Cóżeś ty za pani, że dla ciebie giną, chłopcy malowani.
No dobra, w tekście Osieckiej o Sarmacji i Sarmatach nie było może mowy, ale jakoś ten felieton trzeba było zacząć. A właściwie kontynuować tekst sprzed tygodnia, w którym człowiek się zobowiązał.
Zobowiązał i nawet się nie spodziewał, że życie - a właściwie śmierć - dorzuci od razu kolejny wątek.
Bo miało być na wesoło. O wszystkich tych dziwnych kolesiach, których spotykało się w wakacje, w sarmackich kostiumach, oprowadzających po rynkach i kościołach turystów. Niby atrakcja, ale czy ja wiem, skoro stroje często brudne, przepocone, a co poniektórzy oprowadzacze chyba też tak nie do końca trzeźwi.
A potem ledwo się wakacje skończyły, zaczęła się „kampania wrześniowa”. Niby w oryginale rok '39, ale gdzie tam jaki pomnik, czy tablica upamiętniająca, znów obok niej ci XVII-wieczni cosplayerzy - w żupanach, kontuszach, czapach futrzanych z broszą i piórkiem, kołpakami szlacheckimi zwanych. Jak oni się przenieśli w czasy II wojny światowej, to chyba tylko sam Juliusz Verne albo Herbert George Wells wie.
Pół biedy jeśli ktoś taki czaruje nas na „Planszówkach w Spodku”, prezentując grę „Husaria i Kozacy” (zapowiada się fajnie!). Gorzej gdy pojawia się w miejscach, w których nigdy kogoś takiego nie było (w grudniu, na „Wujku”, też wyskoczą, oficjalnie zastępując nam górników?).
Więc tak się dziwię temu światu, temu zjawisku, a potem przychodzi wieść o śmierci Stanisława Szelca i gdzieś to człeka zbija z tropu. A i uświadamia, że sarmackość można przecież „ugryźć” inaczej. Tak jak robił to Szelc w Kabarecie Elita, w radiowej Trójce, w kultowym cyklu/słuchowisku „Rycerze” wg. pomysłu Andrzeja Waligórskiego.
Jest tego cała playlista na youtbe’owym kanale Agencji Muzycznej Polskiego Radia, więc polecam sobie posłuchać, przypomnieć, powspominać. Szelca jako Zagłobę, Kaczmarka jako Kmicica, Niedzielskiego jako Wołodyjowskiego...
Zaczynamy. Ruszamy. Szable w dłoń!
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |