Zakaz śpiewania

Joanna Kociszewska

publikacja 01.11.2007 09:24

To dziś, nie w Sylwestra powinny w powietrze strzelać fajerwerki. Cóż się zmienia w Nowy Rok? A dziś świętujemy największe zwycięstwo bardzo wielu ludzi - zwycięstwo nad śmiercią. Czy może być większe?

Z dzieciństwa pamiętam, że 1 listopada miał być tym drugim dniem w roku (obok Wielkiego Piątku), w którym nie wypada się cieszyć, a więc i śpiewać. Bardzo mi to przeszkadzało, lubiłam sobie coś nucić. Dlaczego? Bo to dzień zmarłych, czyli dzień smutku. Kilka lat temu trwała batalia o to, by ten dzień był właściwie nazywany – Wszystkich Świętych, a nie Święto Zmarłych. Nazwa się przyjęła, spojrzenie pozostało. Wszystkich Świętych jest dla wielu osób dniem bliskich zmarłych. Podobnym do Dnia Matki, Babci, Dziadka, w którym należy odwiedzić i wręczyć kwiatek „z okazji Twojego Święta”. Modlitwa? To już rzecz drugorzędna. Na wielkich nekropoliach modlitwa jest czymś niemal niezauważonym. Na warszawskim cmentarzu Bródnowskim w dwóch kościołach bez przerwy trwają Msze Święte, ale zapewne nawet nie ułamek procenta odwiedzających w nich uczestniczy. Pozostali przez cały dzień „wpadają z kwiatkiem”. Modlitwa to w najlepszym wypadku dwie minuty nad grobem – i bieg dalej, zapalić kolejne lampki. Dowód pamięci dla świata. Msza Św.? Wciśnięta między wizytę na kilku odległych cmentarzach w zasadzie przeszkadza, dużo łatwiej by było, by była innego dnia. Dziś najważniejsze są cmentarze. Wszystkich Świętych zgubiło radość. A przecież to dziś, nie w Sylwestra powinny w powietrze strzelać fajerwerki. Cóż się zmienia w Nowy Rok? A dziś świętujemy największe zwycięstwo bardzo wielu ludzi – zwycięstwo nad śmiercią. Czy może być większe? Ta radość nie ma nic wspólnego z Halloween. To nie nerwowy chichot między przebranymi upiorami, to radość, że tak wielu dotarło do celu i nadzieja, że i my do niego dotrzemy. Nie wzywam do organizowania pokazów fajerwerków. Spotkanie ze śmiercią wzywa do refleksji, ale ta refleksja nie powinna być smutna. Bardzo bym chciała, by między wspomnieniami i odwiedzinami na grobach pozostała w nas radość ze zmartwychwstania. Radość ze spotkania z Bogiem. Radość z nieba. Jeśli sprowadzimy myślenie o śmierci do krótkiej chwili ponurych odwiedzin na cmentarzu w celu wręczenia kwiatka i zapalenia lampki, to będzie to tylko jeszcze jeden, mało przyjemny, narodowy zwyczaj. Nie wygra z Halloween, które oferuje zabawę i zapomnienie. Zupełnie spokojnie zmieści się obok. Dziś się bawimy, jutro trzeba wpaść na kilka minut z kwiatkiem, a pojutrze mamy znowu normalny dzień. O śmierci pomyślimy za rok, z tej samej okazji. O świętości wcale. Ale jeśli Wszystkich Świętych będzie przeżywane jako święto radości i zmartwychwstania, którym przecież jest, Halloween przestanie mieć sens. Chichot pokona smutny rytuał, ale przegra w przedbiegach z radością.