Zapowiedź Trumpa niesie ryzyko popełnienia zbrodni wojennych

Amerykański przywódca oświadczył że zniszczy elektrownie i mosty znajdujące się w Iranie.

Zapowiedź prezydenta USA Donalda Trumpa o planach przeprowadzenia ataków na mosty i elektrownie w Iranie niesie ryzyko popełnienia zbrodni wojennych - powiedział PAP dr hab. Marcin Marcinko, adiunkt w Katedrze Prawa Międzynarodowego Publicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Amerykański przywódca oświadczył w poniedziałek, że w nocy z wtorku na środę zniszczy elektrownie i mosty znajdujące się w Iranie, jeśli władze w Teheranie nie odpowiedzą na postawione przez niego ultimatum, w którym żąda odblokowania Cieśniny Ormuz oraz zawarcia porozumienia kończącego konflikt wojenny.

Podczas konferencji prasowej Trump zapowiedział, że wojska amerykańskie mogą zniszczyć wszystkie mosty i elektrownie w ciągu czterech godzin, od godz. 20 do północy czasu wschodnioeuropejskiego (od godz. 2 do godz. 6 rano czasu w Polsce). Zapytany przez dziennikarzy, czy planowane ataki na infrastrukturę cywilną mogą stanowić zbrodnię wojenną, odpowiedział: "nie, wcale nie". Jednocześnie stwierdził, że "zbrodnią wojenną jest pozwolenie Iranowi na posiadanie broni nuklearnej".

Zdaniem dr. hab. Marcinko, "zaatakowanie mostów czy elektrowni przez wojska nie musi równać się z popełnieniem zbrodni wojennej, ale istnieje takie ryzyko, gdyż obiekty te są często traktowane jako obiekty podwójnego wykorzystania - służą ludności cywilnej i jednocześnie siłom zbrojnym".

- Ważna jest ocena wstępna, czy dany obiekt jest celem wojskowym, czy też nie, którą dokonuje się w czasie planowania ataku oraz jego trwania. Dowództwo musi dokładnie przeanalizować okoliczności przeprowadzenia ataku, korzyści wojskowe, które można z niego odnieść, a także skutki uboczne, które mogą pojawić się wskutek zniszczenia obiektu. Musi także reagować w czasie trwania operacji, gdyż na przykład już w trakcie ataku na moście mogą pojawić się cywile wykorzystani w roli żywych tarcz - podkreślił rozmówca PAP.

Prawnik przypomniał, że w sztuce wojennej oraz w prawie konfliktów zbrojnych funkcjonuje wzorzec rozsądnego dowódcy, rozumiany jako model osoby racjonalnie wykorzystującej dostępne informacje i unikającej nieuzasadnionego ryzyka. Jest to zatem hipotetyczny standard zachowania, oceniany nie na podstawie faktycznych działań, lecz przez odniesienie do tego, co w danej sytuacji powinien był zrobić rozsądny i kompetentny dowódca.

- Dowódca musi także brać pod uwagę inne zasady regulujące prowadzenie działań zbrojnych, takie jak zasada proporcjonalności, która polega na ocenie, czy przewidywane straty uboczne wśród ludności cywilnej nie będą nadmierne w stosunku do oczekiwanej korzyści wojskowej wynikającej z ataku. () Według prawa, korzyść wojskowa musi być nie tylko oczekiwana, lecz także bezpośrednia i konkretna, czyli musi być realna w kontekście danej operacji militarnej - powiedział Marcinko.

- Wyobraźmy sobie most, który jest sporadycznie wykorzystywany przez wojsko, na przykład do transportu, lecz na co dzień służy miejscowej ludności cywilnej. Atak na taki obiekt przynosi niewielką korzyść wojskową, natomiast powoduje znaczne skutki uboczne dla ludności cywilnej. W takim przypadku mamy do czynienia z naruszeniem zasady proporcjonalności - wyjaśnił.

Zapytany, czy dotyczy to również ataków na elektrownie, odpowiedział, że w takich przypadkach "należy brać pod uwagę między innymi kwestię długofalowych skutków, które dla ludności cywilnej mogą być tragiczne".

Dodał, że dowódca musi także zachować środki ostrożności, by zminimalizować straty wśród ludności cywilnej, m.in. poprzez uprzednie ostrzeżenie o ataku, umożliwiające ewakuację, a także przez dobór odpowiednich rodzajów broni, pozwalających uniknąć szkód ubocznych lub je ograniczyć.

Marcinko podkreślił, że "zbrodnia wojenna to poważne naruszenie prawa konfliktów zbrojnych, w szczególności celowy atak na ludność cywilną lub obiekty cywilne, a więc działanie sprzeczne z zasadami prowadzenia wojny, któremu towarzyszy świadomość lub zamiar sprawcy".

Odpowiadając na pytanie, kto mógłby osądzić amerykańskich dowódców w przypadku popełnienia przez nich zbrodni wojennych, wskazał, że w praktyce takie zbrodnie mogłyby być oceniane przez sądy krajowe, mechanizmy wewnętrzne Stanów Zjednoczonych oraz międzynarodowe komisje i organizacje eksperckie. Dodał, że Międzynarodowy Trybunał Karny miałby tu bardzo ograniczoną rolę, ponieważ ani USA, ani Iran nie są stronami jego statutu.

Według prawa zbrodnie wojenne nie ulegają przedawnieniu.

Statut Rzymski z 1998 r., na podstawie którego działa Międzynarodowy Trybunał Karny, to międzynarodowy dokument najpełniej określający definicję zbrodni wojennych.

Marta Zabłocka 

***

Premier Izraela Benjamin Netanjahu poinformował we wtorek, że izraelskie wojsko zaatakowało linie kolejowe i mosty w Iranie. Podkreślił, że ataki były wymierzone w infrastrukturę wykorzystywaną przez irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC).

- Wczoraj nasi piloci zniszczyli samoloty transportowe i dziesiątki helikopterów w irańskiej bazie wojskowej. Dziś zaatakowali linie kolejowe i mosty wykorzystywane przez IRGC - powiedział Netanjahu w nagraniu wideo.

- Rozbijamy reżim terrorystyczny w Iranie. Robimy to jednak z coraz większą energią i siłą - dodał izraelski premier.

Wcześniej we wtorek prezydent USA Donald Trump zapowiedział na portalu społecznościowym Truth Social, odnosząc się do swojej groźby ataków na irańską infrastrukturę, że "tej nocy zginie cała cywilizacja i nigdy się nie odrodzi".

Trump zagroził zbombardowaniem wszystkich elektrowni i mostów w Iranie, jeśli władze tego kraju nie spełnią ultimatum do wtorku do godz. 20 czasu wschodnioamerykańskiego (godz. 2 w nocy w środę w Polsce) i nie zawrą porozumienia, gwarantującego otwarcie cieśniny Ormuz. Przez ten szlak wodny przepływa w czasie pokoju jedna piąta światowych dostaw ropy. 

 

***

UE potępia grożenie atakami na kluczową infrastrukturę cywilną - powiedziała we wtorek w Brukseli rzeczniczka Komisji Europejskiej Anitta Hipper, komentując słowa prezydenta USA Donalda Trumpa, że armia amerykańska wysadzi każdy most i elektrownię w Iranie, jeśli kraj ten nie otworzy cieśniny Ormuz.

Hipper podkreśliła, że UE zawsze opowiadała się za dyplomatycznym rozwiązaniem konfliktu. Podkreśliła, że ataki na infrastrukturę cywilną, w tym energetyczną, uderzą w miliony ludzi na Bliskim Wschodzie i poza nim, a także mogą prowadzić do niebezpiecznej eskalacji.

- Oczekujemy od wszystkich stron konfliktu maksymalnej powściągliwości, ochrony ludności cywilnej i infrastruktury cywilnej oraz pełnego poszanowania prawa międzynarodowego i międzynarodowego prawa humanitarnego - powiedziała.

W poniedziałek na groźby prezydenta USA zareagował przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa, który we wpisie na X podkreślił, że "wszelkie ataki na infrastrukturę cywilną, a zwłaszcza obiekty energetyczne, są niezgodne z prawem i niedopuszczalne". Dodał, że dotyczy to zarówno sytuacji na Bliskim Wschodzie, jaki i wojny Rosji przeciw Ukrainie.

Zapytana, co UE może zrobić na rzecz otwarcia Ormuzu, rzeczniczka powiedziała, że szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas "współpracuje z partnerami w regionie", "wszystkich szczeblach dyplomatycznych", by zapobiec dalszej eskalacji konfliktu. - Wkrótce poinformujemy o harmonogramie jej misji w tym regionie - zapewniła Hipper.

Trump zagroził zbombardowaniem wszystkich elektrowni i mostów w Iranie, jeśli władze tego kraju nie spełnią ultimatum do wtorku do godz. 20 czasu wschodnioamerykańskiego (godz. 2 w nocy w środę w Polsce) i nie zawrą porozumienia, gwarantującego otwarcie cieśniny Ormuz, przez którą w czasie pokoju przepływa jedna piąta światowych dostaw ropy.

Z Brukseli Jowita Kiwnik Pargana

***

Stany Zjednoczone przeprowadziły naloty na kluczową dla eksportu irańskiej ropy wyspę Chark. Pociski trafiły m.in. w tamtejszą bazę Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej i lotnisko - podały we wtorek media, m.in. agencja Bloomberga.

Rakiety trafiły w dok, bazę Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej i lotnisko, które znajdują się na kluczowym wyspie - przekazał brytyjski dziennik "The Telegraph". Amerykański "Wall Street Journal" poinformował zaś, że siły USA zaatakowały 50 celów wojskowych na wyspie.

Do ataku doszło na kilkanaście godzin przed upływem wyznaczonego przez prezydenta USA Donalda Trumpa ultimatum. W poniedziałek zapowiedział on, że jeśli do godz. 20 we wtorek (godz. 2 w środę czasu polskiego) nie zostanie otwarta zablokowana przez Iran cieśnina Ormuz, to kraj ten "nie będzie miał elektrowni, mostów i powróci do epoki kamienia łupanego".

Chark, wyspa o rozmiarach ok. 8 km na 5 km, oddalona od irańskiego wybrzeża o ok. 25 km, to najważniejszy węzeł eksportowy Iranu, przez który przechodzi 90 proc. irańskiej ropy naftowej. Większość irańskiej linii brzegowej jest tak płytka, że nie mogą tam dotrzeć supertankowce, dlatego Irańczycy przepompowują niemal całą swoją produkcję ropy naftowej podwodnymi rurociągami na Chark.

Już w marcu media informowały, że prezydent USA Donald Trump rozważał atak na Chark. Spekulowały, że zajęcie wyspy mogłoby wywrzeć presję na Iran i zmusić go do ponownego otwarcia cieśniny Ormuz.

Amerykański portal Axios, powołujący się na urzędnika administracji USA, podał, że we wtorek zaatakowano "cele wojskowe" na wyspie.

Według dr. Bartosza Bojarczyka z Katedry Międzynarodowych Stosunków Politycznych Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, ewentualne przejęcie tej wyspy dałoby Amerykanom kontrolę nad gospodarczą aktywnością Iranu i oznaczałoby poważne okrojenie dochodów Teheranu. - Eksport irańskiej ropy byłby w rękach Amerykanów - przyznał w rozmowie z PAP ekspert.

W czasach monarchii Chark wykorzystywano jako więzienie. Dziś na wyspie mieszka około 8 tys. osób, z których wiele pracuje w przemyśle naftowym.

Na Chark nie brakuje słodkiej wody i bujnej zieleni - co jest rzadkością w rejonie Zatoki Perskiej. Znajdują się tam również stanowiska archeologiczne, w tym liczące około 2400 lat ryty naskalne i grobowce wykute w skale, a także XVIII-wieczny fort zbudowany przez Holenderską Kompanię Wschodnioindyjską.

W opinii Bojarczyka ewentualna inwazja na wyspę Chark może mieć bardzo negatywne skutki dla regionu. Przyparty do muru irański reżim może zacząć uderzać bez opamiętania w cele ekonomiczne państw Zatoki Perskiej - ocenił Bojarczyk.

Ekspert przypomniał, że do takich ataków dochodziło już wcześniej. Teheran uderzył np. w fabrykę aluminium w Bahrajnie i terminal przeładunkowy gazu skroplonego w Katarze, a także zaatakował stację odsalania wody w Kuwejcie.

W jego opinii atak na wyspę nie osłabi blokady cieśniny Ormuz, bo Irańczycy szachują ją z takich wysp na Zatoce Perskiej jak Abumusa, czy Wielki i Mały Tunb. Działające stamtąd szybkie łodzie patrolowe i ręczne wyrzutnie rakiet, wystarczą według niego, aby nadal razić tankowce i wywoływać pożary.

Część ekspertów jest jednak zdania, że nie będzie zwycięstwa w wojnie z Iranem bez zajęcia wyspy.

Cytowany przez amerykański portal NBC News Francis A. Galgano, były oficer armii, a obecnie profesor geografii wojskowej na Uniwersytecie Villanova, stwierdził, że rozmieszczone w regionie siły wystarczą, by zdobyć Chark. "Jeśli plan zakłada wygranie wojny z Iranem, zdobycie wyspy Chark powinno być jednym z głównych celów konfliktu, bo daje to Stanom Zjednoczonym ogromną przewagę w negocjacjach" powiedział.

Według Galgano zdobycie wyspy byłoby "kijem" mającym zmusić Irańczyków do zaprzestania ataków na statki (w cieśninie Ormuz - PAP).

Iran wybudował oprócz Chark także drugi terminal naftowy - Jask w Zatoce Omańskiej, ale ma on nieporównywalnie mniejszą przepustowość i według zgodnej opinii ekspertów nie mógłby zastąpić zielonej wyspy w Zatoce Perskiej.

Anna Gwozdowska 

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Autoreklama

Autoreklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
16°C Czwartek
dzień
17°C Czwartek
wieczór
14°C Piątek
noc
10°C Piątek
rano
wiecej »