publikacja 08.11.2012 00:15
W szpitalach położniczych położne asystują przy aborcjach. Często wbrew swojej woli.
jakub szymczuk
Praca położnej kojarzy się z przyjmowa-niem nowego życia, a nie z jego odrzucaniem
Położne. Ich rolą jest przyjmowanie porodów, pomaganie kobietom w trudnym i pięknym czasie ciąży, połogu. Pielęgniarki anestezjologiczne asystują też m.in. przy cesarskich cięciach. Tak najczęściej myślimy o ich pracy. I tak zazwyczaj w skrócie zakres ich obowiązków wygląda. Ale na szlachetnym zawodzie położnej kładzie się cień dramatu. W szpitalach położniczych, w których wykonuje się aborcje eugeniczne, czyli tzw. terminacje ciąż, pielęgniarki i położne asystują przy zabiegach. Często wbrew swojej woli. Położne, jeśli już zabierają głos w tej sprawie, to szeptem. Tylko między sobą i ze strachem mówią o dramatach na oddziałach ginekologicznych. Gdy miesiąc temu na portalu gosc.pl zamieszczono tekst „Łamane sumienie położnych”, zachęcając, by położne zmuszane do asystowania przy terminacjach ciąż opowiedziały publicznie o swojej sytuacji, odezwało się sporo kobiet. A także kilka rodzin, które nie mogą patrzeć, jak matka czy żona cierpi w miejscu pracy.
– Nie wyrażę słowami tego, co wtedy poczułam… Ogromny sprzeciw wewnętrzny, bunt. Zawsze miałam swoje zdanie, starałam się kierować własnym sumieniem, nie ulegałam wpływom innych, żeby się przypodobać, a tu nagle ktoś narzuca mi coś, co jest niezgodne z moją wiarą i przekonaniami. Nie dostałam żadnego prawa wyboru! Kamila dowiedziała się też, że dyrekcja szpitala uważa, że terminowanie „chorych” ciąż to jest… pomoc kobietom. – Zabijanie to pomoc? W szoku poszłam na oddział. I się nasłuchałam... Kamila szybko odkryła, że pracujące w szpitalu położne cierpią. Niektóre opowiadają o krwi, płaczu, koszmarze. A zaraz potem inne, szczególnie gdy słyszą przełożeni, głośniej ripostują: to kwestia przyzwyczajenia, ktoś to z dobrze pojętego obowiązku musi robić… Kamila rozmawiała też z położną, która nie uczestniczy w aborcjach. Kobieta żyje w ciągłym stresie i nerwach, bo choć niby respektuje się jej wybór, wciąż ktoś jej grozi zwolnieniem... Z płaczem powiedziała Kamili: – Jeśli możesz, uciekaj stąd jak najszybciej! Ostateczne stanowisko Kamili, zakomunikowane przełożonym: – Nie obchodzi mnie to, jakie są „zasady” szpitala. Terminacja to zwykłe mordowanie dzieci i nie chcę tak pracować. Kamila odeszła. Pracę dobrą (!) znalazła. Dzieci przyjmuje, nie odbiera.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł