publikacja 17.07.2014 00:15
Analiza „Projektu wystąpienia pokontrolnego...”, na podstawie którego prezydent Warszawy wyrzuciła z pracy prof. Chazana, pozostawia poważny niesmak. Rozbieżność pomiędzy faktami a ich obrazem w mediach jest porażająca.
Piotr Gamdzyk /REPORTER
Pomiędzy prezydent Warszawy, Hanną Gronkiewicz-Waltz, a prof. Bogdanem Chazanem, do tej pory nie było żadnych sporów
Pierwsze, co może dziwić, to fakt, że poważne decyzje zostały podjęte na podstawie projektu raportu pokontrolnego, a nie samego raportu. Ratusz bardzo się spieszył. Tak bardzo, że na swoich stronach zawiesił dokument opatrzony informacją „tylko do użytku służbowego”. Ta adnotacja nie powinna dziwić. Dziwić powinno udostępnienie dokumentu. – Dokument zawiera m.in. wywiady przeprowadzających kontrolę z lekarzami, dane medyczne, szczegóły dotyczące pracy szpitala i pacjentów. W kilku miejscach projektu wystąpienia pokontrolnego kontrolerzy rozmawiają z lekarzami na temat tego, czy ci mogą uchylić tajemnicy lekarskiej. Takie informacje nie mogą być ogólnodostępne – tłumaczy Konstanty Radziwiłł, sekretarz Naczelnej Rady Lekarskiej. Nie powinny, ale są. To jednak tylko czubek góry lodowej.
Zupełnie inną kwestią jest to, że w Polsce nie ma rejestru takich placówek. Ich listy nie ma ani Narodowy Fundusz Zdrowia, ani Ministerstwo Zdrowia. Na jakiej formalnej podstawie dyrektor szpitala ma więc informować swoją pacjentkę o instytucji dokonującej aborcji? Profesor Chazan nie zasłaniał się względami proceduralnymi. Mówił o swoim sumieniu. Gdyby powołał się na procedury, nie byłoby żadnych podstaw, by cokolwiek mu zarzucić.
Gdy kobieta zgłosiła się z wypisanym przez swojego lekarza zaświadczeniem do Szpitala Bielańskiego, jego szef także odmówił aborcji, twierdząc, że rozpoczął się 24. tydzień ciąży i na aborcję jest już za późno. Z formalnego punktu widzenia szef Szpitala Bielańskiego nie miał racji. W polskiej ustawie regulującej kwestie aborcji jest zapis mówiący, że pod określonymi warunkami aborcja nie jest karalna, o ile wykona się ją do momentu, w którym dziecko jest w stanie funkcjonować samodzielnie poza organizmem matki. W przypadku dziecka zdrowego granicznym terminem jest 22–23 tydzień, ale w przypadku dziecka poważnie chorego ten okres się wydłuża. Innymi słowy, gdyby chcieć trzymać się litery polskiego prawa, prof. Dębski mógł dokonać aborcji. Nie dokonał jej (chwała mu za to), ale mówiąc, że postąpił tak, bo tak nakazywało mu prawo, wprowadził najpierw pacjentkę, a teraz opinię publiczną w błąd. Równocześnie prof. Dębski stał się w mediach głównym i zaciekłym krytykiem działań prof. Chazana. To prof. Romuald Dębski w jednej z telewizji chciał pokazać zdjęcia zniekształconego chorobą chłopczyka jako dowód bezgranicznego okrucieństwa prof. Chazana. Telewizja, całe szczęście, zdjęć nie pokazała. Gdyby to zrobiła, złamałaby prawo pacjenta do prywatności. Ale Rzecznik Praw Pacjenta nie zajął w tej sprawie stanowiska. Przeprowadził jednak kontrolę w szpitalu prof. Chazana.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł