Planowanie do zmiany

Franciszek Kucharczak

GN 51/2012 |

publikacja 20.12.2012 00:15

Jeśli akceptuje się tylko dzieci „chciane”, chce się tylko akceptowane.

Planowanie do zmiany Franciszek Kucharczak

Nie było miejsca w Betlejem. Nie chcieli Dzieciątka – użalają się ludzie. Ale o co chodzi? Przecież ludzie u nas chronicznie nie mają dziś miejsca dla dzieciątek. No chyba że akurat wyjątkowo są „chciane”. Czyli zaplanowane. Te się rodzi, gdy rodzice są pewni, że wszystko zagra. Gdy ma się mieszkanie, pieniądze, standard. Gdy wszystko jest przygotowane, zabezpieczone, kiedy człowiek nasycił się karierą, zaspokoił ambicje. Oczywiście to wszystko z poczucia odpowiedzialności. No bo przecież nie można powoływać na świat człowieka, żeby cierpiał, na przykład z braku własnego biurka albo przez brak dostępu do internetu.

I tak przybywa „odpowiedzialnych”, którzy akceptują tylko to, co według nich jest absolutnie sprawdzone i bezpieczne. Żadnych niespodzianek! Mam mieć w życiu tylko to, co sobie zaplanowałem. Tymczasem jeśli ludzkość rozwijała się i wzrastała w siłę, to głównie dlatego, że ludzie – szczególnie w zakresie rodzicielstwa – nie mogli za dużo planować. Dzieci były zawsze darem i niespodzianką. Kochało się je więc tak, jak się pojawiały – i tyle, ile się pojawiło. I były znakiem błogosławieństwa, źródłem radości i dumy. Rodziły się w każdych warunkach, a nie tylko wtedy, gdy „były warunki”. Gdyby poprzednie pokolenia uzależniały rodzicielstwo od możliwości materialnych, nie byłyby żadnymi poprzednimi pokoleniami. Nigdy nie było warunków dla dzieci i nigdy nie będzie, bo gdy ludzie mają okazję planować swoje (i cudze) życie, to – o ile nie są motywowani wiarą – z reguły kalkulują tchórzliwie i małodusznie. A jeśli jeszcze czytają modne ostatnio wyliczenia, ile też kosztuje wychowanie jednego dziecka, łatwo dojdą do wniosku, że lepiej poprzestać na samochodzie i piesku.

Jak to się dzieje, że narody ubogie i skrajnie ubogie mają dzieci, a bogate coraz częściej ich nie mają? Jak to się dzieje, że Polska wymiera i trzeba opóźniać emeryturę, skoro na tle innych jesteśmy krajem zamożnym? Czy wszystko tłumaczy kiepska polityka prorodzinna? Z Księgi Wyjścia wiemy, że Izrael najbardziej rozmnożył się w Egipcie, w „domu niewoli”. Im gorzej im było, im bardziej ich Egipcjanie gnębili, tym więcej im się dzieci rodziło. Do tego stopnia, że faraon wprowadził nakaz aborcji (ze względów technicznych pourodzeniowej) żydowskich chłopców. Ale żydowskie położne „bały się Boga i nie wykonały rozkazu króla egipskiego”. I dalej czytamy, że „Bóg dobrze czynił położnym, a lud izraelski stawał się coraz liczniejszy i potężniejszy” (Wj 1,15-20).

Czy to nie ciekawe? Wciąż im było ciężko, a jednak stawali się potężnym narodem. Bóg im błogosławił, bo byli otwarci na życie.

Argument z błogosławieństwa Bożego oczywiście nie trafi do niewierzących, ale – pobudka! – ja to piszę do wierzących. Bóg domaga się zaufania Mu we wszystkim, a zaufanie oznacza przełamanie lęku i przyjęcie planu Bożego. Kto celebruje własne planowanie, niech wie, że sam Jezus był dzieckiem nieplanowanym – Maryja inaczej widziała swoją przyszłość. Ale na słowo Boga je zmieniła. Gloria in excelsis Deo!

Palikomplement

Poseł Armand Ryfiński z Ruchu Palikota zaprotestował „przeciwko tymczasowemu aresztowaniu pana, który rzucił żarówką z farbą w kierunku bohomazu na Jasnej Górze. Oczywiście rzucił w kierunku tego bohomazu, ale go nie uszkodził w żaden sposób, bo chroniła go pancerna kuloodporna szyba”. Rzecz jasna nazwanie bohomazem jednej z największych świętości narodu nie jest „mową nienawiści”, bo o tym decyduje nie treść wypowiedzi, lecz sympatie polityczne autora. Gdyby jednak jakieś moherowe oszołomy czepiały się pana posła, to podpowiadamy: niech biegli językoznawcy zrobią analizę słowa „bohomaz”. „Boh” to przecież w języku wschodnich sąsiadów Bóg. Czyli że to Bóg ten obraz „namazał” – czyli namalował. Co się czepiacie pana posła! Przeprosić go tu zaraz, bo on komplement religiantom powiedział!

Lewa intymność

Hiszpański Kongres Deputowanych złożył świąteczne życzenia na swoim twitterowym profilu. Zilustrowano je sceną Bożego Narodzenia, co wywołało furię lewicy, bo Hiszpania jest „państwem świeckim” i obrazy religijne powinny być zachowane na „chwile osobistej intymności”. Nie wiadomo, dlaczego lewicowcy w te intymne święta nie pracują.

„Niegodziwe dzieci”

Po wprowadzeniu finansowania in vitro, ministerstwo zdrowia planuje po 3 latach przekazać je NFZ-owi. Do tego czasu władza zamierza wydać na sztuczne zapłodnienie ok. 250 mln zł. Z tej okazji ministerstwo zorganizowało konferencję pochwalną dla in vitro. Prof. Jacek Zaremba stwierdził, że „skoro istnieje tyle dzieci z prokreacji wspomaganej, to poglądy, że dzieci poczęte w ten sposób są niegodziwe, muszą zostać uznane za niesłuszne”. To świetny sposób na oponentów: sprzeciwiać się temu, czego nie mówią. I tak się nie wytłumaczą.