Uwaga na szkołę

ks. Artur Stopka

publikacja 13.09.2007 11:14

Generalnie w Polsce dzieci i młodzież chodzą do szkół publicznych, w których to nie rodzice decydują o programie, systemie wychowawczym itd., ale państwo.

Pamiętam z czasów PRL, gdy chodziłem do szkoły i później w czasie studiów, ostre spory o to, czy szkoła ma wychowywać czy nie. Pamiętam padające w czasie wielkich uroczystości kościelnych z ust czołowych polskich biskupów stanowcze słowa, że od wychowywania dzieci jest rodzina, a nie szkoła. Dzisiaj bardzo często słyszę, także z wysokich kręgów kościelnych, że zadaniem szkoły jest nie tylko przekazywać wiedzę, ale również wychowywać. Zaraz usłyszę, że niepotrzebnie się czepiam, bo przecież wtedy szkoła była częścią systemu totalitarnego i służyła do marksistowskiej indoktrynacji, a dzisiaj mamy wolność, demokrację i parę innych podobnie wielkich wartości, a szkoła nikogo nie indoktrynuje. Ktoś w przypływie zdrowego rozsądku doda pewnie, że przecież niejeden polski biskup mówi jasno, że to rodzina jest miejscem wychowania dziecka, zaś szkoła ma z nią w tym dziele współpracować, a nie wychowywać na własny rachunek i według własnego widzimisię. A jednak mam problem. Dręczy mnie pytanie, czy nie za bardzo szkoła uczestniczy w wychowywaniu polskich dzieci. Między innymi dlatego, że wielu rodziców spycha na nią swój obowiązek. Częściowo jestem w stanie zrozumieć duży udział w procesie wychowawczym szkoły prywatnej, wyznaniowej lub innej, wpajającej uczniom oprócz wiedzy konkretny system wartości, zgodny z tym, co rodzice chcą przekazać swym potomkom. Generalnie jednak w Polsce dzieci i młodzież chodzą do szkół publicznych, w których to nie rodzice decydują o programie, systemie wychowawczym itd., ale państwo. A państwo ma to do siebie, że jest narzędziem, którym posługuje się władza. Władza natomiast ma to do siebie, że się zmienia. Wraz z nią zmienia się mnóstwo rzeczy. Między innymi lansowany i promowany w instytucjach państwowych – w tym publicznych szkołach - system wartości. Boleśnie przekonują się w tej chwili o tym Hiszpanie. Ich państwo wcale nie zamieniło się w totalitarne. W drodze demokratycznych wyborów dokonała się zmiana władzy. Aktualna władza przyjmuje zupełnie inny niż duża część Hiszpanów (być może nawet większość, choć to pozornie wydaje się nielogiczne) system wartości. I chce go w państwowych szkołach promować. Wbrew przekonaniom i oczekiwaniom bardzo wielu rodziców. Nie twierdzę, że szkoła w ogóle nie powinna uczestniczyć w zjawisku nazywanym brzydko procesem wychowawczym. Ale jeżeli na to, w jaki sposób w nim uczestniczy, nie mają wpływu rodzice, proponuję działalność wychowawczą szkoły ograniczyć do minimum.