W Lublinie, Białymstoku, Koszalinie...
Pamięć Polaków wywiezionych na Sybir przez władze sowieckie uczcili we wtorek w Lublinie kombatanci, przedstawiciele władz, młodzież. W 86. rocznicę rozpoczęcia masowych deportacji pod pomnikiem Matkom Sybiraczkom złożono kwiaty.
- Ten dzień jest dla nas ważny, ale bardzo smutny. To trudno opisać, jaka to była tragedia - powiedział prezes lubelskiego oddziału Związku Sybiraków Janusz Pawłowski, który jako dziecko został w wywieziony na Syberię z terenu dawnych Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej.
Wspominał, że 10 lutego 1940 roku był duży mróz, minus 20 stopni. - Załadowano nas do bydlęcych wagonów, bez okien, z dziurą w podłodze jako ubikacją. Na podłodze było trochę słomy, w wagonie jakieś naprędce sklecone prycze, ale nie wszyscy się mieścili na tych pryczach, wielu było na podłodze. W takich warunkach jechaliśmy dwa tygodnie, ale były takie pociągi, które jechały jeszcze dalej na wschód, nawet sześć tygodni - mówił Pawłowski.
Jak dodał, im dalej jechali na wschód, tym było zimniej, wiele osób po drodze zamarzło, zwłaszcza dzieci i osób starszych, bo nikt nie był przygotowany do takiej podroży.
Pawłowski trafił do Kazachstanu. Na miejscu nie było warunków do życia dla przesiedleńców, nie było budynków do zamieszkania, panował głód. - Ta gehenna trwała sześć lat. W 1946 roku wróciliśmy, ale już nie w tej liczbie, co nas wywieziono, bo około 20-30 proc. ludzi tam zmarło, a część w ogóle nie dostała wiz powrotnych i nie wróciła - zaznaczył Pawłowski.
Z okazji 86. rocznicy rozpoczęcia masowych deportacji w kościele pw. Wniebowzięcia NMP Zwycięskiej odprawiona została msza św. w intencji Polaków zmarłych i pomordowanych na zesłaniu. Po mszy uczestnicy uroczystości - kombatanci z pocztami sztandarowymi, przedstawiciele władz, młodzież, wojsko - przemaszerowali pod pomnik Matkom Sybiraczkom w centrum miasta. Tam m.in. odśpiewano hymn Sybiraków, odbył się apel pamięci, zebrani złożyli kwiaty i zapalili znicze pod pomnikiem.
Dyrektor lubelskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej Robert Derewenda podkreślił, że kultywowanie pamięci o Polakach wywożonych na Sybir jest dziś szczególnie ważne dla młodych Polaków. - To dzisiejsze spotkanie adresujemy przede wszystkim do młodego pokolenia, aby było gotowe nie tylko mówić w języku polskim, ale też umierać za Polskę, aby było gotowe tworzyć Polskę w czasie pokoju i walczyć o Polskę w czasach wojny - powiedział Derewenda.
Od lutego 1940 r. do czerwca 1941 r. władze Związku Sowieckiego, okupującego wówczas część obszaru Polski, zorganizowały cztery wielkie akcje deportacyjne na Wschód obywateli polskich.
Nocą z 9 na 10 lutego 1940 r. na rozkaz Moskwy z Polski wywieziono około 140 tys. osób - głównie rodziny wojskowych, urzędników, pracowników służby leśnej i kolei ze wschodniej części kraju. Jedna trzecia deportowanych trafiła na północ europejskiej części Rosji, do obwodu archangielskiego i Komijskiej ASRS, wielu przesiedlono do Kraju Krasnojarskiego i obwodu omskiego na Syberii.
Deportacja przeprowadzona przez NKWD w lutym 1940 r. odbyła się w tak trudnych warunkach, że ludzie umierali z zimna, głodu i wyczerpania. Na spakowanie się wywożonym dawano od kilkunastu do kilkudziesięciu minut. Bywało i tak, że nie pozwalano zabrać ze sobą niczego.
Drugą wywózkę przeprowadzono z 12 na 13 kwietnia 1940 r., trzecią - z 28 na 29 czerwca 1940 r., a czwartą - w maju 1941 r. Całkowita liczba obywateli polskich wywiezionych w latach 1940-1941 w głąb Związku Sowieckiego nie jest znana. Historycy m.in. w oparciu o źródła archiwalne NKWD, tę liczbę szacują na kilkaset tysięcy obywateli polskich.
Od jesieni 1944 r. na Sybir zsyłano żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego, m.in. 18 listopada 1944 r. z Lublina odszedł transport kolejowy z 600 żołnierzami do łagrów w rejon Borowicz. Związek Sybiraków szacuje, że w latach 1940 - 1956 w głąb Związku Radzieckiego wywieziono w sumie 1 mln 350 tys. Polaków.
***
Przy pomniku - Grobie Nieznanego Sybiraka w Białymstoku odbyły się we wtorek główne miejskie uroczystości w 86. rocznicę rozpoczęcia pierwszej, z czterech masowych wywózek obywateli polskich na Wschód, przeprowadzonych przez władze sowieckie. Wieńce i kwiaty składali m.in. członkowie Związku Sybiraków i władze.
W związku z rocznicą kwiaty były też składane w innych miejscach w mieście, m.in. przy pomniku Matki-Sybiraczki, znajdującym się przy Muzeum Pamięci Sybiru (MPS). Wieczorem na torach przy tym muzeum zapłonie tzw. Światło Pamięci - znicze upamiętniające ofiary sowieckich deportacji.
Od 10 lutego 1940 r. do czerwca 1941 r. władze Związku Sowieckiego, okupującego tereny II Rzeczypospolitej, zorganizowały cztery wywózki na Wschód obywateli polskich różnych narodowości. Pierwsza z nich objęła głównie rodziny urzędników państwowych, m.in. sędziów, prokuratorów, policjantów, leśników, a także wojskowych, w tym uczestników wojny polsko-bolszewickiej, i właścicieli ziemskich. Wywożeni trafiali do północnych regionów ZSRS, w okolice Archangielska oraz do Irkucka, Kraju Krasnojarskiego i Komi.
Pierwsza wywózka była największa - objęła ok. 140 tys. osób - i najbardziej tragiczna pod względem liczby ofiar. Deportowano wtedy m.in. wielu mieszkańców Białegostoku i okolic. Władze miasta podkreślają, że wtedy na "nieludzką ziemię" wywieziono jedną piątą mieszkańców miasta i okolic, a prześladowaniami sowieckimi była dotknięta niemal każda rodzina.
W Białymstoku od lat znajduje się pomnik - Grób Nieznanego Sybiraka. Tam we wtorek, po modlitwach za zmarłych, wieńce i kwiaty składali Sybiracy, przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, służby mundurowe, przedstawiciele różnych instytucji i urzędów. Nie było oficjalnych wystąpień.
Urodzony w 1938 roku pan Michał trafił na Syberię nie w ramach czterech masowych deportacji, ale już po II wojnie światowej, bo w marcu 1949 roku. Jego ziemiańską rodzinę dotknęła kolektywizacja; został z rodzicami i siostrą wywieziony w okolice Irkucka. Do Polski wrócili w 1957 roku.
- Gdy teraz mówi się, że 15 stopni to siarczyste mrozy, to śmiech. My tam przeżyliśmy nawet minus 60 stopni, a gdy było minus 40, to można było nie iść do szkoły. Chodziliśmy we dwójkę, żeby jeden na drugiego patrzył - mówił dziennikarzom.
- Tak naprawdę znamy tylko sam czubek góry tego, czego powinniśmy się (o deportacjach) dowiedzieć - powiedział PAP dyrektor Muzeum Pamięci Sybiru prof. Wojciech Śleszyński; zwrócił uwagę, że zamknięte są dla polskich badaczy archiwa w Rosji. Placówka pracuje nad portalem wspieranym przez AI, który będzie pomagał wyszukać historię osób wywiezionych do Azji Środkowej; ma on zacząć działać w tym roku.
Odnosząc się do pierwszej masowej deportacji na Wschód mówił, że dla osób wywożonych było to zaskoczenie i szok. - Represje trwały już od pierwszych dni okupacji, natomiast ten rodzaj represji, czyli odpowiedzialność zbiorowa na ziemiach dawnych II RP była zupełną nowością. Natomiast nie była to nowość dla NKWD, która te akcje przeprowadzała już wcześniej na terenie Związku Sowieckiego - dodał dyr. Śleszyński.
Całkowita liczba obywateli polskich wywiezionych w latach 1940-1941 w głąb Związku Sowieckiego nie jest znana. Historycy m.in. w oparciu o źródła archiwalne NKWD, tę liczbę szacują na kilkaset tysięcy obywateli polskich. Operują danymi potwierdzonymi przez listy wywiezionych w czterech wielkich wywózkach lat 1940-1941.
Ale nie obejmuje to np. osób wywiezionych w ramach wyroków.
Obchody 86. rocznicy pierwszych masowych deportacji na Wschód trwały w Białymstoku od kilku dni. W sobotę odbył się m.in. Bieg Pamięci Sybiru.
***
Zrzeszeni w miejskim kole Związku Sybiraków w Koszalinie upamiętnili we wtorek 86. rocznicę pierwszej deportacji polskiej ludności w głąb Rosji. Modlili się na mszy w katedrze, a następnie wzięli udział w uroczystości przy Pomniku Ofiar Bolszewizmu.
Uroczystości przy stojącym obok katedry w Koszalinie (woj. zachodniopomorskie) Pomniku Ofiar Bolszewizmu odbyły się zgodnie z ceremoniałem wojskowym. Oprócz Sybiraków, 86. rocznicę pierwszej deportacji polskiej ludności na Sybir, upamiętnili także przedstawiciele władz wojewódzkich i miejskich, duchowieństwa, związków kombatanckich oraz koszalińskiego garnizonu.
Prezes zarządu koła miejskiego Związku Sybiraków w Koszalinie Anatol Gonczarewicz, który urodził się na zesłaniu w okolicy Irkucka, swoje wystąpienie rozpoczął odczytaniem wiersza "Białe krematoria" Mariana Jonkajtysa.
- Masowa wywózka swym zasięgiem objęła dziesiątki tysięcy wielopokoleniowych rodzin polskich. Pamiętając dziś o nich, pamiętamy także o tych, którzy przed nimi, ale także i po nich trafili do największego łagru świata, więzienia bez murów, cel i krat, gdzieś na nieludzkiej ziemi, gdzie strażnikiem była surowa syberyjska natura - mówił Gonczarewicz.
Podkreślił, jak ważna jest pamięć o tych, co "wsiadając do bydlęcych wagonów, nigdy nie osiągnęli kresu swojej podróży, zmarli w drodze z głodu, wycieńczenia, chorób i zimna, a ich ciała wyrzucane w zwały śniegu wytyczyły najdłuższy szlak hańby nowożytnej Europy", a także o tych, co na Sybir dotarli i tej zsyłki nie przeżyli.
- Ich mogiły rozsiane gdzieś w tajdze bądź na stepie nawiedza tylko syberyjski buran i nasza niezłomna pamięć - zaznaczył Gonczarewicz.
Dodał, że wielu Sybiraków po zesłaniu wróciło do ojczyzny, w różne zakątki Polski, w tym także do powojennego Koszalina. Zastępca prezydenta Koszalina Beata Górecka podkreśliła ich wkład w odbudowę miasta.
90-letnia Leokadia Ciesielska miała niespełna 5 lat, gdy 10 lutego 1940 r. z matką, trzema siostrami i dwoma braćmi znalazła się w transporcie na Sybir. - Pamiętam głód, który nie dawał spać. Matka pracowała w lesie. Było strasznie ciężko. Sił dodawała nam modlitwa. Po sześciu latach wróciliśmy do Polski. Do Koszalina przyjechaliśmy 24 kwietnia 1946 r. - mówiła dziennikarzom pani Leokadia, która uczestniczyła w miejskich obchodach.
W koszalińskim kole Związku Sybiraków jest blisko 200 osób. Cztery lata temu było ich ok. 270. W 1989 r., gdy koło rozpoczynało działalność, zrzeszało ponad 1000 Sybiraków.
Pierwszą z czterech masowych deportacji obywateli polskich z ziem wschodnich RP, zaanektowanych przez ZSRR w wyniku agresji rozpoczętej 17 września 1939 r., władze sowieckie przeprowadziły 10 lutego 1940 r. Według danych NKWD do północnych obwodów Rosji i na zachodnią Syberię wywieziono wówczas około 140 tys. ludzi. Kolejne trzy wielkie wywózki były w kwietniu i czerwcu 1940 r. oraz w czerwcu 1941 r.
Poparcia nie zyskali dwaj kandydaci zgłoszeni przez klub PiS.
Jeśli ustawa wejdzie w życie od 1 października kompetencje Biura przejmie policja, ABW i KAS i SKW.
Droższy od unijnej pożyczki program jest rządowym "planem B".
Chile jest największym producentem miedzi i drugim na świecie wytwórcą litu.