publikacja 22.08.2013 00:15
Prawdopodobna beatyfikacja G.K. Chestertona daje nadzieję, że katolicy wreszcie go odkryją. A jest kogo. „Był jednym z najgłębszych myślicieli, jacy kiedykolwiek istnieli, był myślicielem głębokim, ponieważ miał rację, i nic nie mógł na to poradzić, że miał rację”. (Étienne Gilson)
AKG Images /EAST NEWS
Gilbert Keith Chesterton (1874–1936)
Nie potrafię zrozumieć, dlaczego katolicy nie znają Chestertona. Jeden z moich profesorów w seminarium zawołał kiedyś w uniesieniu na wykładzie: „Kto nie przeczytał »Wyznań« św. Augustyna, jest barbarzyńcą!”. Natychmiast poleciałem do biblioteki. Niestety, nikt nie wspomniał ani słowem o Chestertonie i jego pisarstwie. Dziś nadrabiam zaległości. Lektura jego książek przywraca wiarę w sens posługiwania się słowem, jest odtrutką dla duszy zmęczonej bełkotem mediów. Humor, lekkość, erudycja, zdrowy rozsądek, nakłuwanie balonów głupoty strojącej się w piórka postępowych mądrości, zamiłowanie do polemiki, ale bez napastliwości oraz, co może najważniejsze, obrona wiary i ukochanie Kościoła katolickiego, który odkrył jako swój intelektualny i duchowy dom – to wszystko i o wiele więcej znajdziemy w tekstach tego angielskiego dżentelmena o charakterystycznej sylwetce, najsłynniejszego angielskiego konwertyty obok bł. kard. Johna Newmana.
Katolicyzm to „jedyna religia, która odważyła się zejść ze mną w otchłanie mnie samego”. „Doktryny katolickie spoiły w jedno całe moje życie, od samego zarania, czego żadne inne nie zdołały sprawić. Wywarły zwłaszcza wpływ na główną ideę mojego życia. Jest to idea, że trzeba przyjmować wszystko z wdzięcznością, a nie uznawać za oczywiste”. Uroczystość przyjęcia do Kościoła była bardzo skromna i prywatna. W Beaconsfield, gdzie mieszkał, katolicy gromadzili się w brzydkiej kaplicy przerobionej z pokoju hotelowego. Tam Gilbert przyjął chrzest z rąk ks. O’Connora i swoją Pierwszą Komunię. Przygotowywał go do niej miejscowy duszpasterz ks. Walker, o tuszy podobnej jak u Chestertona. Kiedy miejscowa gazeta zrobiła im zdjęcie podczas jakiegoś odpustu, podpisała je: „Giganci wiary”. Frances Chesterton przyjęła katolicyzm w 1926 roku.
A czynił to dowcipnie, z błyskiem, inteligencją, ale i zawsze z szacunkiem dla swoich antagonistów. Wielkim pożytkiem z ewentualnej beatyfikacji byłoby przywrócenie pamięci o Chestertonie, odkrycie jego dzieł, które pozostają niedoścignionym wzorem zaangażowanej publicystyki. Bez żadnej przesady można go nazwać współczesnym ojcem Kościoła. Jego teksty pomagają zrozumieć, o co toczy się w istocie gra we współczesnym świecie. Uczą myślenia wiarą, pokory i wdzięczności, radości i dumy z bycia katolikiem. „Kościół katolicki jest jedyną rzeczywistością, która wybawia człowieka od poniżającej niewoli bycia dzieckiem swojego czasu” – pisał. Żałuję, że nie możemy usłyszeć jego komentarza na temat beatyfikacji. „Aniołowie potrafią latać, bo traktują siebie lekko” – powiedział kiedyś. I chyba w tę stronę by to szło. • Korzystałem z książek: D. Ahlquist „Apostoł zdrowego rozsądku” oraz J. Rydzewska „Obrońca wiary”.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł