publikacja 28.11.2013 00:15
Sylwester Sikora, pięściarz, lat 42. W 1989 roku zdobył mistrzostwo Polski w wadze lekkopółśredniej. Potem już tylko nokautowało go życie.
henryk przondziono/gn
Sylwester Sikora rozpoczął najtrudniejszą walkę w swoim życiu
Syna Maksymiliana z drugiego małżeństwa ostatni raz widział 12 lat temu, kiedy zaczynał mówić: „mama”, „tata”. – Cały czas myślę, co mu powiem, gdy go spotkam – zastanawia się. – Co ja, ojciec marnotrawny, zrobiłem ze swoim życiem? Czy on wie, że ja istnieję? – Nie powie mu Pan, że go kocha? – pytam. – Nigdy nie byłem wylewny – odpowiada. – Córce Paulince, którą bardzo kocham, rzadko o tym mówiłem. Alkoholikowi trudniej coś takiego powiedzieć, bo nikt mu nie uwierzy. Wszyscy myślą, że jest nieszczery. Zresztą o miłości nie wystarczy mówić, trzeba ją okazywać.
Kochałem chmiel
Odkąd tu przyszedłem, ks. Mirek powtarza mi: „Sylwek, w tobie jest potencjał”. Kiedy tu zamieszkał, ze zdenerwowania nie jadł nic przez kilka dni. Jednego z pierwszych dni osłabiony stracił przytomność podczas pracy na dworze. Przewrócił się nieszczęśliwie, tak, że została mu na czole blizna. Jakby widoczny znak walki z sobą samym. Chodzi na spotkania AA i za kilka dni pojedzie na 6-tygodniową terapię w ośrodku zamkniętym. – Cały czas jestem na etapie pierwszych kroków – opowiada. – Przyznałem, że jestem bezsilny i przestałem kierować życiem. Postanowiłem powierzyć je Bogu.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł