Jak motyl został strażakiem

I jak twardzi strażacy stają się motylami.

Zima w Knurowie, między Nowym Targiem a Szczawnicą, w tym roku wyjątkowo daje się we znaki. Śniegu z każdym dniem przybywa. Przed skromnym, ceglanym domem stary minivan niemal zasypany białym puchem. Pani Basia czeka na „swoich” strażaków, żeby znów poratowali, jak to robią od dłuższego czasu. Bo to tak jest: bardzo chore dziecko, dom na głowie, a do tego te mrozy i śnieg. Gdyby nie strażacy…

Zuzanka Plewa wygląda przez okno. Drobna ta panienka z okienka jak na 14 lat. Ale w tych oczach widać siłę. Mimo że życie motylka w zwyczajnym świecie łatwe nie jest. Pomagają Zuzi strażacy o motylich sercach. I wzajemnie.

Motylek

Kiedy motylek się urodził, nikt nie przypuszczał, że będzie motylkiem. Jednak już po tygodniu mama Zuzy usłyszała diagnozę: Epidermolysis bullosa – pęcherzowe oddzielanie się naskórka. Najgorsza odmiana EB: dystroficzna. – Tylko nieco ponad sto osób w Polsce choruje na tę odmianę – mówi mama Zuzy. – Córce robią się wciąż rany na całym ciele, ale też wewnątrz – w oczach, ustach, przełyku, jelitach. Dlatego ma duże problemy z jedzeniem i musimy dokarmiać ją pozajelitowo – wyjaśnia.

Motyle są piękne, ale i delikatne. Dotkniesz, nawet niechcący, i krzywdę możesz zrobić. To trochę tak jak u dzieci z EB: skóra dziecka jest ultradelikatna jak skrzydełka motyla. Rany tworzą się samoistnie. Dotyk powoduje nowe rany, ból i łzy. Skóra dziecięcego motylka z EB musi być opatrywana opatrunkami najwyższej jakości, bo zwykłe całą skórę zdzierają. Zuza musi też zażywać leki nasercowe. Jej serduszko wciąż jest w stanie zawałowym.

– Kiedyś Zuzę bolał przełyk, nie mogła jeść. Okazało się w szpitalu, że ma tylko 2 milimetry światła w przełyku, że w każdej chwili może się udusić. Teraz jest dobrze. Zuza dzięki rehabilitacji sama trochę je, przełyka, dodatkowo dostaje pozajelitowe mieszanki. Rośnie i rozwija się – cieszy się matka. – Ale jak to z motylkiem: ciągle nie ma spokoju.

Mąż pani Basi, kochany tata Zuzy, pracuje daleko poza domem. Bogu dziękować, jest ta praca i na podstawowe utrzymanie rodziny wystarcza. Ogromną większość czasu córką opiekuje się więc matka. I to na jej głowie spoczywa leczenie Zuzi, skomplikowana pielęgnacja, wożenie na rehabilitację, do szkoły. A w domu: lekcje, karmienie, leczenie, opatrunki. Trzeba zdobywać zapasy opatrunków, bo bywa, że nie są w Polsce dostępne po 2, 3 miesiące...

Dzieci w szkole Zuzię lubią, akceptują. Ale czują przed nią jakiś lęk. Dobrze, że w Maniowach Zuzia przyjaciół znalazła. Poza tym mama uczy córkę, żeby się nie wstydzić, ale walczyć o swoje, działać. Dzieci z EB czasem nawet latem chodzą w golfach i długich spodniach. Zuza nie. Jest, jaka jest. Przestała zwracać uwagę na ludzkie spojrzenia.

Marzenie motylka

Akcja „prysznic” OSP Maniowy. Kilkudziesięciu chłopa. Na co dzień gaszą pożary, pomagają przy wypadkach komunikacyjnych, ratują z wypadków wodnych na pobliskim Jeziorze Czorsztyńskim. Ojcowie, mężowie. – Chłopaki na co dzień pracują w firmach budowlanych – mówi naczelnik, Kazek. – A dodatkowo służą potrzebującym.

Jak to się stało, że dowiedzieli się o Zuzi? – A od Mirka, szwagra – mówią zgodnie naczelnik Kazek i Marek, strażacki ochotnik, który na co dzień pracuje też jako organista w maniowskim kościele. – Mirek pomagał mamie Zuzi w naprawie auta. I tak się zaczęło. Okazało się, że niedaleko nas mieszka ciężko chora Zuza i że ma jedno marzenie: prysznic. Bo Zuza miała w wąziutkiej starej łazience niewygodną wannę. A każde poślizgnięcie się, każdy nieopatrzny ruch oznaczały u Zuzy rany i ból na ciele. Przerabiała to wiele razy. Gdy jest się motylkiem, czasem marzy się o prysznicu...

– Byliśmy po dwóch remontach w remizie. No to co, prysznica małej nie zrobimy? – pomyśleliśmy – opowiada pan Marek. – Przyjechaliśmy do nich do domu. Wysłuchaliśmy historii Zuzi. Popatrzyliśmy na maleńką łazienkę, która nawet po usunięciu wanny i zamontowaniu prysznica nadal byłaby zagrożeniem.

Twarde chłopy, wzruszone i wstrząśnięte, postanowiły: całą łazienkę dobudują. Dużą, wygodną, bezpieczną i estetyczną. Jak? Po góralsku. Sercem i mięśniami. W miesiąc zebrano 12 tys. zł, na strażackiej zabawie sylwestrowej do słoika wpadły kolejne 2 tys. zł. Ktoś zasponsorował materiały, hydraulik postanowił, że za robociznę nie weźmie ani grosza. Łazienkowa akcja trwała kilka miesięcy. Do roboty zgłaszał się, kto mógł. Po dniu zawodowej pracy strażacy przychodzili do Zuzy szykować łazienkę. Ich dzieci i żony rozumiały potrzebę pomocy. Więc tylko dopingowały: „niech dziewczynka długo nie czeka, niech ma wygodę”. Co ciekawe, przy budowie fundamentów okazało się, że łazienka będzie stała na… skale. Dobrze i łazienkę na skale budować.

Kto decydował o wystroju? – Decyzje były wspólne – śmieje się Zuza. – Musiałam powiedzieć, na jakiej wysokości chcę półkę czy lusterko.

– Zawsze na budowie musi być inspektor nadzoru. Przypilnuje, zagada, popatrzy na ręce – śmieje się naczelnik Kazek. – I Zuzia takim inspektorem trochę była.

A otwarcie łazienki to była wielka uroczystość i zabawa: fanfary, brawa, Zuzia przecinała wstęgę. Takie symboliczne przejście do bezpiecznej łazienki. Ale nie tylko o nową łazienkę tu chodziło…

Nadnaczelniczka

Bo strażacy wyjechali. A Zuza jakaś osowiała. Mimo że już miała wygodę, to jednak coś nie grało... – Zaczęłam się niepokoić, bo ona tak reaguje na duży fizyczny ból: zamyka się w sobie, jest osowiała. A ona za „swoimi” strażakami, przyjaciółmi, tak tęskniła – opowiada mama.

Bo przez prawie rok budowy to poznali się rodzinnie. Strażacy, ich rodziny i dzieci – z Zuzą. A że dzieci wielu strażaków śpiewają i tańczą w zespole ludowym Mali Maniowianie, to i Zuza jeździła z mamą na cotygodniowe spotkania do remizy. Zima nie zima, ból nie ból. Ważne, żeby pojechać, żeby się spotkać, pośmiać, porozmawiać. – Lubię tam jeździć, wesoło jest – uśmiecha się Zuza. – Niedawno dostałam też strażacką bluzę. To w zasadzie jestem już strażaczką ochotniczką. I wiem, że teraz ja muszę strażakom pomóc!

Bo to było tak. Zuza jednym uchem słuchała piosenek, jednym okiem czytała książki, gdy strażacy pracowali przy tej jej łazience, a drugim uchem słuchała. I przyglądała się zafrasowanym minom strażaków. Bo przecież strażacy znad Jeziora Czorsztyńskiego mają niełatwe zadanie. Nie tylko gaszą pożary, nie tylko niosą ratunek przy wypadkach drogowych. Ale ta woda! Nad zalew, szczególnie w wakacje, przyjeżdżają turyści z całej Polski. I wciąż coś się dzieje. A to ktoś tonie, a to łódka się wywróci. Wtedy jadą strażacy na ratunek. Jadą wielkim wozem. Albo mniejszym i starym autem z doczepionym wielkim pontonem. Ten ponton to jednak zwodować we trzech (tylko tylu mieści się w aucie) trudno, a teren podmokły. Z wody wyciągnąć ponton też trudno. Czasem nie da się podjechać pod linię brzegową zalewu. I akcja utrudniona mocno, a jeszcze wciąż to ryzyko, że stare auto całkiem w drodze padnie.

– I musieliśmy tak sobie rozmawiać, co by tu zrobić i skąd pieniądze na nowe, porządne auto pozyskać, takie z napędem na cztery koła, które wszędzie wjedzie i ponton nam pociągnie. Tylko skąd my ponad 200 tys. zł weźmiemy? Zuzia posłuchała i postanowiła działać. Nic nam nie powiedziała! – opowiadają strażacy. Trochę rozczuleni, trochę zaskoczeni.

– No musiałam coś zrobić! – mówi Zuzia, ubrana w strażacką kurtkę. – Zaczęłam pisać do różnych firm, prosić o pieniądze na auto. Tak sama z siebie. E-maile wciąż wysyłam i niektóre firmy odpisują. Inne nie reagują. Założyłam też z kuzynem zbiórkę w internecie. Na razie dużo tych pieniążków to nie ma. Ale ja wierzę, że się uda!

– Ona taka już jest! Dzielna. Jak sobie coś umyśli, to robi – mówi z dumą mama.

– Taka… Nadnaczelniczka! – śmieją się strażacy.

Zuza chciałaby w przyszłości zajmować się finansami. Matematykę bardzo lubi. I oszczędna jest. W czerwcu idzie też na kolejną operację: będą jej prostować palce u rąk, by były sprawniejsze. Oby tylko ich rodzinne, stare, prawie dwudziestoletnie auto dało radę dowieźć motylka do szpitala.

– O czym ty marzysz, Zuzia? Tak najbardziej na świecie?

Zuzia chwilę milczy i wypala: – No o tym wozie. Dla strażaków! Przecież prysznic już mam.

Nadnaczelniczka, która wznieca ogień. Dobra.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 29 30 31
    1 2 3 4 5 6 7
    28°C Niedziela
    wieczór
    25°C Poniedziałek
    noc
    21°C Poniedziałek
    rano
    28°C Poniedziałek
    dzień
    wiecej »