W Kościele zawsze byli mający wizję przyszłości i usiłujący nadać tempo marszu prorocy, i opóźniający posuwanie się karawany maruderzy.
Wakacji tydzień drugi. Nad morzem sztorm, w centrum pogoda niewiele lepsza. Mający zaplanowane na ten czas urlopy albo zostają w domach, albo kryją się po ośrodkach wypoczynkowych i domkach letniskowych. Jest ich zresztą niewielu. Co nie umknie proboszczowi wypoczynkowej bądź co bądź parafii. O ile w dniach największych upałów okolice jezior były zakorkowane, dziś świecą pustkami. Ma to zresztą swój dobroczynny wpływ na lokalną społeczność, przynajmniej na kilka dni uwolnioną od szumu przejeżdżających samochodów i ryku motorów. Choć innego zdania są prowadzący wakacyjne biznesy. Ci, nie tylko nad morzem, liczą straty.
Paskudne dni dla meteopatów. Ratują się biedacy czym mogą. Z mizernym zresztą skutkiem. Znajdując ostateczne ukojenie w wygodnym fotelu, z głową przyciśniętą do poduszki. Starsi, delektując się kolejnym łykiem kawy, wspominają królową polskiego popu, czyli nieśmiertelną Marylę Rodowicz. Piosenka, a właściwie jej refren, w sam raz na chłodne, deszczowe dni: "A tymczasem leżę pod gruszą, na dowolnie wybranym boku. I mam to, co na świecie najświętsze: Święty spokój..."
Tyle perspektywa wakacyjno-urlopowa. Rzeczywistości bliżej do Czerwonych Gitar. „Płoną góry, płoną lasy, nim je zgasi zmierzch, znowu minie noc, znowu minie dzień…” Pożar już nie tylko w Puszczy Solskiej i Powiecie Wołomińskim. Nawet jeśli jest się pustelnikiem trudno nie dostrzec łun na niebie i próbujących gasić ogień benzyną. W polityce, Kościele, międzyludzkich relacjach. Jedni z coraz większym niepokojem spoglądają w przyszłość, drudzy z nadzwyczajną energią donoszą kolejne kanistry. Między nimi spora rzesza zagubionych. Nieodróżniających prawdy od fałszu, informacji sprawdzonej od fake newsów. Za to podatnych na wszystko, co podgrzewa emocje.
Zostawmy na boku spory o służbę zdrowia, bo ta od niepamiętnych czasów czeka na reformę i zawsze na nią narzekano. Zdystansujmy się także od wszystkiego, co z racji bezpieczeństwa narodowego powinno być objęte klauzulą „tajne”. Zatrzymajmy się na naszym kościelnym podwórku.
Ciekawą intuicją podzielił się przed kilkoma dniami Tomasz Terlikowski. Jego zdaniem linia podziału w polskim Kościele nie przebiega między modernistami i progresistami, tak zwanym Kościołem otwartym i zamkniętym. Dziś – twierdzi – jeśli mówimy o różnicach nie skutkujących ekskomuniką, widzimy Kościół nostalgii i Kościół proroków.
Jego refleksja przywołała najpierw popularną piosenkę pielgrzymkową: „Idzie nasza karawana. Przez góry, lasy do Pana. Idzie nasza karawana, prowadzi ją sam Bóg”. Chwilę później refleksję jednego z wybitnych onegdaj polskich homiletów, śp. Ks. Mariana Rzeszewskiego. Gdyby nie data wydania pomyśleć by można, że książka: „Budowniczowie pomostów pilnie poszukiwani” pochodzi z ostatniej dekady. Tymczasem mamy rok Orwell’a, czyli 1984. Schyłek stanu wojennego. Przedmowa rozpoczyna się cytatem J.H. Newtona: „Ludzie są samotni, bo wznoszą mury zamiast pomostów”.
Jednak nie wątek samotności dziś nas interesuje, ale wpisująca się w intuicję Terlikowskiego tytułowa, opiewana przez pielgrzymów karawana. Otóż wspomniany Autor, posługując się obrazem, zauważył: „w Kościele zawsze byli mający wizję przyszłości i usiłujący nadać tempo marszu prorocy, i opóźniający posuwanie się karawany maruderzy”. Stąd wnioskować można, że podział redaktora Terlikowskiego nie jest skutkiem/owocem/konsekwencją dyskusji ostatniego dziesięciolecia. Sięga dalej. Zapewne, gdyby uczciwie spojrzeć wstecz, jego korzenie odnajdziemy w czasach apostolskich.
Dlaczego Kościół akceptuje taki stan rzeczy? Odpowiedź wydaje się być prosta. W zgodzie objawia się mądrość górskiego przewodnika. Ten, chcąc by wszyscy uczestnicy wyprawy szczęśliwie dotarli na szczyt, tempo marszu dostosowuje do najsłabszych. Bywa, rwących do przodu odsyła na koniec, przywołując na początek zostających w tyle. Mam graniczące z pewnością przeczucie, że z tej mądrości przewodnika, budującego pomost między prorokami i maruderami, wzięło się przysłowie: młyny Boże mielą powoli. Dlatego Boża karawana, choć nie w takim tempie o jakim marzą prorocy, konsekwentnie posuwa się do przodu. Zgodnie z tym, co przed wiekami napisał Hermas: „nie zabraknie bezkresnej przestrzeni dla tych, którzy biegną do Pana”.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Armia zaczęła rozmieszczać się w wiosce kontrolowanej wcześniej przez siły Izraela.
W pierwszym kwartale br. Polska z jednym z największych wzrostów długu publicznego rok do roku.