publikacja 26.01.2012 00:15
W Mariówce tylko sołtys nie jest zakonnicą. Siostry prowadzą tu trzy szkoły, zakład leczniczo--rehabilitacyjny, pracują na roli i prowadzą gospodarstwo. Zamiast habitów zdradza je promienny uśmiech i błysk nieba w oku.
Roman koszowski
Służki Maryi prowadzą m.in. przychodnię rehabilitacyjną (żółty budynek). Chcą stworzyć tu oddział dzienny dla osób starszych i niesprawnych
O najbardziej spektakularnej, ale ukrytej akcji służek Maryi nakręcono spektakl telewizyjny. „Złodziej w sutannie” z Arturem Żmijewskim w roli głównej (grał ks. Józefa Wójcika) opowiada o uwolnieniu obrazu Matki Bożej Częstochowskiej w 1972 r., kiedy to komuniści uwięzili płótno na Jasnej Górze, a po Polsce peregrynowały puste ramy. Kluczowa scena dla tej brawurowej akcji rozegrała się na korytarzu domu zakonnego w Mariówce.
– Tu ją kręcili – pokazuje nam matka generalna służek Niepokalanej s. Danuta Wróbel. – Tu ks. Wójcik, za pozwoleniem kard. Wyszyńskiego, pytał ówczesną matkę generalną: „Czy pozwolisz, by siostry wykradły ze mną obraz?”. „Pozwalam!” – odpowiada. Udział służek w akcji przez lata pozostał w ukryciu. Jak zresztą wszystko, co robią. Taki charyzmat.
– Każda z sióstr ma swoją historię, sporo do zgromadzenia wstąpiło już w podstawówce, inne po maturze. Decyzji wielu z nas rodzice nie akceptowali. Mojej też – opowiada siostra Danuta. Chwilę potem spotykamy jej mamę na rehabilitacji. – Dziś widzę, że nie dorastam do swojej córki – mówi, nie kryjąc wzruszenia. – Wiele z nas przyszło tutaj, bo wcześniej spotkałyśmy inną służkę, na katechezie, na studiach, w pracy – dodaje matka generalna.
Siostry są wykształcone. W bibliotece jest archiwum ich dyplomów i prac doktorskich. – Pracujemy w różnych zawodach, mamy być między ludźmi w różnych środowiskach, ale głównie na wsi. W Mariówce są więc siostra neurolog, siostra psycholog, rehabilitantka, masażystka, siostra dyrektor, nauczyciel, pedagog, siostra rolnik i ogrodniczka, kucharka i piekarka, archiwistka, bibliotekarka, księgowa, organistka, muzykoterapeutka… – Jeszcze brakuje nam tylko sołtysa – śmieje się s. Danuta Wróbel. Ale dlaczego siostry żyją w ukryciu? Dzisiaj świat potrzebuje widocznych znaków. Poza tym przecież światła nie chowa się pod korzec. – Nasz charyzmat to żyć Nazaretem. Być z ludźmi, dla ludzi, ale tak jak Jezus, Maryja i Józef. Zanurzeni w Bogu, a na początku nikt ich nie rozpoznawał – tłumaczy s. Danuta. – Są miejsca, gdzie ewangelizować można tylko w ukryciu. – Mamy być jak zaczyn ewangeliczny. Widać tylko jego skutki – dodaje s. Ewa. – Habit w wielu miejscach może stworzyć dystans, nawet niechcący ustawia ludzką relację w pozycji autorytetu – tłumaczy s. Barbara. Doktor neurolog przyjmuje nas w swoim gabinecie w białym fartuchu. S. Barbara medycynę studiowała już jako zakonnica. Potem pracowała także w szpitalach państwowych. – Po jakimś czasie zawsze mnie rozpoznawano – śmieje się. Jeden z pacjentów w poradni psychologicznej w czasie terapii nie wytrzymał i zapytał nagle lekarkę: „Kim ty jesteś? Jesteś inna”. – I w takich sytuacjach musimy się przyznać – mówi s. Barbara. Pacjenci w Mariówce wiedzą, że tu prawie cały personel to zakonnice. Ostatnio trzeba było zatrudnić drugiego neurologa, bo pacjentów przybywa z dnia na dzień. Ale ludzie szybko zorientowali się, że druga lekarka to osoba świecka. Masowo wracają do s. dr Barbary.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł