Dziwne to świętowanie. Zmiany ostatniej cyferki w zapisie daty.
Mówią, że ostatni dzień starego roku. Mówią, że czas podsumowań. No, może tak, ale nie przesadzałbym. No bo co tak naprawdę się zmienia? Ostatnia cyferka w umownej dacie końca jednego, a początku drugiego roku. A podsumowania? Pisałem chyba przed rokiem, może dwoma albo i wcześniej, ale powtórzę: niespecjalnie lubię te „doroczne” podsumowania. Bo to kojarzy mi się z zamknięciem jakiejś sprawy, jakiegoś dzieła, jakiegoś okresu w życiu. Tymczasem 31 grudnia nic takiego się nie dzieje. No, chyba że przypadkiem. To tylko krótka przerwa na (kolejne) świętowanie. Wszystko to, co wymaga kontynuowania, będzie kontynuowane. A to, co się zamknęło, zakończyło, zakończyło się w wtedy, kiedy się zakończyło, a nie 31 grudnia. Ot, pontyfikat papieża Franciszka, Rok Jubileuszowy 2025 (ostatni akcent 6 stycznia): z datą 31 grudnia czy 1 stycznia nie ma to nic wspólnego. Nawet przesilenie zimowe, podobnie jak zmiana znaku zodiaku, ma miejsce parę dni wcześniej, tak że nawet astrologowie nie mogą mówić, że coś 31 grudnia faktycznie się zmienia.
Jest za to dla mnie ta umowna data nadejścia kolejnego roku okazją do refleksji nad przemijaniem. Pamiętam, kiedy niezdarną ręką na marginesie zeszytu przy temacie lekcji wpisywałem 73, 78, potem już wyćwiczoną 81... Później nawykłą do szybkiego pisania 85, 89... Nie mogłem się przyzwyczaić, gdy trzeba było pisać z dwójką na początku: 2002, 2003, tęskniąc do czasów, w których będzie można napisać nie 2032 ale 32 i nikomu rok z dniem miesiąca się nie pomyli. A potem nadszedł czas, że prawie przestałem daty pisać, ale głównie wstukuję je klawiszami komputera... To codzienne pisanie czy wstukiwanie dat najmocniej uświadamia mi upływa czasu. Tak, ciągłe plany na przyszłość i przyszłościowe nadzieje niepostrzeżenie ustąpiły miejsca wspomnieniom i mentalnemu przygotowywaniu się za spotkanie z, jak by to powiedział św. Franciszek, z siostrą śmiercią...
Trochę ten upływ czasu boli. Nie że starość puka do drzwi. Bardziej to, że miałem nadzieję, że z czasem świat, w którym żyję, także dzięki mnie, będzie coraz lepszy. Tymczasem chyba pod wieloma względami jest gorszy... I nie mówię tu wcale o swojej fizycznej czy mentalnej kondycji. Raczej o tych znajdujących coraz większe rzesze wyznawców religiach bezmyślności, uprzedzeń, egoizmów, zakłamania... Pewnie jakoś podobnie czuł się św. Augustyn widząc powolny upadek świata, w którym żył. Pocieszam się, że po czasach triumfów barbarzyńców przychodzi z czasem powrót do światła, do tego co dobre, sprawiedliwe, uczciwe, że po czasach egoizmów zaczyna się myślenie w kategoriach „my”... Ale idealny świat, tak, wiem to, to dopiero tam, po drugiej stronie przełęczy...
Życzenia na ten kolejny rok? Może tak: niech dobry Bóg będzie z nami. Niech będzie naszą radością w smutkach, pokojem wśród burz...
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Wróg wykorzystuje wrażliwość rodzin. Los Ukraińców jest im obojętny.
W tle interesy polskich przedsiębiorców i potrzeba podwójnej wizy.
Choć miejscowość nie leży za kołem podbiegunowym, przez parę miesięcy nie dochodzi tam słońce.
Zapewnił przedstawiciel Białego Domu, cytowany przez agencję Reutera.