publikacja 19.12.2013 00:15
Jest w tym coś okrutnie ironicznego, że najbardziej zmilitaryzowane miejsce na świecie nazywane jest strefą zdemilitaryzowaną. Że w miejscu, gdzie jest bodaj najwięcej żołnierzy i broni na metr kwadratowy, jest tak niebezpiecznie. Witamy na granicy dwóch Korei.
Henryk Przondziono
Sam środek Strefy Wspólnego Bezpieczeństwa. Niebieskie baraki są pod „opieką” żołnierzy z Południa, ale formalnie granica pomiędzy Koreami przebiega dokładnie w ich połowie. Na drugim planie szary budynek ze schodami to miejsce, w którym stacjonują żołnierze z Północy. Za zasłoniętymi oknami znajduje się aparatura nagrywająca wszystkich odwiedzających strefę. Przy jednym z filarów można zauważyć patrzącego przez lornetkę żołnierza z Północy
Takich absurdów jest tutaj więcej. Oficjalnie Republika wKorei (Korea Południowa) i Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna (Korea Północna) są od 60 lat w stanie wojny. Stosunki tych dwóch państw są tak kruche, że może je zburzyć niemal wszystko. Gdy wybieramy się z fotoreporterem Heńkiem Przondzioną do tzw. Strefy Wspólnego Bezpieczeństwa (Joint Security Area – JSA), dostajemy do podpisania oświadczenie, że wojska Narodów Zjednoczonych (głównie Amerykanie) bezpieczeństwa nie są nam w stanie zapewnić. Podpisujemy, że mamy „świadomość, że wkraczamy na teren wroga, czego konsekwencją może być odniesienie ran, a nawet poniesienie śmierci”.
Baza na wyspie
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł