publikacja 08.03.2012 00:15
Fukushima znaczy szczęśliwa wyspa. Rok temu trzęsienie ziemi sprawiło, że to miejsce przestało być szczęśliwe. Dziś są tu tylko ruiny fundamentów domów. Wśród nich spotkaliśmy kilku dawnych mieszkańców.
Roman Koszowski/GN
W Narahama, niewielkiej mieścinie rybackiej, fala tsunami miała kilkanaście metrów wysokości. W głąb lądu przeniosła nie tylko kutry i resztki kilkuset domów. W okolicy porwała
też pociąg
Dokładnie o 14.46 11 marca 2011 r., kilkanaście kilometrów od wschodniego brzegu głównej japońskiej wyspy Honsiu, zatrzęsło się dno morskie. Z siłą bardzo rzadko spotykaną, bo aż 9 stopni w skali Richtera. Ziemia trzęsła się kilka minut bez przerwy. Ludzie wybiegali przed domy. A właściwie wyczołgiwali się. Przy tak dużych wstrząsach nie da się chodzić. Podobno to było drugie największe trzęsienie ziemi z zarejestrowanych dotychczas na świecie. Jego siła była zaskoczeniem, bo prefektura Fukushima nie leży na obszarze najbardziej aktywnym sejsmicznie.
Talerz z ruin
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł