Kościół demokracji nie uzdrowi

Rzeczpospolita/Janusz A. Majcherek/a.

publikacja 11.04.2006 12:28

Rosnące wpływy religii na życie publiczne częściej prowadzą do ograniczania, niż wzbogacania publicznego dyskursu - twierdzi publicysta Rzeczpospolitej Janusz A. Majcherek.

Jeśli ktoś marzył, że masowe dni skupienia, odbyte rok temu po śmierci Jana Pawła II, trwale odmienią wspólnotę Polaków i jej funkcjonowanie, ten musi obecnie przeżywać przykre rozczarowanie - uważa Majcherek. Życie publiczne w Polsce nie tylko nie nabrało głębszych treści i wznioślejszych form, lecz uległo dalszej prymitywizacji i wulgaryzacji. Dziś może bardziej niż dotąd płonne wydają się złudzenia, że Kościół może pomóc w naprawie polskiej demokracji, choć rządzący politycy lgną do niego częściej niż dotychczas. Bardziej prawdopodobne, że Kościół na tym straci, niż demokracja zyska. Według Majcherka oczekiwania na pozytywną misję Kościoła w procesie budowania demokracji towarzyszyły już jej pokomunistycznym początkom. Józef Tischner pisał wówczas: "Naszym celem jest dziś zbudowanie państwa demokratycznego, państwa ładu prawnego. Wydaje się pewne, że zbudowanie takiego państwa jest dziś niemożliwe bez pomocy Kościoła katolickiego". Chwila namysłu wystarczyłaby do uświadomienia sobie poważnych wątpliwości z taką supozycją związanych. Znane są z niedawnej historii przykłady budowania demokracji bez pomocy Kościoła (Japonia, Izrael, Indie), a nawet po części wbrew Kościołowi (Hiszpania, Portugalia). Sugestia, że bez wsparcia Kościoła katolickiego będzie trudno zbudować demokrację w społeczeństwie postkomunistycznym, pozwalałaby przypuszczać, że Czesi czy Estończycy nie poradzą sobie z tym tak dobrze, jak Polacy. Dziś na śmieszność naraziłby się wszakże ktoś usiłujący twierdzić, że polska demokracja jest lepsza od czeskiej. Jeśli nie chcemy obarczać Kościoła współwiną za słabości i ułomności polskiej demokracji, lepiej byłoby uznać, że z jej budowaniem nie miał nic wspólnego. To jednak oczywista nieprawda. Znany interpretator papieskiego nauczania o. Maciej Zięba kilka lat temu zawyrokował wyniośle: Kościołowi demokracja nie jest niezbędna, to Kościół jest niezbędny demokracji. Można zapytać: do czego?

Zdaniem publicysty Rzeczpospolitej niełatwo byłoby bronić tezy, że tylko Kościół katolicki może korzystnie wpływać na demokrację, bowiem społeczeństwa niekatolickie byłyby wówczas skazane na brak demokracji lub jej gorszą jakość, co ani nie odpowiada dotychczasowym faktom, ani rozsądnym przypuszczeniom co do przyszłości. Czy zatem tę pozytywną rolę, jaką rzekomo dla demokracji w społeczeństwie katolickim może odegrać Kościół katolicki, w innych miałyby do spełnienia instytucje wyznaniowe w nich właśnie dominujące? Supozycja, że dla ułatwienia procesu tworzenia demokracji w Iraku należałoby zwiększyć wpływy tamtejszych instytucji muzułmańskich, a złagodzeniu bolączek demokracji izraelskiej przysłużyłoby się większe publiczne zaangażowanie rabinatu, brzmią cokolwiek absurdalnie. Nie brakuje w Polsce wezwań do dalszego zwiększania roli religii, ale jedynie katolickiej - zauważa Majcherek. Niektóre posuwają się do otwarcie zgłaszanego postulatu ustanowienia państwa wyznaniowego. Trudno sobie wyobrazić pogodzenie takiego modelu życia publicznego z demokracją. Są to pomysły nie na wzbogacenie czy ulepszenie demokracji, lecz jej unicestwienie. Bolączki demokracji zniknęłyby wówczas wraz z nią. Majcherek zwraca uwagę, że międzynarodowe badania, prowadzone w ramach programu World Values Survey, potwierdzają korelację między zasięgiem i poziomem religijności w danym społeczeństwie a rozpowszechnieniem w nim i siłą przekonań o istnieniu obiektywnych wartości oraz deklaratywną ich afirmacją. Nie wykazują natomiast znaczącego wpływu tych postaw i przekonań na realne zachowania indywidualne i społeczne, a już zwłaszcza na jakość życia politycznego. Najwyższy poziom akceptacji wartości umocowanych religijnie oraz opartego na nich rygoryzmu moralnego wykazują społeczeństwa, w których panują niedemokratyczne reżimy (np. muzułmańskie) lub demokracja jest słaba i marna (np. południowoamerykańskie). Pewien wyjątek stanowią Stany Zjednoczone, będące jednak krajem wielowyznaniowym. W konkluzji artykułu publicysta Rzeczpospolitej pisze: Czy deklaratywne respektowanie dekalogu przez Polaków sprawia, że mniej kradną i oszukują niż zlaicyzowani Czesi, a polscy politycy rzadziej posługują się fałszywym świadectwem przeciw bliźniemu swemu, niż czynią to areligijni politycy francuscy czy szwedzcy? Nadzieje na to, że wzrost wpływów wspólnoty wyznaniowej, jaką jest Kościół katolicki, na życie publiczne w Polsce może podnieść jakość polskiej demokracji, należy uznać za płonne. Poziom demokracji w Polsce będzie zależał od tego, jak wielu obywateli zechce się przyczynić do jego podniesienia, a nie od tego, ilu mieszkańców i polityków będzie deklarować więź z Kościołem i kierowanie się jego nauczaniem. Dobrej demokracji potrzebni są dobrzy demokraci, a niekoniecznie dobrzy katolicy - stwierdza na zakończenie Janusz A. Majcherek.