Co się zdarzyło na Grabarce?

KAI

publikacja 21.08.2004 04:39

Co roku na Świętej Górze Grabarce spotykają się wierni Kościoła prawosławnego z całej Polski. Jest to jedyny taki dzień i miejsce, w którym chrześcijanie obrządku wschodniego tak tłumnie manifestują swoją wiarę.

- Tutaj można zobaczyć, że polski Kościół prawosławny, nie jest tylko reliktem przeszłości, ale naprawdę żyje - tłumaczy ks. Antoni Chabura, duszpasterz z Zielonej Góry. Co roku na święto Spasa Izbawnika (Przemienienia Pańskiego, które przypada 19 sierpnia wg starego kalendarza juliańskiego) przybywa na Grabarkę, koło Siemiatycz kilkadziesiąt tys. prawosławnych. Rekordowym był rok 2000, kiedy greccy mnisi z Atosu przywieźli kopię cudownej ikony Matki Bożej Iwierskiej. Wtedy zgromadziło się grubo ponad 100 tys. wiernych. Dlatego Grabarka, gdzie znajduje się także największy w naszym kraju monaster żeński, jest powszechnie uważana za duchowe centrum, a nawet serce polskiego prawosławia.

Las krzyży

Prawie każdy pielgrzym przychodzi na Grabarkę ze swoim krzyżem wotywnym, który po poświęceniu przez kapłana, zostawia na wzgórzu koło cerkwi. Obecnie są tam setki tysięcy krzyży, tworzących prawdziwy las. Stare, te z przed kilkudziesięciu lat, próchnieją i są usuwane. Ale na ich miejscu natychmiast pojawiają się kolejne. Obecnie trudno jest oszacować ile jest tutaj krzyży, ale na pewno trzeba mówić o dziesiątkach, a nawet setkach tysięcy. Dlatego góra na Grabarce, często jest popularnie nazywana Górą Krzyży. Na święto Przemienienia Pańskiego co roku w każdej pieszej pielgrzymce jest niesiony kilkumetrowy krzyż. Ponadto wielu z pątników ma również mniejsze krzyże, które przynoszą w swoich indywidualnych intencjach. Na niektórych z nich można przeczytać intencje np. za męża alkoholika, za mamę chorą na raka, za zdanie matury, etc. Z lewej strony cerkwi można obejrzeć stare nadpalone krzyże. Zostały one specjalnie zostawione, aby wierni nie zapomnieli o pożarze z 1990 roku, kiedy to drewniana świątynia doszczętnie spłonęła. Podczas głównej Świętej Liturgii zwierzchnik Kościoła prawosławnego w Polsce, abp Sawa, dziękował i błogosławił wszystkich pielgrzymów, a w szczególności tych, którzy przyszli na Grabarkę pieszo ze swoimi krzyżami. - Oni niosą krzyż, a krzyż jest tym narzędziem, którym Chrystus zwyciężył zło - podkreśla metropolita Sawa.

Duchowe naładowanie

Pielgrzymi, którzy przyszli bądź przyjechali na Grabarkę w wigilię święta Przemienienia Pańskiego, całą noc spędzają na modlitwie, śpiewie i przystępowaniu do sakramentu pojednania. Jeden z prawosławnych duchownych mówi, że przyjechał tutaj z żoną i dziećmi. - Spieszę się na swój dyżur spowiedniczy - mówi.
Więcej na następnej stronie

Wierni ustawiali się w kilkudziesięciometrowych kolejkach, aby przystąpić do tego sakramentu. Tej nocy wiele sumień zostało oczyszczonych. - W święto Przemienienia Pańskiego wiele osób przystępuje do spowiedzi, a następnie do sakramentu Eucharystii - podkreśla duchowny, który przyjechał z grupą pielgrzymów z Zielonej Góry. - Myślę, że nawet 80 procent wiernych przystępuje tu do tego sakramentu - dodaje. Dlatego organizatorzy na klasztornym wzgórzu przygotowali kilkadziesiąt anałojczyków (odpowiednik konfesjonału), przy każdym z nich jest ikona oraz kartka ze spowiedniczymi dyżurami. W prawosławiu, według przyjętej tradycji, każdy, kto chce przyjąć Eucharystię, musi się przedtem każdorazowo spowiadać, ponieważ w ich teologii człowiek jest istotą bardzo grzeszną i aby była godna przyjęcia Chrystusa, musi się oczyścić. - Wielu ludzi przybywa tutaj, aby przystąpić do sakramentu pojednania i Eucharystii. Wierzymy w specyficzną moc zbawczą tego miejsca. Dla mnie przebywanie tutaj jest takim duchowym ładowaniem akumulatorów - podkreśla ks. Antoni Chabura.

Wyjątkowa Noc

Przy wejściu do cerkwi gromadzą się tłumy wiernych, którzy chcą ucałować i pokłonić się kopii cudownej ikony Matki Bożej Iwierskiej, przywiezionej przez mnichów ze Świętej Góry Athos. Około godziny 21.00 na górze zaczyna zapadać zmrok. Większość z wiernych pozostaje na terenie klasztoru i czeka na Świętą Liturgię, która odbędzie się dopiero następnego dnia. Pierwsza Liturgia jest już o godzinie 1.00, a ostatnia i najbardziej uroczysta odprawiana jest o 10.00. Ludzie trzymają w rękach zapalone świeczki, które swoimi płomieniami rozświetlają całe wzgórze. Wielu z nich śpiewa i modli się przez całą noc, inni nie wytrzymują i usypiają na kocach, karimatach, a nawet na trawie. Jest to jedyny taki czas i miejsce, gdzie prawosławni świeccy oraz duchowni z całej Polski mogą się spotkać, razem modlić i wymieniać swoje poglądy i doświadczenia. - Nasze polskie prawosławie rozrzucone po całym kraju, tutaj jest przeżywane niezwykle wspólnotowo. Mieszkam w mieście gdzie prawosławni są mniejszością i nie mam takiego żywego kontaktu z innymi. Natomiast tutaj mogę się spotkać, rozmawiać i modlić się z tysiącami ludzi w moim wieku - mówi Piotr, który co roku przyjeżdża na Grabarkę ze Szczecina. Wokół wzgórza było wiele odpustowych straganów, a większość z nich czynna była przez całą noc. Na stoiskach sprzedawano ikony, książki o tematyce religijnej i inne dewocjonalia. Były również wiele innych typowo turystycznych atrakcji. Można było pojeździć na czterokołowych skuterach po lesie, dzieci mogły poskakać po ogromnym dmuchanym materacu.
Więcej na następnej stronie

Po co przychodzą?

W tym roku około 7 tys. wiernych przyszło na Grabarkę w 15 pieszych pielgrzymkach. - Ponad 80 proc. pieszych pielgrzymów to młodzież - podkreśla Piotr Puczyński, lider obozu roboczego. Do sanktuarium przyszły m.in. pielgrzymki z Białegostoku, Bielska Podlaskiego, Hajnówki, Jabłecznej, Siemiatycz i Sokółki, Białowieży, a także najdłuższa z Warszawy. Pozostali przyjechali samochodami lub autokarami. Piesi pielgrzymi, mimo zmęczenia wielodniową wędrówką, po wejściu na górę trzykrotnie obchodzą cerkiew na kolanach. - Z wielką radością przeszłam ten ostatni odcinek na kolanach. Tu na górze wiara dodaje mi sił. Mogę powiedzieć, że to był najlżejszy odcinek mojej wędrówki. Przejście na kolanach, to jest punkt kulminacyjny, na który czekam przez całą pielgrzymkę - wyznaje Aneta, która przyszła z Jabłecznej. Jarek przyszedł w pielgrzymce z Hajnówki. Opowiada, że była to już jego czternasta piesza pielgrzymka. - W tym roku nie mam specjalnych intencji. Moja wędrówka była raczej dziękczynna, bo chcę w ten sposób podziękować Panu Bogu za to, że pozwolił mi skończyć seminarium - podkreśla Jarek Biryłko. Natomiast Joanna, która przyszła także z Hajnówki mówi, że coroczna pielgrzymka jest dla niej obowiązkiem. - Czułabym się niespełniona, gdybym nie przyszła na Grabarkę - podkreśla Joanna, która pielgrzymuje już ósmy rok z rzędu.

Na szlaku

Z Białowieży przyszła bardzo kameralna i nietypowa pielgrzymka. Wzięło w niej udział niespełna pięćdziesiąt pątników. Uczestnicy większą część trasy pokonali idąc przez Puszczę Białowieską. - Cały czas towarzyszyły nam przepiękne widoki. Niektórzy codziennie zbierali po drodze grzyby. Nawet całe siatki! Gospodarz, który nas przyjmował, dostawał je w prezencie - opowiada Ela, która na białowieską pielgrzymkę przyjechała aż z Wrocławia. Na Grabarkę przyszła również pielgrzymka z Jabłecznej, w której wzięło udział 130. pątników. Jest to jedyna, albo jedna z nielicznych pieszych pielgrzymek z terenu prawosławnej diecezji lubelsko-chełmskiej. Pątnicy pokonali ponad 120 kilometrów w pięć dni. Trasa ich wędrówki przebiegała również przez tereny, na których nie ma prawosławnych chrześcijan. - W Pawłowie, gdzie nie ma praktycznie prawosławnych, przyjęli nas bardzo gorąco katolicy. Najmilej wspominam ten nocleg - wyznaje Aneta. Jej zdaniem o wiele gorzej było np. w Mielniku, gdzie większość mieszkańców jest wyznania prawosławnego.

Pielgrzymują inaczej

Na Grabarce od prawie dwóch tygodni trwa obóz roboczy zorganizowanym przez Bractwo Młodzieży Prawosławnej, podczas którego prawosławna młodzież pomaga mniszkom przygotować sanktuarium na przyjście pielgrzymów, a podczas święta pełnią oni rolę służby porządkowej. W obozie bierze udział 70 osób w wieku od 18 do 25 lat.
Więcej na następnej stronie

- Tak jak inni pątnicy pielgrzymują pieszo, tak my pielgrzymujemy poprzez swoją pracę - tłumaczy Piotr Puczyński, lider tegorocznego obozu. Młodzi ludzie sprzątają teren wokół cerkwi, koszą trawę oraz przygotowują pole namiotowe dla kilku tysięcy pieszych pielgrzymów. - Usuwamy również stare krzyże, które stoją na wzgórzu i zagrażają bezpieczeństwu pielgrzymów - opowiada Puczyński. Obozowicze pełnią również funkcje obsługi technicznej podczas głównych uroczystości. M.in. kierują ruchem wokół góry, służyć pomocą i udzielać informacji. Po uroczystościach młodzież zajmuje się sprzątaniem terenu wokół sanktuarium. Podczas dziesięciu dni trwania obozu młodzi upiekła około 6 tys. prosforek (pieczywo używane do Eucharystii). - Przed wypiekaniem należy przygotować zakwas oraz bardzo długo wygniatać ciasto - tłumaczy Puczyński. Z każdej przygotowanej prosforki kapłan wyłuskuje okruszek. Cząstki te posłużą podczas Świętej Liturgii do Eucharystii. Resztę młodzież sprzedaje pątnikom za ok. 3 zł za sztukę. - Sprzedaliśmy już ponad 2 tys. prosforek, a przed nami jeszcze cała noc oraz jutrzejsze święto. Na pewno sprzedamy wszystkie - tłumaczy jedna ze sprzedających dziewczyn. Uczestnicy przed obozem wpłacili kaucję w wysokości 300 złotych. Są to pieniądze potrzebne na wyżywienie i ubezpieczenie młodzieży. - Koszty te są wszystkim zwracane po święcie. Sprzedając prosfory zarabiamy na swoje utrzymanie - tłumaczy Puczyński. - Co roku zarabiamy tyle, że starcza nam jeszcze, aby wyjechać na weekendowy odpoczynek do ośrodka Bractwa Młodzieży Prawosławnej - dodaje opiekun obozu.

Serce prawosławia

Na Świętej Górze Grabarce k. Siemiatycz znajduje się także największy prawosławny monaster żeński w Polsce; mieszka w nim czternaście sióstr. Z powodu ogromnej popularności - od kilku lat również wśród katolików - Grabarka nazywana jest "prawosławną Jasną Górą". Jednak poza sezonem pielgrzymkowym jest to miejsce bardzo ciche, spokojne, dalekie od miejskiego zgiełku i sprzyjające kontemplacji oraz modlitwie. Święta Góra Grabarka otoczona jest nieskazitelnie czystymi podlaskimi lasami. U jej podnóża wypływa cudowne źródełko, w którego wodzie wierni przemywają schorowane i obolałe miejsca swojego ciała. Tradycja pielgrzymowania na Grabarkę sięga 1710 roku, kiedy to zasłynęła z cudu, jaki miał miejsce podczas zarazy morowego powietrza, które dziesiątkowało ludność na terenie Podlasia. W tym czasie - jak głosi legenda - pewnemu człowiekowi zostało objawione, że uratować można się tylko w jednym miejscu: w lesie na Świętej Górze Grabarka. Po przybyciu wiernych z pobliskich Siemiatycz na Świętą Górę i ustawieniu krzyża z błagalnymi modlitwami, nastąpił cud. Chorzy zaczęli zdrowieć i nikt już nie umarł. Na wieść o tym wydarzeniu przybywali na Świętą Górę mieszkańcy całej okolicy; według zapisów w kronice siemiatyckiej parafii, latem 1710 roku zebrało się w tym miejscu około 10 tysięcy ludzi. Jeszcze w tym samym roku wdzięczni za ocalenie ze strasznej zarazy ludzie wznieśli na Świętej Górze drewnianą kaplicę.