publikacja 08.08.2013 00:15
O duchowej wielodzietności, Bożej redystrybucji dóbr oraz odkryciu miejsca idealnego z Szymonem Hołownią rozmawia Agata Puścikowska.
archiwum fundacji kasisi
Szymon Hołownia z małym Szymonem z Zambii
Agata Puścikowska: Przedstawisz nam Szymona?
Siostry robiły, co mogły, żeby mnie zniechęcić: „O, może w nocy podyżuruje pan przy niemowlakach? Bo wie pan, węże wpełzają do sypialni, chcą je zjeść…”. Itd., itp. Bałem się więc tych węży, malarii, dengi, skorpionów. W końcu nauczyłem się odmawiać „psalm antymalaryczny” (91), gdzie wyraźnie jest napisane, że Bóg wybawia człowieka od „zarazy skradającej się w mroku” i „od moru niszczącego w południe”. I mam spokój. (śmiech) Od razu uderzyło mnie, że Kasisi to miejsce, gdzie chrześcijaństwo występuje w stanie czystym. Proporcje modlitwy do pracy, śmiechu do łez, gadania do milczenia, planu do improwizacji są tu idealne. To kochająca się wspólnota sióstr, w pełni odwzajemniona miłość do dzieci. Jeżdżę tam cztery–pięć razy w roku, mam już tam swój domek. Każde wyrwanie się do Kasisi to dla mnie rekolekcje.
Gdy ma się dzieci w Afryce, inaczej robi się codzienne zakupy?
Filantropijna Europa nie da się lubić.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł