Rekolekcje z Wilkiem

Joanna Bątkiewicz-Brożek

GN 10/2013 |

publikacja 07.03.2013 00:15

„To współczesny św. Paweł. Słuchanie go grozi… nawróceniem” – pisze o Witku Wilku ks. Rafał Nitek. Głosi słowo tak, że tysiące ludzi oddaje życie Jezusowi. Są też uzdrowienia z chorób.

Rodzina Wilków jest ciągle w drodze. W ciągu roku przemierzają 70 tys. km i głoszą słowo na 53 turach rekolekcji  po prawej: „Idźcie na świat i głoście Ewangelię. (...) Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać (...). Na chorych ręce kłaść będą i ci odzyskają zdrowie” (Mk 16,15-18) – Pan pozwala mi doświadczyć tych znaków  – mówi Witek Wilk Roman Koszowski /GN Rodzina Wilków jest ciągle w drodze. W ciągu roku przemierzają 70 tys. km i głoszą słowo na 53 turach rekolekcji po prawej: „Idźcie na świat i głoście Ewangelię. (...) Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać (...). Na chorych ręce kłaść będą i ci odzyskają zdrowie” (Mk 16,15-18) – Pan pozwala mi doświadczyć tych znaków – mówi Witek Wilk

Jest żartobliwe powiedzenie, że z rzeczy, które robił Jezus, Witek Wilk jeszcze tylko po wodzie nie chodził.

– Jeszcze kilka by się znalazło – śmieje się ewangelizator. Na rekolekcjach dla ruchów i stowarzyszeń katolickich w Gliwicach powie: – Chodzenie po wodzie, przechodzenie przez ścianę i zamiana wody w wino – tego jeszcze nie widziałem. Ale nic nie dzieje się Witkiem Wilkiem! To czyni Bóg! Jestem grzesznikiem i mam świadomość swojej grzeszności i ułomności.

Jeden z najlepszych perkusistów w Polsce jest ciągle w drodze. Z całą rodziną: czwórką dzieci i żoną Sylwią. Judyta (11 lat), Dominik (9), Lenka (7) i najmłodszy Samuel (9 miesięcy) chętnie wyciągają do nas ręce. Nie chodzą do szkoły. Mama, pedagog z wykształcenia, prowadzi home schooling. Dom Wilków to czarny 7-osobowy chevrolet. – Są tylko dwa takie w Polsce. Jeden ma zespół Wilki. A drugi my, Wilki – śmieje się właściciel. – O ten samochód modliliśmy się cztery lata – dodaje Sylwia, żona Witka. W vanie jest rozkładane łóżko, tak żeby w czasie nocnych przejazdów można było spać. Dzieci oglądają na dłuższych trasach filmy.

Wilki przenoszą się z miejsca na miejsce. W 2012 r. wygłosili 53 tury rekolekcji w Polsce. Głosili słowo już w Irlandii, w Niemczech, na Ukrainie. – Byliśmy na Ukrainie razem w 2000 r. Witek głosi słowo z taką mocą jak św. Paweł. Jest Bogu bardzo posłuszny. Jedzie tam, dokąd Bóg go posyła – mówi ks. Rafał Nitek, palotyn. – Jechał 2000 km z małym dzieckiem na rękach. Tylko po to, żeby ludziom mówić o Jezusie! Czasem w czasie prorokowania czy modlitwy z nałożeniem rąk w imię Jezusa Chrystusa ludzi opuszczają choroby, nowotwory, ślepota, głuchota, wodogłowie znika, nałogi, uzależnienia od seksu, nikotyny, alkoholu, narkotyków. Bywa, że Witek dwie godziny przez telefon się nad kimś modli. – Taki uzdrowieniowy call center – śmieje się Wilk. – Ale to nie z mojej woli się dzieje. Jeśli Jezus obiecał, że większe cuda czynić będziemy, jeśli w prologu u św. Jana czytam, że „Bogiem było Słowo”, to albo w to wierzę, albo nie. Albo wierzę, że słowo ma taką moc, że Duch Święty działa, albo wiara to farsa. Nie jestem świrem ani borokiem, któremu w życiu zawodowym się nie udało i który teraz jeździ i ewangelizuje – przekonuje Witek Wilk. – Ale moim darem nie jest czynienie cudów! Mam głosić słowo!

Ewangelizator jest jak Boży wulkan. Kiedy głosi, gestykuluje, biega po scenie, czasem sala zrywa boki ze śmiechu. Ale zaraz potem rzuca wersetem z Pisma Świętego. Zapada cisza. I pyta: „Czy twoje życie wprawia w podziw niewierzących?”.

Znowu cisza. Kiedy na KUL-u w Lublinie dał świadectwo, „przetrącił” życie klerykom seminarium. 60 z nich zawiązało wspólnotę. Po trzech latach formacji rozesłano ich do różnych parafialnych wspólnot. Spotykamy się z Wilkami w bytomskim mieszkaniu rodziców Witka. Przyjechali z Otwocka (tam prowadzą teraz wspólnotę modlitewno-ewangelizacyjną u księży palotynów) do Gliwic na rekolekcje. Dziadek parzy aromatyczną kawę i herbatę z przyprawami. Wszystko musi mieć smak. Jak życie oddane Bogu.

Słowo i pasja

– Miałem 15 lat. Podchodzi do mnie kapucyn w parafii i pyta: „Wituś, a co ty robisz w wakacje? Bo fajny jest wyjazd – dziewczyny, gitary, śpiew” – opowiada ewangelizator. Fajny wyjazd był podpuchą. Witek wylądował na rekolekcjach.

– Wtedy oddałem po raz pierwszy życie Jezusowi. Otrzymałem słowo z Dziejów Apostolskich „Uważajcie na samych siebie i na całe stado, w którym Duch Święty ustanowił was biskupami, abyście kierowali Kościołem Boga, który On nabył własną krwią (…)”. (Dz 20,28-32).

– Wróciłem podjarany. Teraz, Wiciu, czad będzie! – myślałem. Cały Bytom jest twój. 220 tys. ludzi będziesz ewangelizować – wspomina Wilk. Entuzjazmu starcza nastolatkowi na tydzień. – Wpadłem w grzech i rutynę życia. Owszem, dalej chodziłem na Msze, jak babcia uczyła na majowe, Różaniec. Po roku spotykam tego samego księdza: „Wituś, a co ty robisz w wakacje?”. I pojechałem znowu do Łętowni. Nowa grupa, bo reszta poszła stopień dalej. Lekcja pokory. I znowu modlitwa i znowu słowo. I znowu ten sam fragment z Dziejów. W 29 wersecie leci tak: „wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając stada”. Te wilki mnie, Wilka, uderzyły – mówi.

Mija sześć lat. Witek już od dawna zna Sylwię, animatorkę oazy. Ale do czego jest powołany: do małżeństwa czy kapłaństwa? Liderka Odnowy w Duchu Świętym czyta słowo nad Witkiem. Znowu ten sam fragment i dalej. – Werset 33 i 34: „Nie pożądałem srebra ani złota, ani szaty niczyjej. Sami wiecie, że te ręce zarabiały na potrzeby moje i moich towarzyszy”. To jedyny fragment w Dziejach, gdzie św. Paweł cytuje słowa Jezusa nieznajdujące się w Ewangelii. Było dla mnie jasne, że księdzem nie będę. Że mam na siebie zarabiać i dać pracę innym. I tak jest.

Witek chłonie Pismo Święte. Cytuje je z pamięci całymi niemal rozdziałami. Mówi, że uczył się czytać na Biblii. Papieskie encykliki, nauczanie Pawła VI, Jana XXIII i Jana Pawła II – to też jego podkład. – Ci wielcy mówili, że jeśli nie będziemy ewangelizować, tylko katechizować, to Kościół umrze! Zresztą mówi o tym też katechizm – przekonuje Wilk.

Tylko jak i kogo ewangelizować? – W Bytomiu patrzyli na nas jak na dziwolągów – wtrąca Sylwia. – Czuliśmy, że to nie nasze miejsce. Dokąd jechać? I dostaliśmy słowo „Gotów jestem głosić Ewangelię i wam, i mieszkańcom Rzymu” (Rz 1,15) i fragment z Księgi Ezechiela. Rozeznaliśmy, że chodzi o ludzi ochrzczonych, którzy stracili osobistą relację z Bogiem lub nigdy jej nie mieli.

Wilki ruszają w Polskę. Nie zarabiają na rekolekcjach. Jak parafia coś da, to dobrze. Ale bywa, że nie. – Na benzynę wydajemy 30 do 40 tys. złotych rocznie, by pokonać 70 tys. km, na opłaty, ZUS. Poza tym wiele nie potrzebujemy. Ubrania dostajemy. Modlimy się o nie. O żywność, mechanika, lekarza też. Z Bogiem, jak radzi Ignacy Loyola, konsultuję wszystko. Kupno komórki też. I czekam czasem tygodnie na decyzję.

Były chwile, że na debetach lecieliśmy. I powiedziałem, że teraz będę oddawać dziesięcinę na ewangelizację. Od tej pory nigdy na koncie minusa nie miałem – opowiada. Witek gra na perkusji, daje koncerty. – Mamy studio nagrań, wydajemy płyty. Z im większą pasją wykorzystuję talent, jaki dostałem od Boga, tym więcej talentów mi przymnaża. Bo najcenniejsze to żyć z pasją i pasją.

Sylwia przytakuje głową. – Mijaliśmy się jako nastolatki na ulicy w Bytomiu i w parafii u kapucynów. Witka pamiętam jako tego gościa, który chodził z bandażami na rękach. Od grania na perkusji. Witek ćwiczył po osiem godzin dziennie. Do szkoły muzycznej na wydział jazzu dostał się jako pierwszy na liście. A zgłosił się na dwa dni przed egzaminem.

„Kto z was w życiu zajmuje się swoją pasją i ją pomnaża?” – rzuca w czasie ewangelizacji w Gliwicach do członków m.in. oazy i Odnowy w Duchu Świętym. Zaledwie kilkanaście rąk w górze. „A kto z tych, co ręce podnieśli, tą pasją na życie zarabia?” – pyta. Już tylko kilka rąk w górze. „Musicie to zmienić!” – krzyczy Witek. „Wypłyń na głębię! Z Bogiem, z pasją! Twoja praca, a nie nałożenie rąk charyzmatyka zmieni Twoje życie! Wiecie, jakie są moje pasje? Perkusja, dobry dźwięk, piękna muzyka, modlitwa, słowo!” – Witek głosi z pasją.

Swoją gorliwością porywa ludzi do Boga – mówi ks. Rafał Nitek. Palotyn z Krakowa poznał Wilka w Ożarowie. – Pamiętam, jak wszedł na salę o kulach, a wyszedł, trzymając je na ramionach. – Miałem zwichniętą nogę, nie umiałem chodzić. Po modlitwie z wylaniem Ducha Świętego kule odrzuciłem – przypomina sobie Wilk. Ale w życiu Witka był moment próby. Zwątpił. I postawił Boga pod ścianą.

Nie musisz zasługiwać na Moją miłość

Jest początek roku 2001. Sylwia z Witkiem są po ślubie. Jadą na kurs „Jan” do Zabrza. – Od dłuższego czasu głosiłem już Ewangelię. Ale czy to faktycznie pochodzi od Boga? – pytałem. Bo szatan też wielkie rzeczy może zdziałać. Na Jasnej Górze Wilk dostaje potwierdzenie od Boga poprzez grupę charyzmatyków z Odnowy.

Ale jest jeszcze problem. – Miałem wrażenie, że żyję w Kościele umarłych. Nazywałem to „duszpasterstwem umarłych”. Jeśli w Ewangelii czytam, że po spotkaniu z Jezusem ludzie byli przemienieni, to co jest grane? Jak popatrzysz na twarze ludzi przed Mszą i po niej, po przyjęciu Jezusa, to czym się różnią? Wychodzą tak zmienieni, jak ci w Ewangelii? Tacy, że rozsadza ich z radości i zmieniają swoje życie o 180 stopni? Zacząłem wątpić w obecność Jezusa w Eucharystii. Powiedziałem Bogu: „Masz sześć dni, żeby dać mi dowód, że tam Jesteś. Jak Cię tam nie ma, to po co wszystko? A ja przechodzę do protestantów” – opowiada Wilk.

Szósty dzień kursu. Ksiądz prosi, by na czas komunii stanąć przy ołtarzu w kręgu. – I ja, Wiciu, lecę pierwszy. To nie najlepsza cecha. Potykam się o sznurówkę. Ląduję na posadzce, a w kręgu ostatni. Myślę: pierwsi będą ostatnimi – lekcja pokory. Podchodzi animator: „Witek, stań koło swojej żony, bo teraz jest ważny moment”. Sylwia stoi pierwsza, po prawej. Staję na miejscu „minus pierwszym”. Kapłan rozdaje Jezusa. Prosi, by tym razem każdy adorował Go na ręce. Sam na sam z Jezusem. Klęczę i myślę, że to nie ma sensu. Przecież zwątpiłem w obecność Jezusa w Eucharystii. Żeby nie być zgorszeniem, biorę opłatek.

Witek dostaje hostię jako pierwszy. – Przeszło mnie z góry na dół ciepło, powiew Ducha Świętego. Zaczynam płakać. Nic nie rozumiem. Płacz narasta. W głowie tysiąc myśli: dlaczego? Co się ze mną dzieje? Witek próbuje chować twarz, ociera łzy. Im bardziej, tym większa mgła na oczach. Patrzy na opłatek. – Obraz zaczyna mi falować. Wiele w życiu doświadczyłem cudów, więc miałem pewność, że coś się dzieje, ale co? Nagle z tej mgły wyłoniła się głowa Pana Jezusa! Pochylona, zakrwawione czoło w koronie cierniowej. Głowa zaczyna się unosić. Jezus ma zamknięte oczy. Za moment oczy się otwierają, czuję, jakby ktoś wbił mi miecz w serce. Jezus przenika mnie całego spojrzeniem. Widzę miłość. Zaczyna mnie ta miłość ogarniać, do każdej komórki ciała. Jakby ktoś mnie przytulał. I słyszę: „Nie bój się, nie lękaj się, TO JA JESTEM. Moja miłość cię otacza. (…) Nie musisz zasługiwać na Moją miłość. Twoje Zbawienie dokonało się na krzyżu 2000 lat temu. Ja już umarłem za Twoje grzechy”. Na końcu słyszę cztery razy „Kocham Cię”. Przypomniało mi to sytuację z Częstochowy – podczas proroctwa w językach padły słowa „Kocham Cię” też cztery razy. Wtedy dostaje też dar widzenia swojego życia.

– Pan pokazał mi sytuacje, w których starałem się zasłużyć na czyjąś miłość, że jestem człowiekiem, który nie widzi swojej wartości. Zobaczyłem, że nie jestem sobą tylko pozerem, który chce zasłużyć na akceptację. Że nawet w modlitwie chcę zasłużyć na łaskę. A nie tędy droga! Na świadectwach przedstawiałem się jako Witek bębniarz. Tym razem po rekolekcjach zakończyłem: …„i chwała Panu, mówi to Witek, człowiek wspaniały, jedyny, niepowtarzalny, jakiego Bóg stworzył”.

Bóg przemienił moje uczucia i lęki przed małżeństwem. Zakochałem się w mojej żonie i jest ona do dzisiaj dla mnie najpiękniejszą, najcudowniejszą kobietą!

Sylwia uśmiecha się. Witek: – Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. Ja widziałem! Ale od tamtego dnia nie mam już wyjścia. Nie ma odwrotu!

Uwierz w Ducha

W bytomskim mieszkaniu spędzamy cztery godziny. Witek sypie cytatami z Pisma Świętego. Co chwila dziecko na ręce bierze. Przytula żonę. I powtarza: Jeden do jednego! – Pismo Święte to nie tylko historyczna księga, nie jakieś opowiastki. To księga życia.

Przewraca poharatane kartki Tysiąclatki. To jeden z 13 egzemplarzy, które ma w domu. – Dwa ukradli mi z plecakami. Jak próbuję spisać świadectwa, pali się komputer. Nie zdziwiłbym się, jakby to nagranie ci się skasowało. To takie zabawne gierki Złego – dodaje Witek. – O! – krzyczy: Jan 14,12: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto we mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca”. Uwierz w to! – mówi do mnie. – Jezus Chrystus nie żartuje. A w 13 wersecie: „A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię” – powiedział Jezus. A dlaczego? „Aby Ojciec był otoczony chwałą”. Więc nie ma co zwlekać, oddaj życie Bogu. Bierz słowo jeden do jednego!

– Czyli co, jak mówił Jezus, mam włożyć palce do uszu głuchych i krzyknąć „Effatha”? – A spróbuj! – rzuca Witek. – Jest w USA małżeństwo Huntersów. To słowo dostali. Zadzwonili do ośrodka głuchoniemych. Pojechali tam i zapytali, czy mogą przeprowadzić badanie. Ustawili w kolejce dzieci. Wkładali im palce do uszu: „Effatha! Otwórz się w imię Jezusa Chrystusa!” – mówili. Na 39 dzieci 38 odzyskało słuch natychmiast.

– Nasz najmłodszy Samuelek urodził się głuchy. Modliłam się do upadłego: „Effatha!” – wkładając palce w jego uszka. Samuel słyszy! – kończy Sylwia, nie kryjąc łez.

Historie nie z tej ziemi? Takich jest mnóstwo. – Bóg wybiera posłusznych. Witek Wilk jest gorliwy i idzie za słowem bezwarunkowo – tłumaczy ks. Nitek. – To Duch Święty działa! – reaguje na nasze miny Sylwia. – Jan 16,7. Jezus mówi, że musi odejść, bo inaczej Duch nie przyjdzie. Za mało wierzymy w działanie Ducha Świętego. Izajasz mówi w 63 rozdziale: nie zasmucajcie Ducha. Każdy może wejść z Nim w relację. Tylko nie wszyscy o tym wiedzą.

Przebacz

Kiedy ktoś prosi, by modlić się nad chorym, Witek najpierw głosi Słowo. Bo chore ciało to wynik choroby ducha. Więc wszystko zacząć się musi od oczyszczenia i przebaczenia.

– Byliśmy raz u kobiety. Wierząca, mama, babcia. Wszystko cacy. Ale nie była szczęśliwa, do Kościoła chodziła, ale jej to nie przemieniało. Pytam, czy jest ktoś, komu nie przebaczyła. Okazało się, że jej matka. „Ale ja jej w sercu wybaczyłam” – przekonywała. Musisz powiedzieć świadomie: „W imię Jezusa Chrystusa, mamo, wybaczam ci to i tamto”. I ona to zrobiła. Jej życie zaczęło się zmieniać.

– Czy wybaczyć w sercu nie wystarcza? – pytam. – „Bogiem jest Słowo”. Ono ma moc. Więc jak przeklinasz kogoś, to uważaj. Od przekleństw też trzeba się w życiu odciąć. W imię Jezusa Chrystusa – odpowiada Witek. – Tylko zawsze trzeba poprosić o wlanie łaski. I błogosławić sobie i innym! – dodaje Sylwia – Najwięcej wyzwoleń i uzdrowień też fizycznych widzimy przy modlitwie „Ojcze nasz”. „I odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” – tylko jak nie odpuścisz, to tak, jakbyś Boga prosił, żeby i tobie nie przebaczył. Wybacz, wyzwól się z więzów przeszłości i zacznij żyć słowem. Uwierz w słowo – wtedy Bóg zadziała w Twoim życiu – tłumaczy Witek.

Na zakończenie rekolekcji w Gliwicach modlitwa z proroctwem. Duch Święty i tu działa. Są uzdrowienia z alergii, ciężkiej wady wzroku, uzależnienia od seksu. Na scenę po modlitwie wychodzi młody mężczyzna. Trzyma okulary w ręce: już ich nie potrzebuję! Widzę dobrze. Bóg wyleczył moją ślepotę. Także na duchu i w sercu!

Witek Wilk mówi: „Bracie i siostro, błagam cię o jedno: czytaj słowo! Czytasz 10 minut? Czytaj 20. Czytasz godzinę? Czytaj dwie! Pozwól Bogu się kochać!”.

copernickable wilkołasce