Ostatnia deska ratunku

ks. Tomasz Jaklewicz

GN 12/2013 |

publikacja 21.03.2013 00:15

„A lud stał i patrzył”. Jak to jest patrzeć, gdy umiera człowiek? Patrzeć, jak w nim umiera… Bóg? „Tłumy, gdy zobaczyły, co się działo, wracały bijąc się w piersi”. W którym miejscu jestem pod krzyżem Jezusa? Co widzę i słyszę? Co rozumiem? Czy wracam inny? Czy biję się w piersi?

Ostatnia deska ratunku archiwum gn Diego Velazquez: „Chrystus ukrzyżowany”, Museo del Prado, Madryt

Kazanie pasyjne ma jedno zadanie. Zaprowadzić mnie pod krzyż Jezusa, zaprosić do osobistej rozmowy z Ukrzyżowanym. O czym? O wszystkim, co ważne. Więc głównie o sobie, o życiu, kłopotach, grzechach, cierpieniach, ale też o miłości, powołaniu, troskach, bliskich… o Bogu. Tematów nie braknie. Z góry wszystko wygląda inaczej. Z wysokości Golgoty tym bardziej. Więc warto usiąść pod krucyfiksem, wyciszyć się, wpatrywać się w Miłość w postaci najczystszej. Może zapłakać? Na pewno wsłuchiwać się w to, co chce mi powiedzieć Zbawca zawieszony na drzewie. Jeśli nie w Niedzielę Palmową, nie w Wielki Piątek, to kiedy? Wracam do obrazu, który zainspirował ten cykl i mu towarzyszy – Maria Magdalena przytulona do krzyża. Przypomina mi się bł. Jan Paweł II trzymający słabymi rękami krucyfiks w swój ostatni Wielki Piątek podczas Drogi Krzyżowej. To była najpiękniejsza katecheza o krzyżu, choć bez jednego słowa. Wracam do słów, od których zaczęliśmy. Aby usłyszeć, co mówi krzyż Chrystusa, trzeba zrobić to, co Maria Magdalena i Jan Paweł II. Chwycić się tego Drzewa jak ostatniej deski ratunku. Przylgnąć doń ze swoimi grzechami, z cierpieniem, z samotnością, z ciężarem powołania, wszystkim, co w tobie wyje, krwawi, co tkwi w sercu jak zadra… Przeżywać „udrękę serca z Chrystusem udręczonym” (św. Ignacy). Odnaleźć siebie na nowo u stóp Ukrzyżowanego.

Krzyż, do którego jestem przybijany, może być szansą zobaczenia prawdy i zdania się na miłość Boga, która spływa na mnie z krzyża Chrystusa. Mój krzyż może jednak pozostać tylko powodem buntu, drzewem hańby i beznadziei. Pod krzyżem nawraca się setnik, dowódca plutonu egzekucyjnego. Wybaczcie jeszcze jedno skojarzenie z historią „Inki”. Żołnierze wykonujący wyrok strzelali z kilku metrów do dziewczyny i innego AK-owca. „Inka” została tylko lekko draśnięta, zabił ją dopiero oficer strzałem z pistoletu w głowę. Młodzi żołnierze, którzy za butelkę wódki i kilogram kiełbasy zgłosili się na ochotnika do wykonania wyroku, nie wytrzymali czystego spojrzenia sanitariuszki. Sumienie ruszyło. W każdym człowieku drzemie możliwość przemiany. Jezus umarł za wszystkich, aby dać wszystkim nowe życie. Setnik nie pierwszy raz z pewnością dowodził oddziałem katów. A jednak musiał zobaczyć w konającym Jezusie jakiś blask, nieziemski majestat, może na moment skrzyżowały się ich oczy… Rzymski dowódca, poganin, poddał się sile emanującej z bezsilnego. O czym myślał, kiedy wrócił zmęczony do domu i mył swoje ręce splamione niewinną krwią Jezusa? Czy zaczął nowe życie? Poddał się otrzymanej łasce? Od czego zaczął, z czym zerwał, co postanowił?

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.