Twarz Zmartwychwstałego

Paul Badde

GN 13/2013 |

publikacja 28.03.2013 00:15

Grób Jezusa po zmartwychwstaniu nie był zupełnie pusty...

Chusta z Manoppello.  Niemiecki dziennikarz Paul Badde przekonuje, że m.in. o tej tkaninie wspomina św. Jan w Ewangelii. I wiele wskazuje na to, że ma rację paul badde Chusta z Manoppello. Niemiecki dziennikarz Paul Badde przekonuje, że m.in. o tej tkaninie wspomina św. Jan w Ewangelii. I wiele wskazuje na to, że ma rację

Dlaczego Piotr i Jan po wizycie w grobie w niedzielny poranek nie krzyczeli jak Maria Magdalena: „Zabrano Pana!”? Dlaczego nie pobiegli ze skargą do prefekta rzymskiego z żądaniem śledztwa w sprawie kradzieży ciała? Dlaczego złamali żydowski zakaz kontaktu z jakąkolwiek rzeczą pochodzącą z grobu i zabrali szaty pogrzebowe Jezusa? Jest tylko jedno wytłumaczenie: w grobie z wizerunku odbitego na delikatnym płótnie na Piotra i Jana spoglądały oczy ich Mistrza.

Sudarion

– W grobie Jezusa w Jerozolimie każdego ranka czytana jest Ewangelia według św. Jana. To najważniejszy dla całego chrześcijaństwa fragment. Jest zatem całkowicie nie do pomyślenia, że Jan mógł nadmienić w tym urywku o jakichś drobiazgach tak po prostu, mimochodem. Pisze więc między innymi o „chuście, która była na Jego [Jezusa] głowie”. Opisuje jej umiejscowienie z intrygującą precyzją: „nie leżała ona razem z tamtymi płótnami, lecz zwinięta osobno w innym miejscu”. Ten sudarion był położony osobno, nie z pozostałymi tkaninami. Układ grobowca pozwala interpretować zamieszczony w tekście Jana opis tylko w jeden sposób – słowa „(zwinięta osobno) w innym miejscu” mogły oznaczać wyłącznie: na podłodze tej komnaty, u stóp apostoła Piotra. Jan nie mógł ujrzeć zbyt wiele w półmroku tego pomieszczenia. Ale dlaczego nie wszedł? Z pewnością zdenerwowanie pobożnego Żyda związane z grobowcami odegrało tu rolę. Szymon Piotr też był zdenerwowany i nie mniej pobożny. Ale znajdował się w wyjątkowym stanie.

Piotr nie był sobą po tym, jak dwa dni wcześniej trzykrotnie zaprzeczył, że zna osobę, którą miłował najbardziej w życiu, i to w czasie, kiedy najbardziej go potrzebowała. Teraz dotarł, biegnąc do grobu, spóźniony, i natychmiast wszedł do środka. Żadne przykazanie nie mogłoby go przed tym powstrzymać po tym, jak usłyszał niepokojące wieści od Marii Magdaleny. Musiał wejść do środka! Musiał się dowiedzieć, co się tam wydarzyło! Nie ujrzał za wiele. „Zobaczył leżące płótna” – pisze Jan. Tkaniny z grobu były uważane za nieczyste, jak i zresztą sam grób. Po drugie – było tam bardzo ciemno, szczególnie po prawej stronie, blisko wejścia, na kamiennej ławie, gdzie leżał Jezus. Dlaczego Piotr natychmiast nie podbiegł do Jana, a potem razem z nim do rzymskiego prefekta? Dlaczego nie wykrzykiwał: „Zabrano Pana!”? Dlaczego nie popędził błyskawicznie do innych apostołów, aby skonsultować z nimi, co powinni teraz zrobić, czy do Sanhedrynu nakrzyczeć: „Nie możecie tak robić: najpierw zabijacie naszego Pana, a potem w tajemnicy się Go pozbywacie! On wciąż jest Żydem, tak jak wy. Nie miał przynajmniej prawa odpocząć w pokoju z umarłymi? Jakie inne bezeceństwo planujecie popełnić?”. Dlaczego nie pobiegł z Janem do Józefa z Arymatei i Nikodema, którzy złożyli Jezusa w grobie i wtoczyli ogromny kamień przed niego? Dlaczego po pojawieniu się Marii Magdaleny i wypowiedzeniu przez nią spostrzeżenia „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono” narracja całkowicie zmienia kurs? Przecież Piotr wcale nie był bardziej inteligentny, mądrzejszy czy bardziej przewidujący niż Maria Magdalena. Jezus mógł być jedynie porwany – może przez Rzymian, może przez złodziei, przez kogokolwiek, ale nie było Go tam. Po prostu zniknął. Tak widziały to kobiety i teraz także Piotr tak to widział i czuł – z jedną tylko różnicą: „tam spostrzegł leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie. Nie leżała ona z tamtymi płótnami, lecz zwinięta osobno w innym miejscu” (J 20,6-7).

Ujrzał i uwierzył

– Kiedy przybyła tu Maria Magdalena, było jeszcze ciemno. Przed skierowanym na wschód, w stronę murów miasta, wejściem do grobu teraz dopiero zaczynało się rozjaśniać. Blade światło dnia – dzięki temu, że zatoczony kamień został odsunięty – wpadało do małego pomieszczenia. To była ta różnica. Teraz Piotr nagle dojrzał coś jeszcze w półmroku na podłodze. U jego stóp światło zatrzymało się na czymś niewyraźnym, tak jak wiatr zatrzymuje się na gałęziach krzaków. Gdyby leżało na ławie z innymi tkaninami, pierwsze promienie słońca o świcie nie byłyby w stanie tego uchwycić. Z powodu niskiego wejścia promienie mogły padać tylko na podłogę grobu. Wszystko na ławie z tkaninami pozostawało w cieniu. Było to zawinięte, złożone, zwinięte, zgniecione, pozawijane.... Grecki czasownik entylisso, którego używa Jan, może oznaczać wszystkie te cechy. Dzięki użyciu tego wyrażenia jedna rzecz staje się jasna: to coś nie leżało tam płasko. Naturalnie, Piotr schylił się i podniósł to. To była mała, cenna tkanina, która leżała na twarzy Jezusa, najwyższej jakości jedwab morski. To, co Piotr zobaczył teraz w grobie na tej tkaninie oglądanej w świetle poranka, stało się jasne jak słońce w okamgnieniu: nikt nie zabrał Pana z grobu. Jezus nie został wykradziony ani wyniesiony. Coś całkowicie nowego było teraz na świecie. Tutaj Chrystus patrzył na niego! Z otwartymi oczami! Żaden człowiek nie widział tego wcześniej.

Ta tkanina „nie ludzką ręką uczyniona”, jak zostało później powiedziane, to było prawdziwe Oblicze. Trzy dni wcześniej Piotr powiedział, że nie zna tego człowieka. Kilka godzin później musiał obserwować z odległości i słuchać, jak Jezus, ociekający krwią, zawołał z krzyża donośnym głosem i oddał ducha. Piotr wciąż próbował otrząsnąć się z szoku i nagle teraz sam Chrystus spoglądał na niego z chusty w jego rękach. Teraz Go znał. Teraz rozpoznał Go natychmiast. Oszałamiająca pustka płócien w grobie i wieść na obrazach mówiły: „Ja żyję”. Jezus nie był już dłużej wśród umarłych. Tym, co mogło odnosić się do tego obrazu, był nie inny obraz, nie ikona czy jakikolwiek rodzaj portretu – to, co Piotr tam zobaczył, sugerowało obecność żywego człowieka. To było jednoznaczne. Potem również Jan wszedł do środka, dodaje w swojej Ewangelii, mówiąc o sobie: „A gdy zobaczył, uwierzył” (J 20,8). Jan był „umiłowanym uczniem Jezusa”, co często sam podkreślał. W swojej relacji nie mówi on o Piotrze, jakoby ten zobaczył i uwierzył. Czy zatem może być tak, że to nie Piotr pierwszy uniósł transparentną chustę, trzymał ją pod światło i pierwszy zobaczył otwarte, żywe oczy Zmartwychwstałego na tkaninie, tylko raczej Jan? Może to Jan był tym, który choć pozwolił Piotrowi wejść najpierw, teraz pierwszy „zobaczył i uwierzył”. Przecież z nich dwóch jedynie Jan mógł być obecny podczas grzebania ciała Jezusa, a zatem tylko on miał prawo wiedzieć, że „ta chusta była na głowie (Jezusa)”. Tylko naoczny świadek pochówku mógł mieć taką wiedzę. Mało prawdopodobne, że Piotr wiedział cokolwiek o tej chuście. Piotr musiał w grobie doświadczyć czegoś podobnego do tego, co przeżył Secondo Pia w Turynie w 1898 roku, oglądając pierwsze wywołane klisze całunu pod czerwonym światłem ciemni fotograficznej – tylko o wiele mocniej. W grobie na pewno widział znak niewiarygodnego wydarzenia nocy paschalnej i nie mogło nim być tylko brakujące ciało Jezusa. To, co Piotr – lub Jan – podniósł w grobie z „innego miejsca” i trzymał pod światło, było pierwszym komentarzem do tego, co się tam wydarzyło. Do dzisiaj mała tkanina pochówkowa (Chusta z Manoppello) uzupełnia tę dużą (Całun Turyński) i dodatkowo ją tłumaczy. One dopiero razem pasują do Ewangelii Jana jak ostatnie kawałki układanki.

Nieczyste staje się święte

– Piotr i Jan w pośpiechu pozbierali wszystkie tkaniny. Musieli je przenieść w bezpieczne miejsce. Nie mogli pozwolić, aby cokolwiek zostało w ciemnym grobie! Wiedzieli tylko to: śmierć straciła swą moc w tym miejscu. Umarły nie był już umarłym; tkaniny nie były już nieczyste. Gdyby Chrystus nie pokazał uczniom twarzy w świetle poranka na sudarionie, z pewnością wszystko by tam zostawili. Byli pobożnymi Żydami, którzy nie zabierają płócien pochówkowych z pustych grobów. W tradycji Miszny judaizm jest pełen surowych zasad, które uznają za nieczyste wszystko, co jest nawet pośrednio związane z ciałami zmarłych i grobami. Całun Turyński, mający odtąd językiem obrazu opowiadać pierwotnej społeczności chrześcijańskiej Jerozolimy o męce Chrystusa, nie ocalałby bez tej małej tkaniny pochówkowej, w której zmartwychwstały Pan pokazał swoją twarz. Maria Magdalena zostawiła w grobie wszystko tak, jak tam leżało, i natychmiast pobiegła do apostołów. Piotr i Jan mogli zrobić to samo. Mogliby wszystko tam zostawić, gdyby ta mała jaśniejąca światłem tkanina ich nie poruszyła. Mogliby po prostu wybiec. Ale obraz światła na chuście jest brakującym ogniwem nocy paschalnej, który scala w logiczny ciąg wszystkie akcje i reakcje tych kilku chwil. Uczniowie zabrali chustę, jak również wszystkie inne tkaniny ze sobą. To mogło być uczynione tylko w tajemnicy. I przynieśli te tkaniny nie na policję, ale do Marii i apostołów. Potem „uczniowie wrócili (...) z powrotem do siebie” – pisze Jan (J 20,10). Może do gospody na górze Syjon, gdzie cztery dni wcześniej obchodzili święto Paschy z Jezusem, może do groty w ogrodzie Getsemani, gdzie znaleźli miejsca mieszkalne dla pielgrzymów na czas święta. „Do siebie” w tych dniach oznaczało nie tyle do własnych domów, ile do wspólnoty apostołów z Marią. Te tkaniny były im przyniesione w poranek paschalny. Dla pierwotnej społeczności chrześcijańskiej stanowiły bezcenny skarb. Informacje nie tylko o ich pochodzeniu, ale także samym istnieniu musiały być całkowicie wyciszone i trzymane w tajemnicy. Pierwsze „dokumenty” Ewangelii powstały na najbardziej nieczystych zwojach, jakie Żydzi mogli sobie w ogóle wyobrazić, nie mogło być zatem mowy o przechowywaniu ich gdziekolwiek indziej, jak tylko w najtajniejszym pomieszczeniu. Gdyby wiedza o tych tkaninach i dokonanym przez apostołów sprzeniewierzeniu się nakazom rytualnej czystości szerzyła się dalej, wczesne chrześcijaństwo i jego pierwszy „dom” nie przeżyłyby tego skandalu. Pomimo to Jan nie trzyma tego w całkowitej tajemnicy. Osiem wersetów po jego relacji ze spotkania z tkaninami w grobie czytamy w Ewangelii, że tam, „gdzie przebywali uczniowie” i drzwi były zamknięte „z obawy przed Żydami” (J 20,19), wieczorem w pierwszy dzień tygodnia przyszedł Jezus i, stanąwszy znowu pośrodku nich z pozdrowieniem pokoju, tchnął Ducha na każdego z nich i pokazał im swoje rany (które w tym czasie były już „wypisane” na dużej pochówkowej tkaninie). Sama „obawa przed Żydami” mogła skłonić apostołów, którzy sami byli Żydami, do jednego: ucieczki w stronę Betlejem lub do Gazy albo Jordanu, Jerycha czy na wzgórza Galilei. We wszystkich tych miejscach byliby bezpieczni. Zamiast tego z obawy przed Żydami już pierwszego niedzielnego wieczoru nagle... zaryglowali drzwi. Nie mogli mieć żadnego innego powodu niż ten zaskakujący i niebezpieczny nowy skarb pośród nich. W przeciwnym razie ich zachowanie jest ledwo zrozumiałe. To było tak zwane arcanum (ściśle strzeżona tajemnica) wczesnego chrześcijaństwa – to, co było wcześniej najbardziej nieczystą rzeczą, stało się nagle czczone jako najczystsze ze wszystkiego. Pogłoska o wizerunku oblicza Boga „nie ludzką ręka wykonanym” stopniowo wypełniała cały dom chrześcijaństwa niczym woń kadzidła.

Paul Badde „Twarzą w Twarz. Świadkowie koronni zmartwychwstania”, „Gość Niedzielny”/ Wydawnictwo Niecałe, 2013