Nietypowych wędrówek po Ziemi Świętej i okolicach ciąg dalszy.
Przed tygodniem – lekturowo. Oswajając Izrael. Dziś operowo, bo udało nam się z Żoną obejrzeć w tv „Thaïs” Masseneta, a akcja toczy się tam w IV wieku naszej ery. M.in. na pustyni egipskiej wśród chrześcijańskich mnichów.
Oczywiście zaczynając taki seans człowiek nigdy nie wie, czy aby na pewno wyląduje w miejscu opisywanym przez „Przewodnik operowy”. Bo libretta librettami, a współczesne inscenizacje – wiadomo. Miał być średniowieczny Wagner w ciemnym lesie, a jest XX-wieczny Elvis w klubie dla transwestytów. Bywa i tak.
Tym razem jednak się udało. W „Thaïs” prezentowanej przez Opéra de Monte-Carlo obyło się bez szaleństw. Mnich Athanael grany przez Ludovica Tézier wyglądał niemal jak Jan Chrzciciel. Skalna grota w której mieszkał była skalną grotą, a nie wnętrzem kasyna w Vegas. I nawet tytułowa kurtyzana i kapłanka bogini Wenus z Aleksandrii przypominała bardziej postać z klasycznego filmu biblijnego (Maryję? Marię Magdalenę?), a nie gwiazdę disco z MTV. Można? Można.
Można też sobie posłuchać najsłynniejszej kompozycji z tej opery – „Medytacji”. Zamieszczam ją poniżej:
Znana melodia, prawda? No i gdzieś od razu zachęcająca do pomedytowania. Do zajrzenia do naszego „wirtualnego skryptorium” i znalezienia w nim czegoś, co mogłoby nam pomóc osiągnąć wewnętrzny pokój.
Dawno, dawno temu pisał o tym świętej pamięci o. Jan Paweł Konobrodzki:
A jeszcze dawniej mówił o tym na naszym czacie (pamiętaj Państwo jeszcze takie formy komunikacji internetowej?). Więc dziś, w ramach dalszego świętowania 25-lecia portalu Wiara.pl, przypomnijmy poniżej i czat o medytacji:
Miłego czytania i owocnego medytowania!
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Do zdarzenia doszło w między Piwniczną a Muszyną. Niektóre wagony wpadły do Popradu.