W sytuacji zagrożenia człowiek działa instynktownie - powiedział trener strzelectwa Andrzej Idzikowski. Według niego ocena strzelaniny w Bystrzycy Kłodzkiej, która wywołała debatę o granicach obrony koniecznej, wymaga analizy kontekstu, dynamiki ataku i ograniczeń percepcji w stresie.
Strzelanina w Bystrzycy Kłodzkiej, w której zginął 26-letni mężczyzna, może stać się jedną z ważniejszych spraw dotyczących granic obrony koniecznej w Polsce - oceniają eksperci. W piątek 10 kwietnia instruktor strzelectwa Borys B. śmiertelnie postrzelił jednego z trzech mężczyzn, którzy - jak twierdzi - go zaatakowali.
Andrzej Idzikowski, trener strzelectwa i były funkcjonariusz policji, podkreślił w rozmowie z PAP, że "to jest temat niezwykle złożony i - mówiąc szczerze - obarczony ogromną liczbą niewiadomych". Zaznaczył, że obecnie dostępne są jedynie fragmentaryczne informacje, a kluczowy dla oceny prawnej pozostaje pełny przebieg zdarzenia.
Ekspert zwrócił uwagę na psychologiczny aspekt sytuacji zagrożenia życia.
- Dochodzi do gwałtownego wyrzutu adrenaliny, zawęża się pole widzenia, pojawia się tzw. tunel percepcyjny, a zdolność racjonalnej analizy sytuacji dramatycznie spada - wskazał.
W jego ocenie nawet osoby przeszkolone nie są w stanie całkowicie wyeliminować wpływu stresu bojowego.
Odnosząc się do pytania o zasadność użycia broni, Idzikowski zaznaczył, że "to pytanie z pogranicza prawa i psychologii", a ocena zależy m.in. od bezpośredniości zagrożenia i proporcjonalności reakcji. Dodał, że jeśli potwierdziłaby się wersja o wcześniejszym oddaleniu się i powrocie z bronią, mogłoby to istotnie zmienić kwalifikację zdarzenia.
Komentując wyniki sekcji zwłok, zaznaczył, że liczba i rozmieszczenie trafień nie przesądzają o umiejętnościach strzelca. W warunkach realnego zagrożenia - przy ograniczonej widoczności i wysokim poziomie stresu - "nawet dobrze wyszkolony strzelec nie działa z precyzją znaną ze strzelnicy". Dodatkowo użyta amunicja o dużej prędkości może nie powodować natychmiastowego obezwładnienia, co skutkuje oddaniem kolejnych strzałów.
Idzikowski odniósł się także do opinii o nadmiernej liczbie strzałów. Jak wskazał, w sytuacji dynamicznego ataku decyzje podejmowane są w ułamkach sekund, a jeśli napastnik nadal się porusza, strzelec mógł zakładać brak skutecznego trafienia.
Podkreślił również znaczenie tzw. świadomości sytuacyjnej, czyli umiejętności obserwowania otoczenia i unikania zagrożeń, oraz zwrócił uwagę na sygnały płynące od mieszkańców dotyczące poczucia braku bezpieczeństwa i bierności organów ścigania. Przypomniał, że lekceważenie takich sygnałów może prowadzić do eskalacji problemów.
Odnosząc się do szerszego kontekstu, zaznaczył, że przypadek ten nie powinien prowadzić do pochopnych zmian prawa. W Polsce rocznie wydaje się ok. 30-40 tys. nowych pozwoleń na broń, a liczba incydentów z jej użyciem pozostaje relatywnie niska.
Zdaniem eksperta sprawa może mieć istotne znaczenie dla przyszłego orzecznictwa. Wskazał również na dużą mobilizację środowiska strzeleckiego, które zebrało ok. 400 tys. zł na obronę podejrzanego.
- Broń jest narzędziem. Kluczowe pytanie brzmi: co doprowadziło człowieka do momentu, w którym zdecydował się jej użyć przeciwko innym - podsumował.
Apel, by zamiast kwiatów i wieńców, składać ofiary na hospicja.
Prezydent podziękował też Sławomirowi Cenckiewiczowi za 9 miesięcy pracy na czele BBN.
Umowa Polski została zatwierdzona jako pierwsza spośród 19 państw uczestniczących w programie SAFE.
"Czy to miałoby znaczenie, gdybym pani powiedział, że jestem papieżem Leonem?"