W związku z mijającym tygodniem modlitw o powołania. Wprawdzie sporo już na ten temat napisano i powiedziano, nie zaszkodzi jednak coś niecoś dorzucić.
Myślę o prymicjach w naszej parafii. Tych, do których potrafię sięgnąć pamięcią. Najpierw ksiądz, który ukończył seminarium w USA i tam pasie owieczki. Kolejny - kapłan diecezji kieleckiej. Zaczął naukę w naszym, diecezjalnym seminarium. Dlaczego się przeniósł? Ciekawskim tłumaczył kiedyś, że jest gorliwym czcicielem Chrystusa Ukrzyżowanego i dlatego Pan Bóg pozwolił mu być bliżej sanktuarium na Świętym Krzyżu.
Następny za radą miejscowego duszpasterza zaczął od niższego seminarium w sąsiedniej archidiecezji i tam już pozostał – na studia, święcenia, życie kapłańskie.
Kolejnemu po krótkim czasie odradzono dalsze studiowanie w naszym diecezjalnym seminarium. Wstąpił do zgromadzenia. To była akurat racjonalna decyzja. Ksiądz Jan Piotr jest osobą słabowidzącą. Zgromadzenie zapewnia mu możliwości posługiwania i rozwoju, których nie miałby w zwykłym duszpasterstwie.
Doczekam się wreszcie jakiegoś parafianina, który do diecezjalnego seminarium wstąpi, przejdzie cały cykl kształcenia, nie zostanie odsiany, otrzyma święcenia i tu na Śląsku będzie duszpasterzował? Może dożyję, choć szanse coraz mniejsze… Trzeba się modlić.
Zdaniem księdza Wojciecha Węgrzyniaka chyba niekoniecznie trzeba. Księży mamy dosyć – twierdzi ksiądz Węgrzyniak, tylko struktury nadmiernie rozbudowane w czasach, kiedy więcej ludzi chodziło do kościoła. Tam, gdzie w kościele bywa w niedzielę, dajmy na to, 500 osób, a miejsc jest 250 wystarczyłyby dwie niedzielne msze święte zamiast kilku. Może i tak… Ale smutno jakoś. Myślę o mojej parafii. Na siódmą w niedzielę ludzi przychodzi niewielu. Same ranne ptaszki zaczynające dzień od chwalenia Boga. Trochę przestrzeni. Ilu dostrzegło piękno liturgii dopiero tam, gdzie jakoś luźniej – w szpitalnej kaplicy, na Eucharystii w dzień powszedni, w niedzielę o siódmej ? Na mszy, która jakby co, pierwsza pójdzie do likwidacji.|
Na następnych już tłoczniej. I tak aż do popołudnia. Na 20.30 ludzi niewielu. Ci, którzy zamówili intencję, zdyszani turyści, cieszący się, że zdążyli i trochę Nikodemów, którzy wolą wieczorem, a może jeszcze lepiej w nocy. Kolejna do likwidacji?
Może będzie tak jak w Niemczech. Siedzę sobie na mojej pierwszej szteli na południowych obrzeżach Pustaci Lüneburskiej. Kościół w sąsiedniej wsi, ładnych parę kilometrów. A bliżej nie można? No, jeśli upieram się, że muszę do katoli, a nie do pięknego kościoła ewangelickiego, który jest na wyciągnięcie ręki, to jest i kościół katolicki. Kiedyś więcej ludzi tam chodziło. Teraz msza jedna w tygodniu, w sobotę wieczorem. Większego zapotrzebowania nie ma… Może i nie ma, ale czy to zapotrzebowanie nie tworzy się przez cierpliwe i gorliwe duszpasterstwo? Tak dziś, jak wcześniej - w czasach świętego Jana Marii Vianneya – zresztą o mało co nie odsianego w procesie kształcenia i formacji.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Sojusz polsko-amerykański to fundament naszego bezpieczeństwa.
Brak uzbrojenia podczas defilady tłumaczono względami bezpieczeństwa.
Na wzmocnienie polskiego potencjału wojskowego trafi 43,7 mld euro (180 mld zł) kredytu.
Nie bał się trudnych tematów. Miał odwagę mówić prawdę, nawet gdy była ona niewygodna.