Zapowiadając ataki na irańską infrastrukturę, prezydent USA Donald Trump oznajmił we wtorek, że "tej nocy zginie cała cywilizacja i nigdy się nie odrodzi". Zaznaczył jednak, że tego nie chce i przyznał, że wciąż możliwe jest uniknięcie takiego scenariusza.
"Cała cywilizacja umrze dziś w nocy i nigdy się nie odrodzi. Nie chcę, żeby tak się stało, ale prawdopodobnie tak się stanie" - napisał Trump w porannym (czasu waszyngtońskiego) wpisie na Truth Social. We wtorek o godz. 20 czasu wschodnioamerykańskiego (godz. 2 w nocy z wtorku na środę w Polsce) wygasa ultimatum Trumpa dla władz w Teheranie na otwarcie cieśniny Ormuz.
W rozmowie z Fox News Trump powiedział jednak, że może odroczyć ultimatum, jeśli negocjacje przyniosą "coś konkretnego". - Powiedział, że jeśli negocjacje posuną się naprzód dzisiaj i pojawi się coś konkretnego, to mogłoby się zmienić, ale w tej chwili nie chciał tego przesądzać. Powiedział, że posuwamy się naprzód z naszymi planami (ataku) - przekazał dziennikarz amerykańskiej stacji Bret Baier, który rozmawiał z Trumpem przez telefon.
W reakcji na wypowiedzi Trumpa Unia Europejska potępiła grożenie atakami na kluczową infrastrukturę cywilną. Rzeczniczka Komisji Europejskiej Anitta Hipper oświadczyła, że UE zawsze opowiadała się za dyplomatycznym rozwiązaniem konfliktu.
Podkreśliła, że ataki na infrastrukturę cywilną, w tym energetyczną, uderzą w miliony ludzi na Bliskim Wschodzie i poza nim, a także mogą prowadzić do niebezpiecznej eskalacji. W takim samym tonie swój wpis na X zamieścił przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa, który wyraził przekonanie, że "wszelkie ataki na infrastrukturę cywilną, a zwłaszcza obiekty energetyczne, są niezgodne z prawem i niedopuszczalne".
Z kolei Iran zagroził zablokowaniem również cieśniny Bab al-Mandab, łączącej Morze Arabskie z Morzem Czerwonym, jeśli sytuacja wymknie się spod kontroli. Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) zapowiedział także, iż w przypadku przekroczenia przez Stany Zjednoczone "czerwonych linii" podejmie działania przeciwko infrastrukturze, co "pozbawi na lata USA i ich sojuszników ropy i gazu, wydobywanych w regionie".
Dr hab. Marcin Marcinko, adiunkt w Katedrze Prawa Międzynarodowego Publicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, powiedział PAP, że zapowiedź Trumpa o planach przeprowadzenia ataków na mosty i elektrownie w Iranie niesie ryzyko popełnienia zbrodni wojennych.
- Ważna jest ocena wstępna, czy dany obiekt jest celem wojskowym, czy też nie, której dokonuje się w czasie planowania ataku oraz jego trwania. Dowództwo musi dokładnie przeanalizować okoliczności przeprowadzenia ataku, korzyści wojskowe, które można z niego odnieść, a także skutki uboczne, które mogą pojawić się wskutek zniszczenia obiektu. Musi także reagować w czasie trwania operacji, gdyż - na przykład - już w trakcie ataku na moście mogą pojawić się cywile, wykorzystani w roli żywych tarcz - podkreślił rozmówca PAP.
Stosowanie taktyki żywych tarcz nie jest wykluczone w Iranie, bowiem władze tego kraju zaapelowały do młodzieży o tworzenie wokół elektrowni łańcuchów złożonych z ludzi - sportowców, artystów, uczniów i studentów. - Elektrownie, które są naszym narodowym zasobem i kapitałem, niezależnie od preferencji czy poglądów politycznych, należą do przyszłości Iranu i do irańskiej młodzieży - mówił Alireza Rahimi, przedstawiony przez irańską telewizję państwową jako sekretarz Najwyższej Rady ds. Młodzieży.
We wtorek zaatakowana została irańska wyspa Chark w Zatoce Perskiej, kluczowe miejsce dla eksportu irańskiej ropy. Chark, wyspa o rozmiarach około 8 km na 5 km, oddalona od irańskiego wybrzeża o około 25 km, to najważniejszy węzeł eksportowy Iranu, przez który przechodzi 90 proc. irańskiej ropy naftowej. Większość irańskiej linii brzegowej jest tak płytka, że nie mogą tam dotrzeć supertankowce, dlatego Irańczycy przepompowują niemal całą swoją produkcję ropy naftowej podwodnymi rurociągami na Chark.
O atakach na Iran poinformował też premier Izraela Benjamin Netanjahu, który powiedział, że izraelskie wojsko zaatakowało linie kolejowe i mosty w Iranie. - Rozbijamy reżim terrorystyczny w Iranie. Robimy to jednak z coraz większą energią i siłą - mówił szef izraelskiego rządu.
Wcześniej we wtorek agencja Reutera poinformowała, że Iran odrzucił propozycje zawarcia tymczasowego rozejmu i przedstawił warunki wstępne do rozmów o "trwałym pokoju". Teheran chce m.in., by USA i Izrael natychmiast zaprzestały ataków, zagwarantowały, że ich nie wznowią, oraz zapłaciły odszkodowanie za szkody wyrządzone podczas konfliktu.
Z kolei ambasador Iranu w Pakistanie Reza Amiri Moghadam oświadczył we wtorek, że rozmowy mające na celu wstrzymanie działań wojennych zbliżają się do "krytycznego etapu", a Pakistan pełni w nich rolę mediatora. "Pozytywne i produktywne wysiłki Pakistanu, podejmowane z dobrą wolą i zaangażowaniem, mające na celu wstrzymanie wojny, zbliżają się do krytycznego, wrażliwego etapu..." - napisał irański ambasador na platformie X.
"The Times" doniósł, powołując się na oceny wywiadowcze, że najwyższy przywódca Iranu Modżtaba Chamenei jest nieprzytomny i przebywa na leczeniu w świętym mieście Kom, a zatem faktycznie nie sprawuje władzy w kraju. Władze Iranu już wcześniej potwierdziły, że nowy najwyższy przywódca został ranny w tym samym nalocie, w którym zginęli jego ojciec Ali Chamenei, matka, żona i jeden z synów.
Ropociąg został naprawiony po rosyjskim ataku z końca stycznia.