Decyzje te zapadły mimo presji ze strony prezydenta USA.
Władze Japonii i Australii wykluczyły w poniedziałek wysłanie okrętów wojennych do cieśniny Ormuz. Decyzje te zapadły mimo presji ze strony prezydenta USA Donalda Trumpa, który zażądał od sojuszników wsparcia w zabezpieczeniu tego strategicznego szlaku przed działaniami Iranu.
- W obecnej sytuacji w Iranie nie rozważamy wydania rozkazu przeprowadzenia operacji bezpieczeństwa morskiego - oświadczył przed parlamentem japoński minister obrony Shinjiro Koizumi.
Podobne stanowisko przedstawiła Canberra. Australijska minister transportu Catherine King zapowiedziała na antenie ABC, że jej kraj nie skieruje jednostek do cieśniny. - Wiemy, jak jest to niezwykle ważne, ale nie poproszono nas o to, ani w tym nie uczestniczymy - powiedziała.
Trump wezwał w miniony weekend sojuszników do wysłania okrętów w celu odblokowania blokowanej przez Teheran cieśniny Ormuz. Również amerykański ambasador przy ONZ Michael Waltz podkreślił, że Waszyngton "żąda" udziału innych państw, gdyż blokada skutkuje gwałtownym wzrostem cen paliw na świecie. Trump zapewnił na platformie Truth Social, że choć irański potencjał wojskowy został niemal całkowicie zniszczony w wyniku amerykańsko-izraelskich ataków, Teheran wciąż może zagrażać żegludze za pomocą min czy dronów. Władze USA zapowiedziały, że ich marynarka wojenna będzie eskortować tankowce, gdy tylko stanie się to możliwe.
Od 28 lutego Izrael i USA prowadzą naloty na Iran, a ten w odpowiedzi ostrzeliwuje Izrael i inne państwa Bliskiego Wschodu, uderzając zarówno w amerykańskie bazy wojskowe, jak i infrastrukturę cywilną.
Krzysztof Pawliszak
***
Żądam, by inne kraje przyszły i chroniły swoje terytorium, skąd biorą źródła energii - powiedział w niedzielę prezydent USA Donald Trump, domagając się pomocy w udrożnieniu Cieśniny Ormuz. Trump zdradził, że rozmawia na ten temat z ok. siedmioma państwami. Ujawnił też, że prowadzi rozmowy z Iranem.
Trump ponowił swoje wezwanie do przyłączenia się innych państw do operacji w Cieśninie Ormuz podczas rozmowy z dziennikarzami na pokładzie Air Force One w drodze do Waszyngtonu. Jak powiedział, prowadzi rozmowy z "około siedmioma" krajami i choć podkreślał, że najwięcej ropy wypływającej z Zatoki Perskiej otrzymują Chiny, nie określił, czy Pekin jest wśród zainteresowanych krajów.
- Żądam, aby te kraje przybyły i chroniły swoje terytorium, bo to jest ich terytorium. To jest miejsce, z którego czerpią energię. I powinny przybyć i pomóc nam je chronić. Można by argumentować, że może w ogóle nie powinniśmy tam być, ponieważ jej nie potrzebujemy. Mamy dużo ropy naftowej - mówił Trump. - Ale robimy to. Robimy to prawie tak, jakbyśmy robili to z przyzwyczajenia, ale robimy to również dla bardzo dobrych sojuszników, których mamy na Bliskim Wschodzie - dodał.
Trump w tym kontekście wymienił też państwa NATO, twierdząc, że Ameryka zawsze jest gotowa do pomocy NATO i "pomaga im z Ukrainą, mimo że mamy ocean między sobą i to (wojna w Ukrainie) nas nie dotyczy".
- Pomagamy im i będzie ciekawe, by zobaczyć, jaki kraj nie pomoże nam z tym bardzo małym przedsięwzięciem, które polega na po prostu utrzymaniu cieśniny otwartej - mówił prezydent. Przekonywał, że jest to małe przedsięwzięcie, bo irańskie wojsko zostało niemal zniszczone. Trump przekonywał przy tym, że od dawna uważał, że to zainteresowane kraje powinny "utrzymywać cieśninę" Ormuz, twierdząc, że mimo to robiła to Ameryka, bo miała "bardzo słabych prezydentów".
Trump zapowiadał, że międzynarodowe operacje rozpoczną się natychmiast, choć przyznał, że wysłanie okrętów na Bliski Wschód zajmie trochę czasu. Zaznaczył, że inne państwa mają okręty - jak np. trałowce do oczyszczania wód z min - które się przydadzą.
Prezydent USA ujawnił, że prowadzi rozmowy z Iranem i irańskie władze chcą porozumienia, lecz "nie sądzi, by były gotowe". Powiedział też, że jeszcze nie zamierza ogłaszać zwycięstwa w wojnie, choć mógłby to zrobić, bo odbudowa irańskiego potencjału zajęłaby 10 lat.
Trump wielokrotnie wyrażał swoją frustrację na media, które - jak zarzucał - powielają fałszywą irańską propagandę i obrazy generowane przez AI. Twierdził, że jednym z nich były zdjęcia publikowane przez media z manifestacji w Teheranie po wyborze nowego przywódcy Iranu. W osobnym wpisie na Truth Social na ten temat Trump twierdził, że media te dopuszczają się zdrady stanu. Zaznaczył przy tym, że szef Federalnej Komisji Łączności (FCC) Brenad Carr "przygląda się" licencjom "skorumpowanych i wysoce niepatriotycznych" stacji telewizyjnych.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński
***
Prezydent USA Donald Trump ostrzegł w wywiadzie dla "Financial Times", że jeśli sojusznicze państwa nie włączą się w działania na rzecz otwarcia Cieśniny Ormuz, będzie to "bardzo złe dla przyszłości NATO". Zagroził też przełożeniem swojej wizyty w Chinach, jeśli Pekin również nie wesprze USA.
W rozmowie telefonicznej z gazetą Trump zaapelował do państw europejskich o przyłączenie się do amerykańskich działań wojennych w Iranie. Zaznaczył, że Europa i Chiny, w odróżnieniu od USA, są silnie uzależnione od ropy z Zatoki Perskiej.
- To tylko stosowne, żeby ci, którzy czerpią korzyści z Cieśniny, pomogli zapewnić, żeby nie stało się tam nic złego - powiedział Trump. - Jeśli nie będzie odpowiedzi albo odpowiedź będzie negatywna, myślę, że to będzie bardzo złe dla przyszłości NATO - dodał.
Trump wyraził jednak pesymizm co do tego, czy sojusznicy odpowiedzą na jego apel. - Mamy coś, co nazywa się NATO. Byliśmy bardzo mili. Nie musieliśmy pomagać im z Ukrainą. Ukraina jest tysiące mil od nas (...) Ale pomogliśmy im. Teraz zobaczymy, czy oni pomogą nam. Bo od dawna mówię, że będziemy dla nich, ale oni nie będą dla nas. I nie jestem pewien, czy byliby - mówił gazecie.
Zapytany, jakiej pomocy oczekuje, Trump odpowiedział: "Cokolwiek będzie potrzebne". Argumentował, że sojusznicy powinni wysłać okręty do usuwania min, których Europa posiada znacznie więcej niż USA. Chciałby też "ludzi, którzy wyeliminują złych aktorów wzdłuż irańskiego brzegu", sugerując wysłanie europejskich oddziałów komandosów do zwalczania irańskich operacji z użyciem dronów i min morskich w Zatoce.
- Uderzamy w nich bardzo mocno. Nie zostało im nic poza robieniem drobnych kłopotów w Cieśninie, ale ci ludzie czerpią z niej korzyści i powinni pomóc nam ją patrolować. My im pomożemy. Ale oni też powinni tam być. Potrzeba dużo ludzi, żeby pilnować niewielu - mówił Trump.
Trump wyraził szczególne niezadowolenie z postawy Wielkiej Brytanii. - Wielką Brytanię można uznawać za sojusznika numer jeden, najstarszego itd., ale kiedy poprosiłem ich, żeby przyszli, nie chcieli przyjść - zżymał się. - A kiedy w zasadzie wyeliminowaliśmy zdolności zagrożenia ze strony Iranu, powiedzieli: "no dobrze, wyślemy dwa okręty", a ja odpowiedziałem: "potrzebujemy tych okrętów, zanim wygramy, a nie po tym, jak wygramy" - relacjonował. - Od dawna mówię, że NATO to ulica jednokierunkowa - dodał.
Trump twierdził, że ewentualne zagrożenie dla sojuszniczych jednostek w Zatoce byłoby minimalne, bo USA "zdziesiątkowały" Iran. Europejscy sojusznicy ponieśli już jednak straty w konflikcie, bo w czwartek w irańskim ataku dronowym w Iraku zginął francuski żołnierz. W niedzielę w bazie w Kuwejcie zniszczony został włoski samolot.
Trump ostrzegł też, że USA są gotowe do ponownych uderzeń na wyspę Chark, irański hub eksportu ropy, niszcząc infrastrukturę naftową.
- Możemy to uderzyć w pięć minut. I nie mogą nic na to poradzić - przekonywał.
Zapytany, czy Rosja pomaga Iranowi danymi satelitarnymi do namierzania amerykańskich i izraelskich systemów antybalistycznych, Trump odparł: "Nie wiem, jak to wygląda. Ale można też argumentować, że my pomagaliśmy Ukrainie. Trudno powiedzieć: celujecie w nas, skoro pomagaliśmy Ukrainie". Trump stwierdził - wyolbrzymiając rzeczywistą kwotę - że jego poprzednik Joe Biden przekazał Ukrainie 350 mld dolarów w gotówce i sprzęcie. - Więc trudno powiedzieć: "co wy robicie?Ť, skoro my robiliśmy to samo".
Prezydent USA oznajmił też, że pomocy oczekuje również od Chin i że powinno to się zdarzyć przed planowaną wizytą w Pekinie pod koniec marca. Trump zaznaczył, że nie może czekać do końca marca, bo "Dwa tygodnie to długo". Dodał, że wizyta może zostać przesunięta, lecz nie sprecyzował, o ile.
Jak zaznaczył dziennik, wypowiedzi Trumpa padły w dniu, gdy sekretarz skarbu Scott Bessent spotkał się w Paryżu ze swoim chińskim rozmówcą, wicepremierem He Lifengiem w sprawie przygotowań do szczytu.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński
Blisko 28 proc. osób w wieku od 7 do 17 lat przyznało się do oglądania patostreamingów.
Ukraińcy z kolei zaatakowali rafinerię. Rosjanie twierdzą, że zinęły też dzieci.
Chodzi o projekt Polski2050 podnoszący drugi próg podatkowy.