Słowo i Ciało

Gazeta Wyborcza/ks. Grzegorz Ryś/a.

publikacja 26.12.2007 10:21

Dopóki Słowo Boga nie stało się Ciałem, nie można było Go opluć, spoliczkować, zabić. To ryzyko każdego ucieleśnienia - napisał w Gazecie Wyborczej ks. dr hab. Grzegorz Ryś, rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie.

"Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami". Nowina tej Nocy. Nowina następujących po niej ośmiu dni (oktawa Bożego Narodzenia), z których dwa mają charakter świąteczny dla każdego, niezależnie od wyznawanej wiary. Wydarzenie ważne dla wszystkich następujących po nim dni - skoro przez wiele kolejnych wieków wykład ludzkiej historii dzielono na dzieje przed narodzeniem Chrystusa i dzieje po Jego narodzeniu. Znów w przeczuciu, że logika, która rządzi prawami tej Nocy, jest ważna dla każdego - niezależnie od jego osobistego stosunku do Boga i przyjmowanego światopoglądu. Jaka więc ona jest? - pyta ks. Ryś. Jaka jest owa logika - zmysł, wyczucie (łac. sensus) Chrześcijaństwa, których znaczenie w te Święta z Mocą rozrywa granice konfesyjne? "Słowo stało się Ciałem". Mądrość (Logos) stała się Człowiekiem - konkretnym Człowiekiem narodzonym w określonym czasie, w takich, a nie innych warunkach społecznych, gospodarczych i politycznych, w konkretnej rodzinie, w konkretnym miejscu na mapie świata - konkretnie: Jezusem z Nazaretu. I odtąd wiara objawiona, chociaż pozostała nadal "religią księgi" (Księgi - Biblii), to jednak wyznaczana przez nią relacja do Boga przestała być mierzona stosunkiem do Pisma, a zaczęła być mierzona intensywnością spotkania z Osobą. Tam gdzie w miejsce Księgi pojawia się Osoba, zmienia się charakter poznania - nie chodzi teraz o studia, ale o poznanie, które się rodzi ze wspólnoty (komunii) życia. Wiedza (oczywiście, że potrzebna!) zostaje podniesiona na poziom spotkania, a więc i doświadczenia. Prawo ustępuje (albo zostaje w procesie dynamicznej syntezy zsumowane do) miłości. Od tego, "co mam czynić" albo czym się zajmuję na co dzień, znacznie ważniejsze okazuje się to, dla kogo to robię - przypomina ks. Ryś. Przypominają się wielkie słowa papieża Jana Pawła II wypowiedziane do młodych na Tor Vergata w roku 2000: "Okres, który przeżywacie, narzuca wam pewne rozstrzygające wybory: specjalizację w studiach, ukierunkowanie w pracy, samozaangażowanie w społeczeństwie i w Kościele. Ważne jest, byście zdali sobie sprawę, że wśród tak licznych pytań, jakie przed wami stają, rozstrzygające pytanie nie dotyczy tego co. Zasadnicze pytanie dotyczy tego kto: do kogo się udać, za kim pójść, komu zawierzyć swoje życie". Mądrość (Słowo), która staje się człowiekiem i sprawdza się w odniesieniu do człowieka, jest mądrością wolną (i wyzwalającą) od każdej ideologizacji, od urzeczowienia - sprowadzenia człowieka (również Boga!) do instytucji, "programów", statystyk, "wartości", struktur itd. To jest Mądrość, która sobie nie myli rozwoju z "postępem" (to jedna z głównych myśli ostatniej encykliki Benedykta XVI). Chce, oczywiście, lepszego świata, ale nie na totalitarną modłę - kosztem ludzkiej wolności i podmiotowości.

Z drugiej strony w tym samym momencie, w którym Mądrość staje się Ciałem, staje się również mądrością, która wiele kosztuje. Nie pozwala się schować za abstrakcyjną spójnością sylogizmów czy komputerowych symulacji. Rezygnuje z poczucia bezpieczeństwa, jakie wpisane jest w niezaangażowaną teorię, nie chroni się w ciszy laboratoriów i sal seminaryjnych. Dopóki Słowo Boga się nie wcieli, dopóki nie stanie się Człowiekiem - dopóty nie można Go ani opluć, ani spoliczkować, ani ubiczować, ani zabić. Ale kiedy się wcieli, można z Nim zrobić i jedno, i drugie, i trzecie, i czwarte! - napisał ks. Grzegorz Ryś. Tak. Wcielenie Mądrości grozi jej śmiercią - ukazuje bowiem wszystkie jej ograniczenia (to, co się uda wcielić w życie, zawsze okazuje się przecież mniejsze niż marzenie: dom, który człowiek stawia, zawsze jest gorszy niż wymarzony; książka, którą człowiek napisze, zawsze mogłaby być jeszcze lepsza i zawsze jest wystawiona na krytyczne recenzje; urzeczywistnione wakacje z reguły chociaż w kilku punktach nie przystają do projektowanych, a projekty i programy polityczne!...). Każdy, kto odważy się wcielać w życie swoje idee, zostanie "posolony ogniem pokory" (Chrystus przeszedł przez kenozę, ogołocenie). Zostanie zamknięty w formę, która - jeśli on sam dalej się rozwija - wkrótce nie będzie już do niego pasować: jak wczesne wiersze dojrzałego poety, jak młodzieńcze szkice starego mistrza pędzla - on sam już dawno z nich wyrósł, ale dla innych ciągle jeszcze pozostaje ich autorem, więc musi ponosić za nie odpowiedzialność, choć dla niego były tylko etapem (z niesłychaną przenikliwością mówił o tym Czesław Miłosz, gdy otrzymywał honorowy doktorat Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego). Czy nie dlatego wcale liczni są ludzie, którzy nigdy nie odważą się niczego przelać na papier czy płótno? A co ich blokuje? Pokora czy raczej strach przed nią? Ucieczka przed możliwym upokorzeniem? Wydarzenie wcielenia stanowczo jest nie do zniesienia dla pyszałków Tu właśnie widać, jak logika i swoista dyscyplina Wcielenia chroni przed nami nie tylko naszych bliźnich, ale także nas samych - bliźnich przed redukcją do rzeczy, nas samych przed degeneracją w pychę i bezkrytyczne zadowolenie z siebie - zwraca uwagę publicysta. Życzmy sobie wszyscy twórczego zderzenia z Tajemnicą Wcielenia. Chciejmy się poddać porządkującej sile wpisanych w nią paradoksów. Słowo Boga staje się Ciałem także po to, by nasze słowa przyoblekły się w ciało. My, którzy otrzymaliśmy łaskę wiary w Chrystusa, chcemy dziś, w dzień Jego Narodzin, powiedzieć wszystkim: Nie bójcie się! Dzięki Jego Wcieleniu ludzki świat staje się bardziej, a nie mniej przyjazny człowiekowi.