie się goić, lecz jedynie jątrzyć i mocniej boleć. To także czas na narodową modlitwę, ogarniającą rodzinę śp. prezydenta Adamowicza i jego samego, a także nas wszystkich, złączonych z nimi w bólu, albo i nie, ale przecież członków jednego narodu. Doświadczenie debaty smoleńskiej powinno być odstraszającym przykładem, jak o takich tragicznych wydarzeniach nigdy ze sobą rozmawiać nie powinniśmy. Czy tym razem wnioski zostaną wyciągnięte? •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 29 30 31
    1 2 3 4 5 6 7
    24°C Sobota
    dzień
    25°C Sobota
    wieczór
    22°C Niedziela
    noc
    19°C Niedziela
    rano
    wiecej »