Zbyt często o tym zapominamy: bierzmowanie, pierwsza Komunia święta, są sakramentami inicjacji chrześcijańskiej. Bramą. Oświeceniem.
Dolina Miętusia, jak na tę porę roku, pusta. Wolnym krokiem zmierzamy ku Przysłopowi, by skręcić niebieskim szlakiem w prawo, na Kobylarz i – dalej – Małołączniak. Kobylarz wita nas słynnym, zimą dość niebezpiecznym żlebem. Kilkadziesiąt metrów łańcuchów. Aczkolwiek teren, z wyjątkiem ostatnich kilkunastu metrów, niezbyt eksponowany. Gdy stajemy u podstawy żlebu ten spowity jest gęstą mgłą. Tu krótka lekcja korzystania ze sztucznych udogodnień w górach.
Wybraliśmy ten szlak ze względu na małolatów. Niech spróbują sił, nabywają doświadczenia i uczą się w niezbyt trudnym terenie. Poza tym, jeśli mgła opadnie, gdzieś nad Kobylarzem, być może uda się zerknąć do Litworowej Doliny, gdzie jest polski biegun zimna. Tradycyjnie kojarzony z Suwalszczyzną. Gdy tymczasem, od lat, badania wskazują na Litworowy Kocioł.
Mający za sobą wędrówki po Gorcach, Małych i Dużych Pieninach, radzą sobie nieźle. Choć – jak widzę – próg kończący Żleb nieco ich stresuje.
Wspomnienie sprzed trzech lat. W następnym roku była Szpiglasowa Przełęcz, w tym Zawrat. Trochę wyższa szkoła jazdy. Choć wciąż jeszcze nie Orla Perć czy Rysy. Jak mawiają starzy przewodnicy – góry poczekają. A młody, za wcześnie wprowadzony, może się zestresować, zniechęcić , porzucić dopiero co kiełkującą w nim pasję. Zatem niech odkrywa tkwiące w nim możliwości, dojrzewa…
Wracam myślą do górskich doświadczeń nie bez powodu. W pewnym sensie są obrazem rozwoju życia duchowego. Jak uczymy początkujących stawiać na szlaku nogę, oddychać, zachowywać dostosowane do organizmu tempo, ale i liczyć się z siłami najsłabszych, później wprowadzając ich na coraz trudniejsze szlaki, tak samo jest z rozwojem człowieka. Zaczynamy od podstaw, tego, co najprostsze i zarazem najważniejsze, stopniując i zwiększając trudności.
Przyjąwszy tę metodę niekiedy można narazić się na zarzut stawiania zbyt małych wymagań. Argumentem zwolenników „dokręcania śruby” najczęściej są słowa, skierowane do młodych na Westerplatte: „musicie od siebie wymagać, choćby inni od was nie wymagali”. Niewątpliwie prawdziwe. Choć święty papież nigdzie nie powiedział, że mają być super mistrzami na początku swej drogi.
W apoftegmatach, czyli opowieściach z życia Ojców Pustyni, znajdujemy między innymi opis wizyty kilku Starców u Abba Pojmena. Obserwując jak traktuje młodych adeptów życia duchowego również postawili mu zarzut stawiania zbyt małych wymagań. Ten dał rozmówcy łuk i kazał go napiąć. Następnie kilka razy powtórzył: mocniej. Gdy gość zauważył, że łuk może pęknąć, Pojmen skonstatował: podobnie jest z moimi uczniami. Mogę zwiększyć wymagania. Ale wielu z nich, jak ten łuk, pęknie i nigdy nie zasmakuje radości obcowania z Bogiem.
Albo inna opowieść… Misjonarz przybył do odległej stacji misyjnej. Niestety, zastał w niej tylko jednego staruszka. Trochę zniechęcony zapytał: gdybyś przyjechał na pole w dwa wozy siana i zobaczył, że tam jest tylko jedna krowa, nakarmiłbyś? Owszem – odpowiedział. Zatem misjonarz odprawił jedno nabożeństwo, drugie, trzecie. Na każdym powiedział kazanie. Gdy skończył mężczyzna czekał na niego przed kaplicą. Ojcze – zauważył – gdybym przyjechał na pole w dwa wozy siana i zobaczył tylko jedną krowę, owszem, nakarmiłbym. Ale dwóch wozów siana na jeden raz bym jej nie dawał.
Zbyt często o tym zapominamy: bierzmowanie, pierwsza Komunia święta, są sakramentami inicjacji chrześcijańskiej. Bramą. Oświeceniem. Na resztę Bóg i Matka Kościół dają nam całe życie. Mądrość duszpasterska każe odróżniać mleko od pokarmu stałego. Wejście jednego sześciolatka z ojcem na Rysy nie oznacza, że mamy tam ciągnąć wszystkie dzieci pierwszokomunijne. Mają czas. Bardzo dużo czasu. Cierpliwości…
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |