publikacja 28.03.2013 00:15
Gdzie te czasy, gdy telewidzów bawił Kabaret Starszych Panów, a na scenie mogliśmy oglądać występy Dudka? Jak bardzo zmieniły się standardy w tej dziedzinie, skoro za występ kabaretowy uchodzi stand-up kabaretu Limo?
PAP/Grzegorz Jakubowski
Tylko nieliczni artyści, jak Kabaret Moralnego Niepokoju, są dziś naprawdę zabawni
W telewizji publicznej mogliśmy niedawno usłyszeć takie „satyryczne” kawałki: „Papież to jest zwykły człowiek. No nie wiem, puści bąka? Nie! Papież? Tak, normalnie, zjada, przełyka, trawi (…) Jemu się czasami nie chce. Czasami wyjdzie, stanie, pomacha, ale tak mu się nie chce, że ma tylko górę założoną. Na dole, nie wiem, jakieś slipy w grochy albo w jakieś święte... nie wiem, w Jezusy na przykład”. Czy ktoś już się śmieje? Bo mnie bynajmniej nie jest do śmiechu.
Ten skądinąd utalentowany artysta, znany m.in. ze świetnych skeczy parodiujących prof. Miodka, poprzedniego prezydenta naśladował tak, jakby przedrzeźniał osobę niepełnosprawną umysłowo. Z dyszenia, cmokania i ciągłego wystawiania języka uczynił główną atrakcję swojego występu. To prawda, że parodia polega na przerysowaniu pewnych cech, tu jednak mieliśmy do czynienia z przekroczeniem granic dobrego smaku. Czy to znaczy, że Polacy oczekują takiego humoru? Zdaniem Roberta Górskiego z Kabaretu Moralnego Niepokoju, kabaret i telewizja odpowiadają na zapotrzebowanie widzów. – Wielokrotnie spotykamy się z zarzutami, że jesteśmy za mało kontrowersyjni, za mało ostrzy. Ludzie chcą przekraczania granic – zwierza się portalowi wPolityce.pl. Satyryk zauważa też, że na forach internetowych występ Limo budzi albo skrajne oburzenie, albo zachwyt.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł