Obudzić sumienie

Joanna
 Bątkiewicz-Brożek

GN 44/2012 |

publikacja 31.10.2012 00:15

Kiedy rodzice Kornelki z zespołem Edwardsa usłyszeli, jak wygląda aborcja eugeniczna, niemal uciekli ze szpitala. Mieli szczęście, bo i oni, i rodzice chorej Joasi trafili na aniołów z Hospicjum Perinatalnego. I mimo że zgodnie z ustawą mogli, nie zabili swoich dzieci.

 – Mama tu jest. Kocham Cię – szepce ciągle do Joasi Paulina. Dziewczynka ma zespół wad genetycznych, kwalifikowała się do aborcji. Żyje dzięki determinacji i miłości rodziców JAKUB SZYMCZUK – Mama tu jest. Kocham Cię – szepce ciągle do Joasi Paulina. Dziewczynka ma zespół wad genetycznych, kwalifikowała się do aborcji. Żyje dzięki determinacji i miłości rodziców

Dostanie pani lek na wywołanie porodu. Potem 3 dni panią poboli. Jak ból będzie już nie do wytrzymania, zgłosi się pani na porodówkę. Jak płód przeżyje, odłożymy na bok i poczekamy aż umrze. Jak to usłyszałam od lekarza, nogi mi się ugięły – mówi Izabela Czajka-Koczkodon. Była w 13. tygodniu trzeciej ciąży. Dziecko miało wadę letalną: zespół Edwardsa w ciężkiej postaci. W warszawskich szpitalach to nie był problem: aborcja. Bo ustawa pozwala.

Papierek na zabijanie


Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.