publikacja 06.03.2014 00:15
Osoba osuwa się na ziemię i leży plackiem na posadzce. Część ludzi rzuca się na ratunek, a część uspokaja: „Zostawcie ją: spoczęła w Duchu Świętym”.
roman koszowski /foto gość
Jeśli „spoczynek” nie prowadzi do zaangażowania w życie Kościoła, jest podejrzany – opowiada o. Enrique Porcu (na zdjęciu na I Kongresie Nowej Ewangelizacji w Kostrzyniu)
Długo uciekałem od tego tematu. Bałem się z nim zmierzyć. Powód jest prosty: zjawisko, któremu przyglądam się od lat, jest zbyt świeże, by móc je ocenić z dystansu. Sam podchodziłem do niego z ogromną podejrzliwością. „Spoczynek w Duchu” to nie teoretyczny, wyssany z palca problem. Nie pojedynczy casus pani Kazimiery, która zasnęła na modlitwie pod Wałbrzychem. „Spoczynki” zdarzają się dziś „hurtowo” na rekolekcjach prowadzonych dla gimnazjalistów czy oazowych rekolekcjach. Łatwo wylać dziecko z kąpielą. Jak w równie ironicznym, co żenującym komentarzu Mikołaja Kapusty na Deon.pl zatytułowanym (gratuluję pokory i odwagi!) „Prawda o zaśnięciach w Duchu Świętym”. Do łez rozbraja szczere wyznanie felietonisty: „Nigdy nie doznam tego stanu, bo noszę białe koszule i nie chciałbym ich pobrudzić”. Tymczasem „spoczynku” doświadczyły w Polsce dziesiątki (jeśli nie setki!) tysięcy ludzi. Co więcej: to konkretne doświadczenie wielu kapłanów, a nawet biskupów. Od dwóch tysięcy lat aktualna wydaje się refleksja Gamaliela: „Jeżeli od ludzi pochodzi ta sprawa, rozpadnie się, a jeżeli rzeczywiście od Boga pochodzi, nie potraficie ich zniszczyć i może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem”.
Trup ściele się gęsto
Zostałem na całą noc i spowiadałem… Płakałem wraz z nimi i cieszyłem się jak dziecko… Analizowałem wiele świadectw osób doświadczających w ten sposób Boga. Miłość, jaką objawiał Pan przez osobiste „dotknięcie”, była dla wszystkich, z którymi rozmawiałem, tak mocnym spotkaniem z Jezusem, że nie można już było zostać tym samym człowiekiem. Niejeden podczas takiej modlitwy został uwolniony od depresji, myśli samobójczych czy różnego rodzaju chorób. Noszę w sercu świadectwa wielu powrotów do Kościoła. – W świetle sprawozdania tych, którzy doświadczali tzw. spoczynku i w refleksji teologicznej dokonanej zwłaszcza przez kard. Suenensa w „Dokumentach z Malines” trzeba by powiedzieć: w tego rodzaju doświadczeniu mamy do czynienia z łaską odpoczynku, odprężenia – opowiada ks. Jan Reczek, autor znakomitej książki „Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch”. – Objawia się to w wyłączeniu władz psychicznych i fizycznych człowieka, który w czasie modlitwy nagle osuwa się. Czasem jest to bardzo nagłe, ale nie widziałem, by kiedykolwiek wiązało się to z jakimkolwiek szwankiem. Nawet gdy upadało wielu w dużym zgromadzeniu, między rzędami krzeseł, żadna głowa nie była zraniona. Nie jesteśmy poddani sile, która przekraczałaby akt woli. Jeśli ludzie oddadzą swoje pragnienie Bogu, nie będzie im grozić histeria. Jeśli Kościół leży i odpoczywa, to ja się bardzo cieszę, ale to jest dopiero początek. Dla mnie ważniejsze, co będzie, gdy ten Kościół wstanie! Na ile ci „leżący” dadzą świadectwo wzajemnej miłości, na ile będą posłuszni słowu Bożemu. Jacy będziemy, gdy wstaniemy, opuścimy zgromadzenie i wejdziemy między dzieci tego świata? To dopiero będzie przekonujący znak działania Ducha Bożego.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł