Wyspiański jak lato

W zadymce śnieżnego dnia, kiedy człowiek wątpi, że jeszcze kiedyś będzie ciepło, na ekspozycji „Wyspiański nieznany” czujemy, że znaleźliśmy ratunek. Bo Stanisław Wyspiański jest jak lato w sztuce – pełny rozkwit we wszystkich dziedzinach.

Ekspozycja w Muzeum Narodowym w Krakowie to nowa część zeszłorocznej wystawy „Wyspiański”, przedłużonej do maja tego roku z uwagi na ogromne zainteresowanie. W ciągu dwunastu miesięcy obejrzała ją rekordowa liczba zwiedzających – ponad 210 tys. Wernisaż nowej części odbył się 15 stycznia, w 150. urodziny artysty. Uczestnicy konferencji poświęconej twórcy „Wyzwolenia” uczcili tę okazję zjedzeniem urodzinowego tortu, a w kuluarach rozmawiali o jego twórczości tak, jakby nie umarł. Bo przecież wielcy twórcy – a niewątpliwie był nim ten dramaturg, poeta, malarz, witrażysta, projektant, edytor i wydawca – nigdy nie umierają.

Z błękitnymi oczami

– Na wystawie „Wyspiański nieznany” oprócz kilku fantastycznych, rzadko pokazywanych dotąd pasteli (lub w ogóle nigdy dotąd nie wystawianych) prezentujemy reformatorską działalność typograficzną Stanisława Wyspiańskiego i jego fascynacje czytelnicze – mówi kurator Magdalena Laskowska.

– Atrakcją tej odsłony ekspozycji są liczne prace oraz przedmioty z otoczenia Wyspiańskiego, pochodzące z prywatnych kolekcji albo muzeów, które publiczność będzie mogła oglądać po raz pierwszy – informuje Marta Bosak, zajmująca się kontaktami z mediami. – Muzeum w Lublinie rzadko wypożycza pastele, które do nas trafiły, bo to delikatne obiekty, które trudno transportować. A Wyspiański malował je, rezygnując z olejów, bo był uczulony na zawarty w nich ołów. Także dlatego nie mógł być leczony na kiłę. W walce z nią stosowano wtedy terapię ołowiową – dodaje. Wchodzących na wystawę wita jej gospodarz z pastelowego „Autoportretu artysty” powstałego w 1897 r. W muzeum nazywają go „Wyspiański z błękitnymi oczami”. Razem z wyeksponowanym na sąsiedniej ścianie portretem dr. Jana Raczyńskiego, pochodzącym z 1904 r., został zakupiony przez Ministerstwo Kultury do kolekcji placówki w listopadzie zeszłego roku. W polskich zbiorach znajduje się tylko dziesięć autoportretów Wyspiańskiego, ten z błękitnymi oczami jest jedenasty i piąty z wykonanych w technice pastelu. – Nigdy dotąd nie był pokazywany publicznie, dotychczas znaliśmy go tylko ze zdjęć i można powiedzieć, że został cudownie odnaleziony – opowiada Andrzej Betlej, dyrektor Muzeum Narodowego. – Dlatego uznajemy go za nabytek niezwykle cenny dla polskiego dziedzictwa i naszej kolekcji – dodaje.

– Wyspiański portretował się, kiedy przeżywał jakiś ważny moment w życiu – Marta Bosak wyjaśnia, dlaczego powstało tak niewiele autoportretów. Obok wizerunku dr. Jana Raczyńskiego można podziwiać portret Marii Pareńskiej, jego późniejszej żony, którą Wyspiański wielokrotnie malował. Serię pasteli rozpoczyna barwne „Macierzyństwo” wypożyczone od prywatnego kolekcjonera. Potem można zachwycać się „Śpiącym Stasiem” z Muzeum Śląskiego i „Wnętrzem pracowni artysty w Paryżu” z 1892 r. z Muzeum Lubelskiego. Kiedy pytam, jakie są ceny obrazów, słyszę, że „Macierzyństwo” ma wartość 4 mln zł, podobnie jak inne zbliżone wielkością dzieła artysty.

Paczka po śmierci

Nie tylko fakt, że większą część ekspozycji zajmuje biblioteka, pokazuje, jak Wyspiański kochał książki. Może najwięcej o jego miłości do nich mówi napisany kaligraficznym pismem rachunek przesłany do „Wielmożnego Pana Stanisława Wyspiańskiego” z księgarni Gebethnera i Wolffa. Są na nim wyszczególnione pozycje, które zamówił ponad miesiąc przed śmiercią. Zmarł 27 listopada 1907 r., a paczka z książkami została mu wysłana 31 grudnia. – Jest tam kilka tytułów z historii Polski, ale też pozycje obcojęzyczne – mówi Marta Bosak. – Widać, jak bardzo lubił czytać, bo zamówił tak dużo książek, mając świadomość swojej ciężkiej choroby, a może i zbliżającej się śmierci. Jego secesyjną bibliotekę możemy tu oglądać po raz pierwszy prawie w całości. Do jej budowy użyto półtora kilometra drewna konstrukcyjnego, 150 metrów bieżących półek i 250 metrów oświetlenia ledowego. Liczy prawie 600 tytułów zakupionych w 1910 r. przez Muzeum Narodowe od wdowy po Wyspiańskim, Teodory Teofili z domu Pytko. Jak wiadomo, Wyspiański zaczął kompletować księgozbiór na bazie historycznej biblioteki wujostwa Janiny i Kazimierza Stankiewiczów. Każdy wolumin jest opisany jego imieniem i nazwiskiem oraz dokładną datą. Szybko można się zorientować, że wszystkie je czytał, bo widać liczne podkreślenia i notatki na marginesach. W wielu znajdują się ołówkowe szkice Wyspiańskiego, w innych – dedykacje współczesnych poetów i pisarzy, którzy mu je podarowali. Rzuca się w oczy bardzo dużo tytułów historycznych, ale też poezje, m.in. Słowackiego i Krasińskiego. W tzw. żółtej części biblioteki znajduje się komplet pierwodruków dramatów Wyspiańskiego, od „Legendy” i „Warszawianki”, po opublikowane w roku jego śmierci „Skałkę”, „Powrót Odysa” i „Sędziów”. Od razu widać też zaprojektowane przez niego i zmieniające szatę graficzną „Wesele”. – Z rachunków wiadomo, że niektóre tytuły wydawał własnym sumptem – informuje Marta Bosak. – Dołączał do nich wykonane według własnego pomysłu afisze. Jak widać, miał żyłkę reklamową i zdecydowanie wyprzedzał tym swoje czasy.

Wandalizm książkowy

Pod łóżkiem artysta gromadził zbiory kart wyrwanych z czasopism i książek, bo chciał mieć na wyciągnięcie ręki potrzebne lektury. – Ze wspomnień z epoki wiemy, że książki służyły mu do pracy i nie traktował ich z namaszczeniem – mówi Magdalena Laskowska. – Na przykład z tomu IV dzieł Szekspira wydarł w całości monolog „Hamleta”.

Interesująco komentuje zachowania artysty znający go Maciej Szukiewicz: „Powyższe braki nie zadziwią nikogo, kto zna pogląd Wyspiańskiego na książki. Nie było w Poecie ani krzty snobistycznego bibliofilstwa. Gdy czerpał z jakiegoś dzieła potrzebne dla siebie wiadomości, bez żadnego skrupułu wydzierał z publikacyj – nieraz bardzo kosztownych – odnośne karty. Byłem parokrotnie świadkiem takiego wandalizmu, który Wyspiański uzasadniał zdaniem: »Książki są po to, ażeby ich używać«”.

Bibliotekę uzupełnia „podręczny warsztat ikonograficzny malarza” podarowany Muzeum przez córkę artysty Helenę z Wyspiańskich Chmurską. To zespół luźnych kart z książek, widokówek i rycin, które kopiował, nieustannie pracując, jakby był jeszcze studentem akademii. – Kiedy przygotowywał się do tworzenia witraży dla Towarzystwa Lekarskiego, m.in. przedstawiających Apollina z lirą, kopiował antyczne ciała, przerysowując Rafaela – pokazuje Marta Bosak. – Na rysunkach można obejrzeć, jak analizował w każdym szczególe tarczę grecką – dodaje. Panie kuratorki dotarły do rycin dwóch koni w biegu, będących kopiami Leonarda da Vinci. Oglądając wystawę, widzimy, jak wielką rolę odegrał Wyspiański w tworzeniu ówczesnego polskiego rynku wydawniczego. Jako dyrektor artystyczny czasopisma „Życie” zrewolucjonizował szatę graficzną gazety, wyznaczając nowe standardy poligraficzne. Jednym z jego przełomowych osiągnięć, zmieniających polskie myślenie o zdobnictwie, były ilustracje do I księgi „Iliady” Homera w przekładzie Lucjana Rydla z 1896 r. Wśród zbiorów znajdują się nie tylko gotowe wydawnictwa, ale także płytki cynkotypowe do odbijania zaprojektowanych przez Wyspiańskiego zdobników w czasopismach i na papierach listowych. Należą do nich słynne „finaliki”, kończące teksty bądź listy.

Sporą część wystawy zajmują dokumenty ze zbiorów Działu Rękopisów Biblioteki Jagiellońskiej, będące ilustracją kontaktów Wyspiańskiego z drukarzami, wydawcami i księgarzami. O stanowczym charakterze autora „Legendy” i jego zdecydowaniu twórczym świadczy jego korespondencja z drukarzami składającymi hymn „Veni Creator”. Kiedy nie spodobało mu się to, jak został wydrukowany, poprzekreślał w złości całą kartkę i napisał: „Proszę drukować, jak dysponuję, albo nie drukować wcale!”. – Przygotowując tę wystawę, staraliśmy się zrekonstruować sposób tworzenia i myślenia artysty – powiedział podczas otwarcia Andrzej Betlej. Po obejrzeniu spełnionego zamysłu można przyznać, że z powodzeniem się to udało.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 29 30 31
    1 2 3 4 5 6 7
    24°C Sobota
    dzień
    25°C Sobota
    wieczór
    22°C Niedziela
    noc
    19°C Niedziela
    rano
    wiecej »