Ból każdej matki

ks. Tomasz Jaklewicz

GN 37/2013 |

publikacja 12.09.2013 00:15

Pieta – wizerunek Maryi trzymającej martwe ciało Syna – to przejmujący motyw chrześcijańskiej sztuki. Mówi o bólu Matki Jezusa i o cierpieniu każdej matki. Zarazem daje nadzieję. Maryja trzyma Ziarno, które musi obumrzeć, aby wydać plon.

Gotycka  Pieta z kaplicy sióstr niepokalanek w Kościerzynie zdjęcia zasoby internetu Gotycka Pieta z kaplicy sióstr niepokalanek w Kościerzynie

Najsłynniejsza pieta jest dziełem Michała Anioła. Można ją dziś oglądać przez szybę w bocznej kaplicy bazyliki św. Piotra w Rzymie. Młody artysta wyrzeźbił ją z jednego bloku marmuru, który sam wybrał. Kiedy usłyszał, że autorstwo jego dzieła jest przypisywane innemu twórcy, w złości wykuł na szarfie Maryi słowa: „Uczynił to Florentczyk, Michał Anioł Buonarroti”. Pieta watykańska jest doskonałym przykładem renesansowego podejścia do człowieka. Piękna, młoda, ale jakby nieporuszona twarz Madonny, ciało Chrystusa z idealnymi proporcjami, choć pomniejszone w stosunku do postaci Maryi, z lekko tylko zaznaczonymi ranami. Emanuje z tej sceny pokój, harmonia. Dramat pozostaje przesłonięty, przykryty przez estetykę, idealne piękno.

Pieta, czyli wierna miłość

Tuż po święcie Podwyższenia Krzyża (14 września) obchodzimy w liturgii dzień poświęcony Maryi Bolesnej. To wspomnienie wyrosło ze średniowiecznej pobożności, w której czcią otoczono Matkę Boleściwą. „Stabat Mater Dolorosa” (Stała Matka Boleściwa) – tymi słowami rozpoczyna się liturgiczny hymn (sekwencja), który opiewa współcierpienie Maryi stojącej wiernie do końca pod krzyżem Chrystusa. Pieta zrodziła się z tego właśnie nabożeństwa do Matki Bożej Bolesnej. Samo słowo wywodzi się od łacińskiego „Nostra Domina de Pietate”, czyli „Nasza Pani łaskawa, współczująca”. „Pietá” to włoski odpowiednik łacińskiego „pietas”, oznaczającego cnotę miłości, ale takiej, która wyraża się w wypełnianiu powinności względem Boga, rodziny czy ojczyzny. Pierwsze piety, pierwotnie rzeźby, a później także obrazy, powstały w XIII i XVI wieku w Niemczech. Nazywano je po niemiecku „Vesperbild”, co oznacza obraz wieczorny albo związany z nieszporami. Zdjęcie z krzyża miało miejsce wieczorem. Średniowieczna mistyczka św. Mechtylda z Hackerborn właśnie podczas nieszporów w Wielki Piątek zobaczyła ciało Chrystusa zdjęte z krzyża i złożone na kolanach Matki. Pieta jest przetworzeniem wcześniejszego motywu tzw. opłakiwania Chrystusa.

Tradycja bizantyjska przekazuje, że Jezus po zdjęciu z krzyża przez Józefa z Arymatei i Nikodema został ułożony na tzw. kamieniu namaszczenia. Umęczone ciało Zbawiciela opłakiwali Maryja, Jan, Maria Magdalena. Na bizantyjskich całunach liturgicznych pojawiają się także aniołowie biorący udział w żałobie matki i przyjaciół Jezusa. Trzynasta stacja Drogi Krzyżowej do słów: „Ciało Jezusa zdjęte z krzyża” ma często dopisek: „złożone w ramiona matki”. Średniowiecze znało także inny rodzaj piety. Taki mianowicie, w którym Bóg Ojciec podtrzymuje martwego Syna. Nazywano je „Pietas Dei”, „Pietas Patris” lub „Pietas Domini”. Nieraz pojawiał się tam także symbol Ducha Świętego – gołębica. Był to plastyczny wyraz prawd wiary: Bóg Ojciec przyjmuje ofiarę Syna, przez którą dokonało się pojednanie Boga z ludźmi. Cała Trójca jest zaangażowana w dzieło zbawienia człowieka. Maryjne piety czczone są do dziś w wielu kościołach i sanktuariach w Polsce. 25-lecie koronacji obchodzi właśnie figura czczona w Skrzatuszu w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej (więcej na s. 70). Maryja Bolesna przedstawiona w formie piety czczona jest między innymi w Oborach (diec. płocka), w Limanowej (diec. tarnowska), w Jarosławiu (diec. przemyska), w Kościerzynie (diec. pelplińska). W Poznaniu w kościele Matki Bożej Bolesnej znajduje się kopia Piety Michała Anioła, która pomogła w renowacji oryginału uszkodzonego poważnie przez szaleńca w 1972 roku.

Co ci, mój synu?

Ewangelie nie mówią o udziale Maryi w pogrzebie Syna. Św. Jan twierdzi krótko: „przy krzyżu Jezusa stała Jego Matka” (J 19,25). Ludowa pobożność widzi więcej, co wcale nie znaczy, że widzi fałszywie. Intuicyjnie przekłada oszczędną narrację ewangelisty na obrazy bliskie sercu. Przecież Matka musiała pogrzebać swojego Syna, przecież musiała ostatni raz przytulić swoje dziecko, owoc swojego łona. Pieta jest symbolicznym wyrazem dramatu, który rozegrał się w życiu Maryi, jest obrazem jej wiary wystawionej na najcięższą próbę. Są w niej obecne dwa wymiary: czysto ludzki i ten, głębszy, nadprzyrodzony. Oba aspekty ściśle się ze sobą łączą, przenikają i dopełniają. Patrząc tylko po ludzku, widzimy matkę, która przeżywa niewypowiedziany ból. Zabili jej syna. Tę uczuciową stronę znakomicie oddaje wiersz Stanisława Grochowiaka inspirowany obrazem Belliniego: „»Co ci, mój synu?« – mówi stara, strapiona kobieta/ Podtrzymując wyrozumiałe zwłoki, które ledwo zdjęto z krzyża/ »Wyglądasz tak dziwnie blado,/ Jakbyś dziś nie wziął do szkoły śniadania / Albo znowu się pobił tornistrami z tym łobuzem Judaszem,/ Już ja jego matce zrobię gwałt!«” („Bellini pieta” – fragment). Pieta obrazuje ból każdej matki, która żyje życiem swoich dzieci. I cierpi. Z tysięcy powodów… Z wiecznego niepokoju o los syna czy córki. Matka przeżywa nieraz ich własne klęski, choroby czy trudności mocniej i głębiej niż oni sami. Macierzyńskiej miłości, jak każdej miłości, towarzyszy nieodłączna doza cierpienia. Gdy dzieci pójdą w świat zakładać własne gniazda, matki doświadczają samotności, z którą nie zawsze potrafią sobie poradzić. Ich serca zawsze podążają za swoimi dziećmi. W przejmującym tomie Stanisława Różewicza „Matka odchodzi” powtarza się jak refren fraza: „Oczy matki spoczywają na mnie”. Poeta pisze: „Te oczy, uważne i czułe pytają milcząc »co cię martwi synku…?« Odpowiadam z uśmiechem »nic… wszystko w porządku, naprawdę, Mamo«, »no, powiedz – mówi Matka – co cię trapi?« Odwracam głowę, patrzę przez okno…”. I nieco dalej: „Matka patrzy na syna kiedy on stawia pierwsze kroki i potem kiedy szuka drogi, patrzy kiedy syn odchodzi, ogarnia spojrzeniem całe życie i śmierć syna”. To wszystko można wyczytać w piecie. Maryja jest obrazem każdej matki. Trzyma na rękach dorosłego syna jak dziecko na kolanach. Jakby kołysała Go do snu. Niektóre średniowieczne piety przedstawiały Chrystusa zdjętego z krzyża w takich proporcjach, jakby był dzieckiem. Michał Anioł powrócił do tematu Maryi Bolesnej jeszcze trzykrotnie. Jest autorem Piety z Palestriny (Florencja), Piety z katedry we Florencji i Piety Rondanini (Mediolan). Te dzieła tworzył w podeszłym wieku. Może dlatego nie ma już w nich spokoju i dbałości o szczegół, jak w Piecie watykańskiej. Widać tu cały dramatyzm, napięcie, niepokój, niewypowiedziany ból. Ciało Jezusa jest w tych trzech wizjach w pozycji pionowej. Maryja jakby próbowała Go podtrzymać. „Czy ten Chrystus jeszcze jakoś żyje? Czy Maryja uczy Go chodzić, jak kiedyś robiła to w Nazarecie? A może to On Ją tajemniczo podtrzymuje, dźwiga, unosi, jak to zrobi w chwili Wniebowzięcia?” – zastanawia się ks. Stanisław Pasierb. Porównanie tych różnych interpretacji tego samego tematu przez Michała Anioła zmusza do refleksji o tym, jak bardzo zmienia się nasz sposób patrzenia na życie, a zwłaszcza na tajemnicę cierpienia, wraz z wiekiem, z dojrzewaniem, z osobistym spotkaniem z bólem.

Ziarno musi obumrzeć

W chrześcijaństwie to, co ludzkie, jest splecione najgłębiej z tym, co Boże. Uniwersalny temat macierzyństwa naznaczonego cierpieniem zyskuje głębszy wymiar, kiedy spoglądamy na pietę z wiarą. Maryja przytula do serca ciało zniszczone, skrwawione, brudne. „Świat wyciąga łapczywie dłonie po młode i piękne ciała, brzydzi się kalectwem i chorobą, ucieka przed umarłymi” – zauważa ks. Pasierb. Maryja wraz z Nikodemem i Józefem z Arymatei uczą szacunku dla ludzkiego ciała, także umarłych. Ciałem Chrystusa są ci, z którymi Jezus się utożsamiał: ubodzy, chorzy, brzydcy, śmierdzący, pogardzani i odrzuceni przez świat. Chodzi więc o naszą „pietas”, czyli „zlitowanie się nad tymi, którzy wyglądają jak z krzyża zdjęci”, jak kapitalnie ujmuje to Pasierb. Podstawowym teologicznym tematem piety jest współcierpienie Maryi, czyli Jej współudział w dziele zbawienia. Maryja jest Matką Zbawiciela. Nie przypadkiem ikony przedstawiające Boże narodzenie pokazują małego Jezusa zawiniętego w grobowe opaski. Udział Maryi polega nie tylko na zrodzeniu wcielonego Boga, ale także na współuczestnictwie w Jego śmierci. Raz jeszcze sięgam po esej księdza-poety z Pelplina: „Pieta. Kiedy wymawiam to włoskie słowo, myślę po polsku: Matka Boska Siewna. Jezus jest ziarnem, które właśnie umarło i zostanie pogrzebane w ziemi. Które przyniesie plon obfity. »Wszelkie nasze cierpienie, nasza ofiara i śmierć są siewem niebieskim« – pisał Romano Guardini. Jezus jest umarłym ziarnem i już zżętym kłosem. Stacja XIII to chwila siewu i żniwa. Maryja jest siewcą i żniwiarzem z Biblii – jako nowa Ewa – pozostaje związana z życiem, z naturą, z ziemią”. Pieta wyraża też gest ofiarowania. Maryja trzymając w rękach Syna, jakby dawała nam Go – „błogosławiony owoc Jej żywota”. Przyjmijcie ukrzyżowanego Jezusa. Trwajcie do końca pod krzyżem. Tym swoim i tym Jego. Połączcie swoje cierpienia, samotność, ciemności, pytania bez odpowiedzi z Jego cierpieniem, milczeniem, klęską, pokorą, całą ciemnością Jego krzyża. On zbawia nas nie w triumfie, glorii, blasku, ale poprzez swoją śmierć. W Jego śmierci jest lekarstwo na wasz ból, na waszą śmierć. Maryja jest obrazem Kościoła. Także w motywie piety. Jak powiedział prymas Wyszyński, Ona trzyma w dłoniach także Mistyczne Ciało Chrystusa. Kościół umiera w tylu miejscach na ziemi. Umiera z powodu grzechów swoich dzieci, ich pychy, nieczystości, niewierności, głupoty, braku miłości Chrystusowej. Kościół nieraz wygląda jak trup. Maryja objawia się w wielu miejscach jako Matka Bolesna, załzawiona, która wzywa do nawrócenia. Kościół umiera także z powodu nienawiści, prześladowań. Umiera na Bliskim Wschodzie, w tysiącach współczesnych męczenników. Maryja z piety uczy nas mądrej zgody na Kościół poraniony, niedoskonały, cierpiący, umierający, pokorny, pozbawiony glorii. Powtarzamy każdego dnia: „Módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinie śmierci naszej”. Maryja jest obrazem macierzyńskiej miłości Boga, która z czułością podnosi ludzi z upadku, z grzechu, ze śmierci. Przemienia ciemność w nadzieję zmartwychwstania. Dlatego patrząc z wiarą na pietę, widzimy w niej znak nadziei. Widzimy miłość, która wszystko zwycięża. Nawet śmierć.