publikacja 25.05.2005 10:51
Hiszpański Episkopat wyraził stanowczy sprzeciw wobec zachowania prezydenta Katalonii, socjalisty Pascuala Maragalla (PSOE), oraz lidera republikańskiej partii Katalonii (ERC), José Luisa Carod-Roviry - podało Radio Watykańskie.
Podczas oficjalnej wizyty w Izraelu użyli oni korony cierniowej, symbolu męki Chrystusa, jako przedmiotu żartów i dowcipów. W ubiegłą sobotę hiszpańska prasa opublikowała zdjęcie przedstawiające obu polityków, których postawa obraziła „uczucia wierzących i niewierzących w Hiszpanii i na całym świecie”, napisali biskupi w komunikacie. Osoby prawdziwie wrażliwe na wolność religijną i uczucia wiernych szanują miejsca i symbole religijne i powstrzymują się, aby z nich szydzić i ranić w ten sposób ludzi, którzy otaczają je czcią. Biskupi wyrażają głęboki niesmak z powodu zachowania obywateli, którzy w imię pełnionych funkcji politycznych powinni byli uszanować podstawowe prawa tych, których reprezentują. Wyrażamy nasz kategoryczny sprzeciw wobec godnych pożałowania faktów, które wydarzyły się w tak drogim i widocznym dla całego chrześcijaństwa miejscu, a które dotknęły cały Kościół i przedstawiły w złym świetle nasz kraj, czytamy w komunikacie. Swój sprzeciw wyraziły także wspólnoty żydowska, muzułmańska i protestancka. O sprawie napisała tez Gazeta Wyborcza: Gafy i prowokacje stają się specjalnością nowego rządu Katalonii. Kościół katolicki, protestanci, żydzi i muzułmanie zgodnie zaprotestowali przeciw najnowszej z nich: "rodzinnej" fotografii przywódców katalońskich w cierniowej koronie nieopodal Grobu Pańskiego w Jerozolimie Socjalistyczny prezydent Katalonii, autonomicznej prowincji hiszpańskiej, Pasqual Maragall oraz jego sojusznik radykalny nacjonalista Josep Lluis Carod-Rovira pojechali z delegacją oficjalną do Izraela tydzień temu. W piątek pierwsze strony hiszpańskich gazet obiegła fotka, na której rozbawiony prezydent Maragall robi zdjęcie zachwyconemu Carodowi-Rovira, który trzyma nad głową koronę cierniową. Obaj panowie stali u Grobu Pańskiego w Jerozolimie, koronę kupili na straganie, a sens rubasznej krotochwili zasadzał się na tym, że Carod-Rovira, znany z ekscesów przywódca niepodległościowej partii Esquerra Republicana de Catalunya, pokazywał kompanom, jakie to katusze cierpi w Hiszpanii, gdzie nim poniewierają.
Wczoraj biskupi hiszpańscy, przywódcy protestantów, a także społeczności żydowskiej i muzułmańskiej w Hiszpanii zgodnie zaprotestowali przeciw "pożałowania godnym", "obraźliwym kpinom" z religii i ludzi wierzących, "nieodpowiedzialnym i frywolnym" zachowaniom "szkodzącym ponadto wizerunkowi naszego narodu na świecie". Nawet wspierający katalońską autonomię i często atakujący politykę Madrytu wobec niej barceloński dziennik "La Vanguardia" stracił cierpliwość do lokalnych przywódców: "Rządowi Katalonii udało się coś niebywałego w dziejach Hiszpanii: ściągnął na siebie zgodną krytykę trzech wielkich monoteistycznych religii". W czasie tej samej wizyty delegacja rządu Katalonii złożyła pod pomnikiem ofiar Zagłady wieniec z kwiatów, przy którym była tylko flaga Katalonii, brakowało zaś hiszpańskiej. A Carod-Rovira, patrząc na mur wzniesiony przez Izrael dla oddzielenia jego ziem od Palestyńczyków, porównał postępowanie Izraelczyków do nazistów. Josep Carod-Rovira ma powody, by się skarżyć na to, jak go w Hiszpanii traktują, bo usilnie sobie na to zapracował. Hiszpanie mają zaś powody, by go źle traktować. To on bowiem jako premier Katalonii, krótko po wygranych wyborach lokalnych, na przełomie 2003/2004 roku spotkał się potajemnie na południu Francji z przywódcami terrorystycznej organizacji baskijskiej ETA, u których wyjednał zawieszenie terroru w Katalonii. Katalończyk nie miał najwyraźniej nic przeciw temu, ETA zabijała Hiszpanów w innych prowincjach kraju. Jakby chciał powiedzieć: "Bask i Katalończyk dwa bratanki: nie chcemy macochy Hiszpanki". Jednogłośne oburzenie, jakie wzbudziło schadzka premiera katalońskiego z terrorystami, zmusiło go do odejścia ze stanowiska. Pozostał jednak liderem jednej z trzech partii koalicji rządzącej Katalonią, na której czele stoi socjalista Maragall. I w tym charakterze kilka miesięcy później obwieścił, że wezwie do zbojkotowania kandydatury Madrytu do organizacji letniej Olimpiady. Kolejna awantura kazała zaraz odwołać groźby bojkotu. Teraz katalońska wyprawa do Izraela, w której nie wiadomo, jaką pełni rolę Carod-Rovira, nie będąc członkiem rządu, kończy się kolejnym skandalem z udziałem jego i prezydenta autonomii.