Tak, nie da się. Lepiej przygotowywać na zmiany.
Klimat nam się ociepla? Ponoć tak. Co do tego raczej istnieje w kręgach naukowych zgoda. Nie wszyscy jednak uważają, że to skutek działalności człowieka. Albo tylko skutek działalności człowieka. Klimat, jak na to wskazują badania dotyczące dawniejszych czasów, z natury jest zmienny. Pewności ile dziś w tym natury, ile człowieka, mieć więc nie można...
Ja tam nie narzekam. Jest jak jest. Żadna tragedia. Trzeba będzie się przyzwyczaić. Zwłaszcza że przecież ciągle się w naszym klimacie się przyzwyczajamy. Ot, gdy przychodzi wiosna gorąco mi, gdy jest osiem stopni. Latem w tej temperaturze marznę...
No właśnie: trzeba będzie się przyzwyczaić. Może kwestia przepracowania jakichś nawyków, może kwestia dostosowania do tych nowych warunków rolnictwa, budownictwa, infrastruktury i innych. Tymczasem...
Przeczytałem niedawno tekst o europejskiej polityce Zielonego Ładu. Autor przytoczył w nim między innymi wyniki naukowych badań, z których wynika, że ocieplenia klimatu nie da się zatrzymać. Nie wnikając w szczegóły: niewiele da nawet redukcja emisji CO2 do zera (mowa oczywiście o „nowym” CO2 w przyrodzie, z paliw kopalnych, z produkcji cementu itd, nie o tym, który ciągle krąży w między roślinami a zwierzętami). Trzeba by jeszcze sporej redukcji innych gazów cieplarnianych. Tymczasem Europa to tylko ok. 10 procent światowej „produkcji” dwutlenku węgla. Zamiast więc walczyć z wiatrakami próbując zatrzymać nieuniknione, trzeba się na to nieuchronne ocieplenie klimatu przygotować. Mówiąc obrazowo – to przykład ze wspomnianego tekstu – zamiast próbować ratować coraz mocniej przeciekającą tamę, zająć się ewakuacją mieszkających poniżej. Ale tego jakoś unijne programy nie dotyczą. Dlaczego? Znów nie wchodząc w szczegóły: zbyt wielu czerpie z tego Zielonego Ładu całkiem spore zyski. Nie tylko firm, ale też urzędników. Zrobią wszystko, by ten program jak najdłużej trwał. Co może to zmienić? Tylko wstrząs. Wojna, potężna katastrofa...
Nieciekawa perspektywa, prawda? Ja, niestety, też uważam, że dla obudzenia się Polski, Europy czy świata z tego snu wariata w którym żyjemy – nie tylko w kwestii „polityki antyociepleniowej” – trzeba wstrząsu. Bez tego...
Wiadomo jak to z ludźmi bywa, prawda? Opowiadał mi niedawno znajomy, jak przedstawiono, pewnemu światłemu skądinąd człowiekowi, konkretne wyliczenia ile co kosztuje. „Przesada” miał skwitować, „to tak nie jest”. No... Myślenie życzeniowe nieraz nie ustępuje nawet przed oczywistymi faktami. Nie ma co liczyć, że bez wstrząsu ludzkość się ocknie...
Dlaczego o tym piszę na religijnym portalu? Nie dlatego, że sprawa ma też, oczywiście, swój wymiar moralny. Bardziej chodzi mi o to trwanie z uporem przy tym, co było, a co – już wiadomo – nie przyniesie żadnych sensownych efektów. W Kościele widuję czasem coś podobnego. Zamiast nie tyle nawet przygotowania się na nieuchronne, ale sensownej odpowiedzi na to, co już jest tu i teraz, tęsknota za tym co było, a czasem i z góry skazane na porażkę próby restaurowania przeszłości. Nie, przeszłość nie wróci. Nie będzie w przewidywalnej przyszłości „duszpasterstwa mas”, także część form duszpasterstwa bardziej indywidualnego w dzisiejszych czasach już nie chwyci. Księży też nam nagle raczej nie przybędzie. Trzeba, nie niszcząc oczywiście tego co jest, otwierać się na nowe.
Siłą człowieka w świecie przyrody od wieków było to, że w przeciwieństwie do wielu zwierząt, dzięki rozwiniętemu mózgowi umiał się dostosować do różnych warunków. Nie zmieniać, czego zmienić się nie da, ale dostosować. Dziś Europa tę zdolność zdaje się tracić. Dobrze, gdyby nie stracił tej zdolności mój Kościół.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Za krótki, ale też za długi sen wiąże się z szybszym starzeniem organizmu.