Spowiedź z „grzechów ekologicznych”?

Ciekawe kto potrafi wyznaczyć ostrą granice między użyciem a nadużyciem.

Czy trzeba się spowiadać z „grzechów „ekologicznych”? Ot, z niesegregowania śmieci? Albo marnowania jedzenia? Pewien brylujący w mediach zakonnik stwierdził ostatnio, że tak. Powołał się przy tym na wydany z miesiąc temu dokument współpracującej z watykańską Dykasterią Nauki Wiary Międzynarodowej Komisji Teologicznej. Serio? Teologowie uznali takie zachowanie za ciężki grzech przeciwko stworzeniu? Bo przecież tylko z grzechów ciężkich TRZEBA się spowiadać. Jakoś nie chciało mi się wierzyć. Postanowiłem więc sprawdzić. Na stronach watykańskich jest tylko po włosku, no ale...

To dokument dość obszerny, poruszający wiele związanych z ochroną przyrody zagadnień. Między innymi krytykujący zarówno drapieżny antropocentryzm jak i „biocentryzm” czy „ekocentryzm”. Teologowie owszem, piszą tam też o „grzechu ekologicznym”. Czyli grzechu przeciwko – najogólniej – naturalnemu środowisku, Bożemu dziełu. Rozumiem. Rozumiałem już nawet wtedy, gdy ponad trzy dekady temu słuchałem na wykładach z teologii moralnej księdza profesora Janusza Nagórnego:  świat stworzony jest wspólnym dobrem wszystkich, także przyszłych pokoleń; kto w sposób nadmierny z niego korzysta – nie wchodźmy teraz w szczegóły – jest trochę jak złodziej. Komisja wcale nie tworzy jednak katalogu grzesznych zachowań. Ich rozważania mają charakter dość ogólny. Proponują przede wszystkim, by pojęcie „grzechu ekologicznego” rozumieć analogicznie do pojęcia tzw. grzechu społecznego. Czyli?

Szeroko pisał o tym 16 punkcie Reconciliatio et paenitentia święty Jan Paweł II. Chodzi oczywiście o trzecie ze znaczeń tego pojęcia, o coś, co można nazwać jakąś plagą zła. Wyjaśnił papież – Polak, że „(...) wypadki grzechu społecznego są jednocześnie owocem, nagromadzeniem i zbiorem wielu grzechów osobistych. Chodzi o grzechy najbardziej osobiste: tego, kto powoduje lub popiera nieprawość albo też czerpie z niej korzyści; tego, kto mogąc uczynić coś dla uniknięcia lub usunięcia czy przynajmniej ograniczenia pewnych form zła społecznego, nie czyni tego z lenistwa, z lęku czy też w wyniku zmowy milczenia lub zamaskowanego udziału w złu, albo z obojętności; tego, kto zasłania się twierdzeniem o niemożności zmiany świata; i również tego, kto usiłuje wymówić się od trudu czy ofiary, podając różne racje wyższego rzędu. Prawdziwie odpowiedzialne są więc osoby”.

I w przypadku „grzechu ekologicznego” odpowiedzialne są osoby, nie społeczeństwo, system. Rodzi się tu jednak, w kontekście „grzechu ekologicznego”,  parę pytań: kiedy korzystamy ze środowiska nadmiernie, a kiedy jeszcze nie? Czy musimy przyjmować za oczywistość różne ekodurnoty? Jaką mamy alternatywę wobec takiego czy innego, przez kogoś uznanego za nadmierne, korzystania ze środowiska? No i jak porównać właściciela odkrywkowych kopalni, degradujących pod wieloma względami wielkie obszary albo właściciela floty odławiającej z jakiegoś akwenu ogromne ilości ryb z kimś, kto w lesie wyrzucił jedną zużytą baterię?

Pewnie każdego z nas, żyjących w Polsce XXI wieku, można oskarżyć, że jest jakoś winny nadmiernego korzystania ze środowiska. Bo przecież zużywamy więcej niż ci biedniejsi. Ale czy to znaczy, że korzystamy nadmiernie, więc żyjemy w permanentnym grzechu? Albo czy to, że zimą tak wiele energii zużywamy do ogrzania się czyni nas, w wypadku mieszkania w nieocieplonym domu, większymi „ekologicznymi grzesznikami” od tych, którzy latem używają klimatyzacji? Kto odpowiada za zanieczyszczenie środowiska plastikiem: producenci, ci, którzy całymi ciężarówkami wyrzucają plastik do rzek czy mórz albo ci, co piorą swoje ubrania z tworzyw sztucznych (uwalnia się przy tym sporo mikroplastiku)?

No właśnie... Tymczasem wspomniany na początku zakonnik już wie i taki katalog zdaje się tworzyć: trzeba spowiadać się z niesegregowania śmieci...

Trzeba? Spowiadać trzeba się, jak wspomniałem, z grzechów ciężkich. Przypomnijmy: mamy z nimi do czynienia, gdy chodzi o ciężką materią (wielkie zło), pełną świadomość i pełną dobrowolność. O ile uznałbym, że może popełnić taki grzech ktoś, kto pali w piecu plastikiem albo ci, którzy wyrzucają śmieci do lasu, to co powiedzieć o szkodliwości niesegregowania śmieci? To wielka wina, gdy 10 aluminiowych puszek i pięć plastikowych butelek na tydzień zamiast do recyklingu trafi na wysypisko śmieci? Albo gdy ktoś wyrzuci do kontenera na odpady zmieszane stare buty? Gdzie tu zło? Marnotrawstwo surowców? A nie jest nim kupowanie nowego telefonu, gdy stary jeszcze chodzi? Albo odwiedzanie znajomych mieszkających 50 kilometrów od nas (to kilka litrów paliwa) Bo trudno uznać za ciężki grzech spowodowanie, że wysypiska śmieci za szybko się zapełnią...

Ale mój największy sprzeciw budzi to, że grzechem ciężkim mogłoby być marnotrawienie jedzenia. Mowa oczywiście o gospodarstwach domowych. W restauracjach czy sklepach sprawa znacznie bardziej skomplikowana.... Czy jeśli kupiłem za dużo i zepsuło się, zanim zdążyłem zjeść, to ciężko zgrzeszyłem? Jaka alternatywa: jeść zepsute? Albo wpychać w siebie na siłę, żeby się nie zepsuło? Miałbym ciężki grzech, bo miałem przewidzieć ile zjem? A nie mogę przecież, jak to robiono jeszcze kilkadziesiąt lat temu, dawać resztek czy nieświeżego już jedzenia gospodarskim zwierzętom...

Wobec łatwego traktowania marnotrawienia żywności jako grzechu mam zresztą znacznie więcej obiekcji. Ot, pyta ktoś, jakim sposobem moimi nadwyżkami mogę podzielić się z głodującymi? Albo zastanawia się ktoś co stanie się z tą żywnością, której ja nie kupię? Albo zepsuje się w sklepie, albo u producenta. Ten ostatni, owszem, mógłby produkować mniej. Zamiast kartofli rosłaby np. trawa. I koniec końców rozłożyłaby się podobnie jak te „zmarnotrawione” kartofle. Dla środowiska w skali globu – jeden kit. Dla kieszeni producentów... Per saldo pewnie więcej rolników poszłoby z torbami.

Tymczasem taka „nadprodukcja” spowodowana marnotrawstwem jest dla nas korzystna. To bufor na nieurodzaje czy jakiś pomór gospodarskich zwierząt. Gdybyśmy produkowali tylko tyle, ile nam potrzeba, ani trochę więcej, bo to marnotrawstwo, a przyszłyby takie nieurodzajne lata...

Tak, nadmierne korzystanie ze środowiska, niepotrzebne niszczenie go jest grzechem. Tylko uczciwie ustalić kiedy jest „nadmiernie” czy „niepotrzebnie” znacznie trudniej. Mnóstwo zresztą w tej trosce o dobrostan przyrody przesądów, uproszczeń, naciągania i ignorancji. No ale...

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Autoreklama

Autoreklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7
15°C Niedziela
dzień
16°C Niedziela
wieczór
12°C Poniedziałek
noc
9°C Poniedziałek
rano
wiecej »