publikacja 21.02.2009 22:06
Teraz jest czas na refleksję, troskę o powołania, czas szacunku do kapłaństwa i życia zakonnego - ocenia w rozmowie z KAI ks. prof. Krzysztof Pawlina, rektor Metropolitalnego Wyższego Seminarium Duchownego w Warszawie.
Na pewno brakuje nam wiedzy czym jest kapłaństwo i życie zakonne, na czym ono polega. Brakuje też świadomości, że jako katolicy wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za to, czy mamy powołania. Że powinniśmy się o nie modlić. Żyjemy w świecie, w którym w ogóle zatracił się sens zmysłu powołania, misji, poświęcenia. Potrzeba dzisiaj mówić o pięknie rzeczy najprostszych – miłości, wyrzeczeniu, wierności, „że cię nie opuszczę aż do śmierci”. To dotyczy zarówno powołania małżeńskiego, jak i kapłańskiego. Może to jest zadanie dla duszpasterstw powołaniowych? Swoje formy duszpasterstwa powołaniowego mają zakony i diecezje. Oczekują one na młodych ludzi, którzy czują powołanie. Ale współcześnie – ponieważ zmienia się świat i zmieniają się młodzi ludzie – mam wrażenie, że to oczekiwanie na nowe powołania to trochę za mało. Oczywiście nie może być tak, że duszpasterstwa mają szukać ludzi z powołaniem. Ale muszą wyjść naprzeciw tym, którzy czują się zagubieni, nie znajdują odpowiedniego wsparcia w swoim środowisku. Trzeba zatroszczyć się o powołania, które już są. Może też potrzebna jest większa ekspansja ze strony seminariów. Mogę mówić o tym, co robimy w warszawskim. W tym roku spotkaliśmy się z wszystkimi katechetami archidiecezji warszawskiej. Prosiliśmy ich o modlitwę o powołania i zapraszaliśmy na dni otwarte seminarium, na wielkopostne adoracje Krzyża do kościoła seminaryjnego. To nasza już dziewięcioletnia inicjatywa. W każdy piątek Wielkiego Postu o godz. 20.00 seminarzyści prowadzą adorację. W naszym seminarium mamy już kilka powołań, które są ich owocem. Z kolei w każdy czwartek o 18.30 sprawujemy Mszę św. po łacinie i ze śpiewem gregoriańskim w intencji powołań oraz dobrodziejów seminarium. Codziennie o godz. 18.00 księża profesorowie i ojcowie duchowni dyżurują w konfesjonałach. W tym roku zapraszamy też na Dzień Modlitwy o Powołania w archidiecezji 26 kwietnia. Będzie to dzień otwarty dla warszawiaków, którzy będą mogli obejrzeć nasze piękne barokowe ogrody, bibliotekę oraz malowidła Michała Anioła Palloniego – odsłonięte po wielu wiekach, podczas których były ukryte pod tynkiem. Warto przyjść i zobaczyć nie tylko galerię obrazów arcybiskupów Gniezna i Warszawy, ale życie seminarium, jego mieszkańców, a więc przyszłych kapłanów. Nasi klerycy – z piątego i szóstego kursu – mają praktyki w szkołach. Na pierwszych lekcjach religii opowiadają swoim niewiele młodszym kolegom o tym jak to się stało, że poszli do seminarium, jak wygląda ich życie. I wiem, że gdy kończą się praktyki uczniowie pytają o tych „młodych księży”. Sam dwa lata temu robiłem badania wśród gimnazjalistów na temat obecności księdza w katechezie i zdania młodych ludzi na temat kapłanów. Wyniki mnie zaskoczyły. Młodzież chce, by uczył ich ksiądz. Z odpowiedzi na ankietę wynika, że jakieś 12 proc. badanych nosi w sobie pragnienie bycia księdzem czy zakonnicą.
A jacy są ci młodzi ludzie przychodzący do seminarium? Jak scharakteryzowałby Ksiądz Rektor dzisiejszego kleryka? To młody człowiek, który szuka szczęścia, spełnienia. Często skończył już studia i ma za sobą doświadczenie pierwszej pracy, ma swoje ambicje. Przemyślał już pewne sprawy i jego decyzja jest dojrzała. Ale jest to też człowiek, który żył w świecie nierealnym – pełnym mediów i gadżetów. Trudno mu się rozstać z komórką, z internetem, wyciszyć się, milczeć i nawiązać kontakt z Bogiem. Pochodzi też z toksycznego świata i potrzebuje swego rodzaju detoksykacji. Niekiedy ciężko mu wziąć odpowiedzialność za własne decyzje. Jest skomplikowany i nie zawsze rozumie sam siebie. Coraz częściej to młody mężczyzna z miasta, a nie ze wsi. Ale wiąże się to z faktem, że młodzi ludzie ze wsi uciekają. Emigrują za lepszymi zarobkami za granicę. A jeśli już zostają „na gospodarstwie”, to nie robią matury. A egzamin dojrzałości jest wymagany od kandydatów na kapłanów. Z „mapy powołań” widać, że co roku najwięcej kleryków pochodzi z południa kraju. - To prawda, ale wynika to głównie z tego, że na południu obserwuje się też większą religijność. Statystyki dotyczące uczestnictwa w mszy św., przystępowania do komunii św. są tam najwyższe. I ta większa pobożność rodzi więcej powołań. Ale nie jest to reguła. Warszawa nie należy do miast o wysokim procencie religijności, a coraz więcej ma powołań. Swego czasu dość popularne były grupy osób świeckich, które skupiały się wokół seminarium, by modlić się w intencji powołań, za kleryków, a także wspierać ich materialnie. Czy nadal te grupy są aktywne? Osoby z tych grup tworzą duchowe zaplecze seminarium. Przy warszawskim seminarium skupionych jest ich 125. Modlą się za kleryków i wspierają ich finansowo. Widzę, że na przestrzeni 11 lat ta grupa się nie zmniejsza, ale zmienia. W większości są to osoby starsze, które chcą jeszcze coś dobrego dać od siebie. Spotykają się 2-3 razy w roku z klerykami - przed świętami i po święceniach kapłańskich. Wówczas siedząc z klerykami przy jednym stole widzą kogo sobie wymodlili. Trzeba pamiętać, że wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za powołania. Potrzeba modlitwy o nowych księży. To, że mamy księży stało się takie oczywiste, zwyczajne. Nie myślimy o tym, co będzie, gdy ich zabraknie. Rozmawiała Izabela Matjasik