Po co człowiekowi rozum? No właśnie.
Połowa września, lato ustępuje miejsca jesieni. Ta, choć dni krótsze, też potrafi być przepiękna. Zwłaszcza swoimi kolorami. Jak nie dziękować Bogu, że wymyślił nam pory roku? Tak, w świecie natury wszystko wedle ustanowionych przez Boga praw, ogarnięte Jego mądrością. Za to w świecie człowieka...
Nie, nie to, że nie rządzą nim jakieś prawa. Tyle że nie te, które człowiek rozumny i prawy powinien stosować. Ot, ostatnia sprawa z ministerstwem edukacji, które zapragnęło decydować, co uczniowie jedzą w szkolnych stołówkach. W trosce o zdrowie młodego pokolenia oczywiście. A że, jak przytomnie zauważył jeden z posłów, niektóre dzieci po prostu tego nie zjedzą i będą chodziły głodne? Tego mądre urzędniczki już nie wzięły pod uwagę...
Nie wiem skąd tylu u władzy ludzi odklejonych od rzeczywistości. Na wszystkich jej szczeblach zresztą i nie tylko w Polsce. Uważają, że jeśli powiedzą czy zdecydują, to tak faktycznie jest. I domagają się od innych, by wszystkim tym kłamstwom czy absurdom przyklaskiwali. Przecież od „chcę”, „zdecydowałem” kaszanka nie zamienia się w schabowego, doba nie rozciągnie się do 36 godzin, a to, co już się stało, w żadnym wypadku się nie „odstanie”. Tak trudno przyjąć do wiadomości to, co oczywiste? Czemu tylu różnych władców próbuje zaklinać rzeczywistość?
Uleganie „myśleniu życzeniowemu”, mylonemu często z optymizmem, bywa zresztą zgubne. Człowiek pakuje się przez nie w kłopoty, których łatwo mógłby uniknąć, ale próbując zakląć rzeczywistość, w porę nie zareagował...
Kilkanaście już lat temu, grań główna w słowackiej części Tatr Zachodnich. Widać było, że coś z pogodą się dzieje. Pogodny dzień zamieniał się stopniowo w stalową szarość. Chmury nie sunęły po niebie, a powoli ogarniały szczyty. „Idzie burza” – stwierdziłem. „Coś ty, nie będzie” – usłyszałem w odpowiedzi... Spór nie miał w tym momencie większego znaczenia. I tak nie było gdzie się schować i pójść dalej, póki co, było najrozsądniejszym wyjściem. Wtedy się udało. Trochę pogrzmiało i się uspokoiło. Burza z cała mocą uderzyła dopiero, gdy już schodziliśmy doliną. Ale gdyby trzeba było decydować czy np. wychodzić z bezpiecznego schroniska czy jednak przeczekać i zawrócić, to co? Miałoby sens wbrew ewidentnym znakom pchać się w objęcia burzy?
Nic nie róbmy, jakoś to będzie. Albo zróbmy najpierw to, a to, a potem się zobaczy. A „potem” to trzeba albo gasić pożar albo miotać w ślepym zaułku. Chrześcijanin też człowiek, w Kościele więc, niestety, też czasem tak bywa. Łatwo usprawiedliwiane twierdzeniem, że przecież jest jeszcze Bóg i Jego łaska; że jeśli On zechce... Sęk w tym, że jest też jeszcze ta nauka płynąca z kuszenia Jezusa na pustyni, gdy diabeł namawiał Go, by skoczył z narożnika świątyni: „nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego”. Nie jest dobrze, gdy człowiek woła do Boga „Panie, Ty się tym zajmij”, a talent swojej rozumności zakopuje w ziemi.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |