Chrześcijanie wychodzą z katakumb

Rzeczpospolita/a.

publikacja 16.08.2006 20:06

Dzięki Janowi Pawłowi II we Francji odradza się wiara, chrześcijanie stają się bardziej widoczni - mówi Rzeczpospolitej Denis Lecompte, proboszcz pierwszego miasta we Francji, które ma plac imienia polskiego papieża

W bardzo ciekawym reportażu Grzegorza Dobieckiego opublikowanym w Rzeczpospolitej czytamy: Cambrai leży na brzydkiej Północy, liczy 40 tysięcy mieszkańców i lata świetności ma za sobą. Niegdyś tutejszy arcybiskup nosił tytuł księcia Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, a jego włości sięgały po belgijskie Anvers. Od kiedy w departamencie Nord zamknięto ostatnie kopalnie węgla, pracujący w nich Polacy rozjechali się po świecie. Cały region stracił na znaczeniu. Cambrai wraz z nim. Ale miasto zachowało powód do dumy: bizantyjską ikonę Matki Boskiej Łaskawej. W bazylice pod tym samym wezwaniem święty obraz trwa od 1452 roku. Opuszcza mury raz w roku, 15 sierpnia. Niesiony w maryjnej procesji dociera do Rogatek Łaski, a potem wraca na dziedziniec przed kościołem. To miejsce, nazywane dotąd placem Świętego Grobu albo placem Poczty, ma od wczoraj nowego patrona: Jana Pawła II. "Bądźcie wolni" Marmurową tablicę o wymiarach 120 na 60 cm przytwierdzono na budynku poczty. Świadomie: na pocztę chodzą nie tylko wierni. Tablicę zdobi podobizna Karola Wojtyły wygrawerowana techniką laserową. Są też dwa cytaty: pierwszy to słowa Ojca Świętego: "Bądźcie mężczyznami i kobietami naprawdę wolnymi". Drugi pochodzi z Psalmu 85; mówi o spotkaniu Miłości i Prawdy, o jedności Sprawiedliwości i Pokoju. Oba pieczołowicie wybrane. Dlaczego te? Bo są godne wyrycia nie tylko w kamieniu, ale i w sercach. Bo taki wybór przemawia nie tylko do wierzących. Bo to słowa, które mogłaby wypisać na swych sztandarach Republika Francuska. Bo podobne przesłanie odrodziło Polaków. Tak tłumaczy to ksiądz Denis Lecompte, proboszcz parafii Cambrai, dziekan bazyliki Notre Dame de Grace. Doktor nauk, członek Rotary Club. Do pisania rozpraw i rozległych kontaktów towarzyskich przyznaje się chętnie. Nie chce się natomiast przyznać do roli, jaką odegrał w przekonaniu rajców miejskich do pomysłu "placu Jana Pawła II". Od czego jednak "lokalne źródła"? Madame Sophie opowiada, że to nie "parafianie" zgłosili projekt. - To wszystko nasz ojciec Denis - wyjaśnia szeptem Monsieur Robert. Oboje przyglądają się maryjnej procesji zza pleców tłumu, który czeka na dalsze atrakcje: kawalkadę jeźdźców, pochód szczudłonogich, kapele, tańce, fajerwerki. Na świeckie święto miasta, które ceremonią kościelną poprzedził mądry ksiądz. Proboszcz zgłosił projekt w kwietniu, w pierwszą rocznicę śmierci Jana Pawła II. Przekonał ojców miasta, że "osobowość, słowa i czyny zmarłego papieża są ciągle źródłem refleksji, wykraczającej daleko poza kręgi katolickie". Zapewnił, że większość mieszkańców Cambrai będzie dumna z placu Jana Pawła II. Radni podjęli decyzję szybko. Paryż po Cambrai Cambrai jest pierwszym francuskim miastem, które uhonorowało w ten sposób Jana Pawła II, nie czekając na zwyczajowe pięć lat od śmierci. W stolicy jego imię zostanie nadane 3 września dziedzińcowi przed słynną katedrą Notre Dame. Cambrai nie czerpie powodów do dumy z faktu, że wyprzedziło Paryż. Skromne miasto Północy chlubi się tym, że jego radni podjęli decyzję w sposób jednomyślny i godny. Merem Cambrai jest polityk rządzącej prawicy Francois-Xavier Villain. Rada miasta to panorama wszystkich stronnictw - od skrajnej lewicy po nacjonalistów. Jan Paweł II przezwyciężył podziały. - Ważniejsza od jednomyślności radnych była powszechna aprobata mieszkańców - mówi Villain. Nam przyszło to łatwiej niż paryżanom, bo my - ludzie prości - chyba prędzej potrafimy rozpoznać wartość drugiego człowieka. A na pewno już takiego człowieka, jakim był Jan Paweł II. Tablicę odsłonił arcybiskup Cambrai Francois Garnier. Nie rozwodził się nad wielkością zmarłego papieża. Najmocniej zabrzmiało jego osobiste wspomnienie o Ojcu Świętym. Niedługo przed śmiercią pytał arcybiskupa nie tylko o liczbę seminarzystów w departamencie Nord, lecz również o liczbę bezrobotnych. Ksiądz Garnier podziękował radzie miejskiej i Villainowi za "cud jednomyślności".

W Paryżu takiego cudu nie było. W połowie czerwca mer stolicy, socjalista Bertrand Delanoe przedstawił projekt uzupełnienia historycznej nazwy dziedzińca przed katedrą: "Parvis de Notre Dame" o drugi człon: "Place Jean Paul II". Poparli go członkowie władz miasta z centroprawicy, a także rajcy socjalistyczni. Delanoe, nieukrywający homoseksualizmu, wyjaśnił, że nigdy nie zgadzał się z Janem Pawłem II w kwestiach społecznych i obyczajowych. Uznał jednak "historyczne zasługi" papieża dla dialogu chrześcijan z żydami i muzułmanami, jak również jego rolę w odzyskaniu wolności przez kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Oburzenia nie kryły formacje wojującej "lewicy laickiej": komuniści, Zieloni, lewicowi radykałowie i "obywatelscy republikanie". Według najbardziej skrajnych opinii zmarły papież winien był stanąć przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym za współudział w zbrodniach przeciwko ludzkości. Tak interpretowali jego stanowisko w sprawie aborcji i antykoncepcji. Federacja Wolnej Myśli protestowała przeciw "łączeniu kultu katolickiego z miejscem publicznym". Imię Jan Paweł II nazwała "pseudonimem niejakiego Karola Wojtyły". Na wirażu Ojciec Denis Lecompte kwituje to smutnym milczeniem. Nauka Kościoła katolickiego nie jest administracyjnie narzucona, można się z nią nie godzić - ale nie sposób wyrywać chrześcijańskich korzeni Francji. - A my przestaliśmy je pielęgnować. Wokół plenią się chwasty. Więc jak mają obrodzić owoce? - pyta. I ciągnie: - Jesteśmy na cywilizacyjnym wirażu. Znikają ważne punkty odniesienia. Drogowskazy wyznaczające szlak. Takim punktem odniesienia był Jan Paweł II. Mają rację gazety, które dostrzegają, że właśnie dzięki Niemu we Francji odradza się wiara, a chrześcijanie stają się bardziej widoczni. Jakby drugi raz wychodzili z katakumb. Uroczystości w Cambrai, poza prasą lokalną i katolicką, zauważył tylko "Le Figaro". Konserwatywny dziennik napisał, że "Francja wyznaje kult Jana Pawła II", co jest uogólnieniem nieprawdziwym. Nawet w Cambrai padały głosy, że nowa nazwa placu skomplikuje życie mieszkańcom: będą musieli zmieniać adres. Katolicki "La Croix" opublikował wyniki sondażu, które wskazują, że katolicy stanowią 65 proc. ludności Francji, o 10 proc. mniej niż przed 20 laty. Wzrósł (do 27 proc.) odsetek osób deklarujących się jako "bez wyznania". Ale w Cambrai więcej niż narzekań było okrzyków: santo subito! Są i inne znaki. 15 sierpnia 2003 roku katolicy współpracujący z rektorem katedry Notre Dame zorganizowali procesję na Sekwanie. Nie byli pewni, czy uda im się wskrzesić tradycję. Zainteresowali niewiele ponad tysiąc osób. W tym roku chętnych były już cztery tysiące. - Niegdyś podobne uroczystości były jak słupy milowe naszej wiary. Ścięto je, a może spróchniały. Teraz stawiamy je na nowo, choćby na Sekwanie - mówi Jean-Pierre Cartier, emerytowany profesor historii. - Nie wszystkim to się podoba, nieraz słyszymy przykre słowo, nawet wyzwiska. Jednak jestem przekonany, że mamy do czynienia z odradzaniem się pobożności. Nie tej powierzchownej, na pokaz i od święta, ale głębokiej - bo spontanicznej. Nie mam wątpliwości, że Francja zawdzięcza renesans wiary Janowi Pawłowi II. Nie na darmo odwiedzał nasz kraj równie często, jak Polskę. Święto religijne w Cambrai przeradza się w święto miasta. Festyn gromadzi więcej ludzi niż procesja. Bardziej niż wspólna modlitwa kuszą karuzele, strzelnice, zderzające się samochodziki. Ojciec Lecompte, dziarski 60-latek, pewnie wolałby zderzyć się z merem, niż odpowiadać na natrętne pytania. Czy Francja jest rozdarta między tradycją "najstarszej córki Kościoła" i współczesnością "republiki laickiej"? - Jestem szczęśliwy, że w moim mieście, na placu Jana Pawła II, żadnego rozdarcia nie widać - odpowiada. GRZEGORZ DOBIECKI z Cambrai