MSWiA prowadzi rozmowy z operatorami sieci komórkowych w sprawie nowoczesnego systemu powiadamiania typu cell broadcast, dzięki któremu komunikaty o zagrożeniu natychmiast pojawiłyby się na ekranie telefonu. Rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka przekazała PAP, że na stole są różne, możliwe do zrealizowania warianty. Czy to pokłosie nieskuteczności działania obecnego systemu podczas ostatniego naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjską rakietę?
Premier Donald Tusk w czwartek w Krakowie poinformował, że w sprawie zmian w systemie ostrzegania propozycje przygotowują resorty spraw wewnętrznych i administracji, obrony narodowej oraz RCB.
- Rozmowy cały czas trwają - przekazała rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka. Dodała, że nad kwestią systemu ostrzegania i alarmowania prace trwają od dwóch lat. - Przed dwoma laty, jak wzięliśmy się do pracy, większość syren alarmowych było rozproszonych, tak naprawdę nie było zrobionej inwentaryzacji i nie było wiedzy, jakie są syreny i jak działają. Większość z nich było syrenami analogowymi - powiedziała rzeczniczka.
Dodała, że takie syreny są wymieniane na cyfrowe. System ma również zostać scentralizowany, a kompetencje przerzucone z powiatów na straż pożarną.
Zapytana o kwestię aplikacji, która informowałaby ludność o zagrożeniu, powiedziała, że rozmowy w tej sprawie są prowadzone. - Analizujemy różne warianty, które będą najbardziej optymalne i możliwe do zrealizowania, tak, aby taka aplikacja powstała jak najszybciej - powiedziała Gałecka.
Wcześniej w czwartek w TOK FM szef MSWiA Marcin Kierwiński na uwagę prowadzącej, że gdy 30 lipca rakieta naruszyła polską przestrzeń powietrzną, Krajowy System Ostrzegania i Alarmowania zadziałał z opóźnieniem, bo napotkał na problemy ludzkie i proceduralne, odpowiedział, że syrena wyje wtedy, kiedy służba cywilna otrzymuje informacje od wojska, że zagrożenie jest bardzo realne.
- I oczywiście, ten system w dzisiejszej konstrukcji ma swoje opóźnienie. Ktoś, kto fizycznie uruchamia tę syrenę, przecież on nie wie, on ma tylko informację: nadchodzi realne zagrożenie, włącz syrenę. Czy ten system jest dzisiaj doskonały? Czy jest lepszy niż był 3 lata temu? Tak - powiedział Kierwiński.
Szef MSWiA zapewnił, że system jest nadal rozbudowywany. - Do końca tego roku chcemy podpisać porozumienia, aby zarządzanie kryzysowe w takich sytuacjach było przekazane z powiatów do Państwowej Straży Pożarnej, bo tam jest stały dyżur. Pracujemy, żeby do końca roku wszystkie powiaty podpisały stosowne umowy w tym zakresie. Pracujemy nad tym, aby system syren mógł być uruchomiony automatycznie dla danego obszaru z poziomu albo komendy wojewódzkiej, albo komendy głównej PSP albo Rządowego Centrum Bezpieczeństwa - mówił Kierwiński.
Dodał, że chce, aby do końca roku "każdy z nas mógł pobrać aplikację, która będzie mówić o zagrożeniu". - Równolegle pracujemy także nad systemem broadcastowym, czyli takie trochę automatyczne przejęcie naszej komórki, która działa jako syrena alarmowa. Ale tutaj jesteśmy też technologicznie uzależnieni od operatorów - powiedział.
W czwartek po godz. 4 RCB wysłało alert o treści: "UWAGA! UWAGA! UWAGA! NA OBSZARZE ZACHODNIEJ UKRAINY TRWA ZMASOWANY ATAK POWIETRZNY. ŚLEDŹ KOMUNIKATY" do mieszkańców potencjalnie zagrożonych powiatów z województw lubelskiego i podkarpackiego. Po ok. godzinie alert został odwołany, o czym ponownie w wiadomości SMS poinformowani zostali mieszkańcy.
To pierwszy raz, gdy RCB poinformowało o ataku na obszarze zachodniej Ukrainy oraz odwołało alert.