Sprawa Magnickiego

Andrzej Grajewski

GN 02/2013 |

publikacja 10.01.2013 00:15

Okoliczności uwięzienia i śmierci Siergieja Magnickiego więcej mówią o współczesnej Rosji aniżeli oficjalne analizy, raporty czy relacje świadków.

Sprawa Magnickiego East News Siergiej Magnicki 
(1972–2009)

Sprawa Magnickiego powróciła w centrum debaty publicznej po tym, jak w grudniu ub. roku Kongres USA podjął uchwałę zakazującą wjazdu do Ameryki 60 wysokim funkcjonariuszom państwowym Federacji Rosyjskiej. To ludzie z samych szczytów władzy – jeden z dyrektorów Federalnej Służby Bezpieczeństwa, naczelnicy departamentów MSW, prokuratorzy, adwokaci, sędziowie, szefowie urzędów podatkowych. Reprezentują elitę władzy, na której ciąży odpowiedzialność za śmierć Magnickiego. Rosja odpowiedziała na to barbarzyńską ustawą zakazującą adopcji przez rodziny amerykańskie niepełnosprawnych i chorych dzieci, którymi w Rosji nikt nie chce się zajmować. Sprawa Magnickiego będzie kiedyś materiałem na film sensacyjny, ale w jego scenariuszu nie trzeba będzie niczego wymyślać. Wszystko bowiem zdarzyło się naprawdę.

Rewizja w Hermitage

Siergiej Magnicki pracował w moskiewskim oddziale amerykańskiej kancelarii prawnej Firestone Duncan, która obsługiwała brytyjską firmę Hermitage Capital Management, jeden z największych w Rosji funduszy inwestycyjnych. Został on założony przez Amerykanina Billa Browdera, wnuka jednego z liderów amerykańskich komunistów z lat 30. i 40. ub. wieku. Fundusz Hermitage specjalizował się w obsłudze obywatelskiego akcjonariatu takich gigantów jak Gazprom. 4 czerwca 2007 roku do biura Hermitage w Moskwie wkroczyło kilkudziesięciu funkcjonariuszy milicji pod dowództwem ppłk. Artjoma Kuzniecowa z wydziału ds. przestępczości podatkowej. Formalnym powodem najścia było oskarżenie o utajenie należności podatkowych. W trakcie przeszukania zabrano nie tylko oryginalną dokumentację funduszu, ale także dokumenty firm, w których Hermitage miał swoje udziały, oraz ich oryginalne pieczątki. Było to tym bardziej dziwne, że nakaz rewizji dotyczył tylko dokumentacji Hermitage. Szefostwo funduszu poprosiło wtedy kancelarię Firestone Duncan o pomoc prawną i tak w sprawę został wciągnięty 36-letni prawnik i audytor Siergiej Magnicki. Od początku niejasne były motywy rewizji, która dla firmy Hermitage nie wiązała się z żadnymi konsekwencjami. Jak się okazało – do czasu.

Wyrok w Petersburgu

W październiku 2007 r. do firmy zadzwonił urzędnik z Sądu Arbitrażowego w Petersburgu z informacją, że toczy się postępowanie w sprawie trzech spółek, w których Hermitage miał udziały większościowe. Spółki były oskarżane przez nieznaną nikomu firmę Pluton z Kazania na podstawie fikcyjnych umów o sprzedaży-kupna dwuletnich obligacji oraz innych papierów skarbowych. Po sprawdzeniu ujawniono, że nie tylko umowy, ale także pełnomocnictwa adwokatów rzekomo występujących przed Sądem w Petersburgu w imieniu Hermitage były sfałszowane.

Gdy Magnicki pojechał do Petersburga, aby zapoznać się z dokumentacją, okazało się, że w tym czasie firmy zmieniły właścicieli, co było możliwe tylko przy wykorzystaniu oryginalnej dokumentacji zabranej w czasie rewizji w biurze Hermitage. Pomimo wskazania na te wszystkie uchybienia i fałszerstwa wyrok Sądu Arbitrażowego w Petersburgu zezwalał na przejęcie tych trzech firm, rzekomo za długi, przez firmę Pluton. Na jej czele – jako dyrektor zarządzający – stał kryminalista Wiktor Markiełow, w przeszłości skazany za nieumyślne zabójstwo oraz oszustwa finansowe. Miał jednak hojnych sponsorów. Kiedy siedział w więzieniu, na jego nazwisko została zarejestrowana firma z kapitałem założycielskim miliona dolarów, a później on sam stanął na czele właśnie firmy Pluton, która bez problemu przejęła trzy byłe spółki funduszu Hermitage.

Początkowo Magnicki, jak i pozostali prawnicy sądzili, że celem operacji była próba – poprzez opanowanie spółek córek – dobrania się do zysków funduszu. Okazało się jednak, że rok wcześniej Hermitage pozbył się swoich w nich udziałów. Nadal bez odpowiedzi pozostawało więc pytanie, czemu to wszystko służyło. Jedno było pewne – z żelazną konsekwencją ciemne siły posługiwały się dokumentami zabranymi w czerwcu 2007 r. w czasie rewizji w biurze Hermitage.

Chodziło o 5 miliardów

Sprawa wyjaśniła się dopiero w czerwcu 2008 r., kiedy Magnicki otrzymał pismo z inspekcji podatkowej w podmoskiewskiej miejscowości Chimki. Otóż trzy firmy należące niegdyś do Hermitage, przejęte na podstawie wyroku sądu w Petersburgu przez Markiełowa, po odbyciu długiej podróży przez całą Rosję, gdzie kolejno zmieniały nazwy oraz akcjonariuszy, trafiły wreszcie do Chimek. Tam, jako spadkobiercy byłych udziałowców Hermitage, firmy wystąpiły do urzędu podatkowego o zwrot nadpłaconego podatku w wysokości 5 mld 409 mln rubli (230 mln dolarów). Tyle właśnie w 2006 r. Hermitage wpłacił do budżetu państwa jako swoją należność podatkową.
Oszustwo było możliwe tylko dlatego, dowodził Magnicki, że rabusie dysponowali oryginalnymi dokumentami przejętymi w czasie rewizji, co pozwoliło im na przedstawienie sfałszowanego bilansu oraz domaganie się zwrotu rzekomo nadpłaconych podatków. Pomimo tego, że kierownictwo Hermitage zawiadomiło rosyjskie organa podatkowe o oszustwie, 27 grudnia 2007 r. urząd podatkowy podjął decyzję o zwrocie pieniędzy. Cała kwota została przelana na rachunki spółek kontrolowanych przez Markiełowa, który błyskawicznie przekazał je na kolejne konta bankowe, aż w końcu pieniądze trafiły na bezpieczne konto banku Credit Suisse w Szwajcarii.

Droga przez mękę

Magnicki przygotował obszerną dokumentację przestępstwa, w której oskarżał nie tylko Markiełowa i współpracujących z nim opryszków, ale także sędziów, urzędników podatkowych, a przede wszystkim funkcjonariuszy MSW. Dokumenty trafiły do prezydenta Rosji, prokuratora generalnego oraz kierownictwa MSW. Śledztwo zostało jednak wszczęte nie wobec wskazanych tam osób, ale przeciwko Magnickiemu oraz innym prawnikom współpracującym z funduszem Hermitage. W obawie o swoje bezpieczeństwo kilku z nich wyjechało z Rosji. Proponowano to także Magnickiemu, który jednak lekceważył wszelkie ostrzeżenia i dalej kompletował dowody w tej sprawie. Później rosyjska prasa pisała, że Magnicki przypadkowo odkrył zaledwie czubek góry lodowej. Podobny sposób wyłudzania nadpłaconych podatków przez ukradzione i podstawione firmy, był stosowany w całej Rosji, także za przyzwoleniem urzędników szczebla ministerialnego.

24 listopada 2008 r. Magnicki został oskarżony, że w 2001 r. kierował dwoma spółkami należącymi do funduszu Hermitage i jakoby w tym czasie spółki te nie zapłaciły podatków. Dochodzenie w jego sprawie prowadził ten sam płk. Kuzniecow, który kierował przeszukaniem w biurze funduszu Hermitage i któremu Magnicki zarzucał współudział w przestępczej procedurze. Oskarżenie wobec Magnickiego było absurdalne, gdyż nie miał on w 2001 r. ze wspomnianymi spółkami nic wspólnego, poza tym sprawy podatkowe spółki te miały uregulowane. A nawet gdyby nie zapłaciły podatków, przestępstwo uległoby przedawnieniu w 2004 r.

Magnickiego zatrzymano i zamknięto w zwykłym areszcie śledczym, a później przeniesiono do więzienia specjalnego. W trakcie przesłuchań domagano się od niego tylko jednego: aby przyznał się do winy, obciążył kierownictwo funduszu Hermitage i cofnął oskarżenia wobec funkcjonariuszy MSW i innych urzędników. Nigdy tego nie zrobił, a innych dowodów jego winy nie przedstawiono. Po kilku miesiącach Magnicki poważnie zapadł na zdrowiu, ale odmawiano mu jakiegokolwiek leczenia. W końcu trafił do Butyrek, więzienia cieszącego się najgorszą sławą jeszcze w czasach carskich. Ostatnie miesiące siedział w maleńkiej celi, bez światła, ciepłej wody i pomocy medycznej wraz z trzema kryminalistami, którzy na każdym kroku uprzykrzali mu życie. Podejmowane w jego sprawie interwencje nie robiły na nikim żadnego wrażenia. Im więcej było hałasu o Magnickiego, tym bardziej beznadziejne stawało się jego położenie. Mijał rok i należało albo go wypuścić, albo wytoczyć mu sprawę, a dowodów jego winy ciągle brakowało.

Rozwiązanie przyszło samo. 16 listopada 2009 r. Magnicki nagle zmarł, wcześniej doszło prawdopodobnie do szamotaniny z konwojującymi go z celi do celi strażnikami. Stwierdzono atak serca, ale wyników sekcji nie przedstawiono rodzinie. Magnickiego pochowano w Moskwie, a jego sprawę umorzono. Funkcjonariusze oraz urzędnicy zamieszani w śmierć adwokata nie ponieśli kary, a niektórzy nawet awansowali. Karę więzienia za oszustwa finansowe otrzymał jedynie Markiełow, ale szybko wyszedł na wolność. Budżetowych pieniędzy, o których zwrot upominał się Magnicki, nikt już w Rosji nie zobaczył.