publikacja 12.12.2013 00:15
Ruch LGBT wie, że w Polsce nie ma szans na ustawę o związkach partnerskich. Dlatego legalizację związków jednopłciowych i zrównanie ich z małżeństwami ukrywa w projektach innych ustaw, na przykład o cudzoziemcach.
jakub szymczuk /gn
Przyjęta właśnie nowelizacja ustawy o cudzoziemcach wprowadza zapis uznający związki osób tej samej płci za równy z małżeństwem mężczyzny i kobiety model życia rodzinnego
W 2010 roku Fundacja Mamy i Taty w raporcie „Przeciw wolności i demokracji” dotyczącym strategii politycznej lobby LGBT w Polsce i na świecie, podkreśliła pięć celów tych grup. Znalazło się tam zrównanie związków partnerskich z małżeństwem. Nie zabrakło również planów zaostrzenia „walki z ludźmi, środowiskami i instytucjami nie zgadzającymi się z poglądami środowiska LGBT i wyrażającymi publicznie swój sąd w tej sprawie”. Te plany są obecnie realizowane. Świadczy o tym projekt nowelizacji ustawy o cudzoziemcach, w którym znalazł się zapis w praktyce umożliwiający niekontrolowany napływ homoseksualistów do Polski. A także projekt nowelizacji tzw. ustawy równościowej albo antydyskryminacyjnej firmowanej przez Annę Grodzką.
Na ekspozycji w siedzibie Komisji Europejskiej zaprezentowano 16 alternatywnych modeli rodziny. – Przez propagowanie takich modeli życia usiłuje się wtłoczyć do świadomości społeczeństw przekonanie, jakoby związki osób jednej płci w różnych wariantach stanowiły alternatywę dla rodziny zbudowanej na fundamencie małżeństwa między mężczyzną a kobietą – mówi ks. Mazurkiewicz. Polski parlament zajmuje się tzw. nowelizacją ustawy równościowej albo antydyskryminacyjnej, której twarzą jest posłanka Anna Grodzka. Bazuje ona na dwóch nieprecyzyjnych i sztucznie stworzonych terminach, nieobecnych dotąd w polskim prawie. Pierwszym z nich jest „tożsamość płciowa”, czyli „utrwalone, intensywnie odczuwane doświadczanie i przeżywanie własnej płciowości, która odpowiada lub nie płci metrykalnej”. Drugi to „ekspresja płciowa”, czyli „sposób prezentowania się w społeczeństwie przez akcesoria kulturowe, tradycyjnie kojarzone z płcią, zarówno przez narzędzia materialne (ubiór itp.) jak i niematerialne (np. sposób poruszania się, jezyk)”. Projekt wprowadza zakaz dyskryminacji m.in. ze względu na te pojęcia. Co to oznacza w praktyce? Jeśli na przykład zwrócimy uwagę całującym się publicznie gejom, że nie życzymy sobie takich zachowań, bo są gorszące dla naszych dzieci, mogą oni domagać się w sądzie odszkodowania. Powodem oskarżenia może być subiektywne przekonanie o doznanej krzywdzie. Projekt obejmuje ochroną także transwestytyzm i transseksualizm. Zgodnie z nowymi założeniami, nie będzie można odmówić świadczenia usług w sytuacjach wywołujących konflikt sumienia. Pozwanie holenderskiej firmy za odmowę wykonania ręczników promujących zachowania homoseksualne albo zamknięcie drukarni w Kanadzie, która odmówiła sporządzania nadruków na koszulki na paradę homoseksualistów, pokazują, że to nie są wyimaginowane absurdy, ale konkretne sytuacje, które mogą stać się naszym polskim udziałem, jeśli środowisku LGBT uda się zrealizować swoje prawne postulaty. Ten dokument przeszedł już pierwsze czytanie w Sejmie. A umożliwiło to porozumienie PO, SLD i partii Twój Ruch. Autorzy projektu przekonali, że należy polskie prawo dostosować do dyrektyw Unii Europejskiej w zakresie dyskryminacji. Wprowadzali tym w błąd zarówno parlamentarzystów, jak i opinię publiczną. Przyjęta w Polsce w 2010 r. ustawa antydyskryminacyjna spełnia unijne dyrektywy dotyczące równości. Zaproponowane dodatki w ramach nowelizacji to już radykalne postulaty służące jedynie środowisku LGBT. Unia ich nie wymaga. Co więcej, spotkały się one ze sprzeciwem innych państw członkowskich. Aż 27 z nich nadal podtrzymuje swoje zastrzeżenia wobec nich. Centrum Wspierania Inicjatyw dla Życia i Rodziny zbiera podpisy pod petycją o powstrzymanie prac w Sejmie nad tym projektem. Akcji towarzyszy hasło: „Stop dyktaturze mniejszości”.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł