publikacja 17.07.2014 00:15
Wywiad z prof. Bogdanem Chazanem, dyrektorem (nadal) Szpitala Świętej Rodziny w Warszawie.
Tomasz Gołąb /Foto Gość
Agata Puścikowska: Rozmawiamy niedługo po ogłoszeniu decyzji warszawskiego ratusza: jest Pan winien, że… dziecko się urodziło. Za karę prawdopodobnie przestanie Pan być dyrektorem Szpitala Świętej Rodziny w Warszawie. Trudna chwila…
Prof. Bogdan Chazan: Rzeczywiście dość trudna, bo naprawdę nie przypuszczałem, że sprawy tak się potoczą. Jestem zaskoczony decyzją tym bardziej, że ta wiadomość dotarła do mnie na urlopie, w szpitalu uzdrowiskowym. O moim wyjeździe pracodawca, czyli ratusz, wiedział od roku. Dlaczego decyzję podjęto w ekspresowym tempie i to kilka dni po udzieleniu zgody na urlop? Tego nie rozumiem. Otrzymałem wiele wyrazów wsparcia, w tym od kard. Kazimierza Nycza, abp. Henryka Hosera. Telefonował też kard. Franciszek Macharski, przekazując ciepłe słowa wsparcia od siebie i od dr Wandy Półtawskiej. Internauci podpisują listy poparcia – jak dotąd ok. 50 tys. osób. Wiem, że na portalach społecznościowych jest wiele grup, które mnie popierają. Również zupełnie obcy, napotkani ludzie starają się mnie wesprzeć, ale często to ja… muszę ich pocieszać.
I w końcu rozpętała się burza medialna, w której Pana oskarżano o brak serca, a litowano się raz nad matką, raz nad chorym dzieckiem, które ponoć skazał Pan na cierpienia.
Pominę już histeryczne, wykluczające się komentarze pojawiające się w mediach, że dziecko ogromnie cierpi, a chwilę potem… że nie ma mózgu, więc nie powinno się urodzić. Skoro mózgu nie ma, to czuje i cierpi, czy nie? Nie sądzę zresztą, aby to dziecko cierpiało podczas porodu przez cięcie cesarskie. Zaraz po urodzeniu było pod opieką personelu oddziału noworodków i jestem pewny, że zadbano o nie. Zastanawiające, dlaczego podobnej dyskusji o cierpieniu chorego dziecka nie słychać było w mediach, gdy wiele dni umierała ofiara tzw. nieudanej aborcji we Wrocławiu? Tamto dziecko z pewnością cierpiało. Jego „winą” był jedynie zespół Downa.
Matki, które decydują się na terminację ciąży, często argumentują, że nie chcą dłużej cierpieć.
Około 3 procent dzieci obciążonych jest nieprawidłowościami rozwojowymi. Po zapłodnieniu pozaustrojowym, czyli in vitro, ryzyko wad wzrasta. Ciąża, poród i połóg u matek takich dzieci są przesycone niepokojem, cierpieniem, stresem. Czy trzeba do tych cierpień dodawać następne, fizyczne i psychiczne, związane ze skróceniem życia dziecka? Trzeba natomiast zadbać, by takie matki miały gwarantowaną pełną i profesjonalną opiekę lekarzy oraz psychologów.
O chorym Jasiu wyrażano się szyderczo: „dzieło prof. Chazana”. Po śmierci chłopca mecenas reprezentujący jego matkę ogłosił triumfalnie, że dziecko w ogóle nie powinno się narodzić.
Nie mieści się w głowie, że można w ten sposób mówić o chorym człowieku.
Czuje się Pan… prześladowany?
Raczej niesprawiedliwie potraktowany. Za to, że nie zabiłem pacjenta i nie wskazałem lekarza, który by się tego podjął, grozi mi nawet odebranie prawa do wykonywania zawodu, o czym mówił rzecznik odpowiedzialności zawodowej. Być może matka dziecka wytoczy mi proces cywilny. Zostałem wyrzucony z pracy: dostałem „dyscyplinarkę” od Urzędu Miasta i, jak się okazuje, nawet się od tej decyzji nie mogę odwołać. Firma Medicover, w której Radzie Naukowej jestem od wielu lat, chce, bym sam złożył wypowiedzenie. Gazeta red. Adama Michnika „wytropiła”, że jestem nauczycielem akademickim na jednym z uniwersytetów. I podniosła rwetes, że to niesłychane, by lekarz, który podpisał „Deklarację wiary”, mógł uczyć studentów. Moim zdaniem cała ta sytuacja to sygnał ostrzegawczy dla lekarzy, żeby nie afiszowali się z „Deklaracją wiary”, sumienie zostawiali w domu oraz zastanowili się głęboko, zanim skorzystają z klauzuli sumienia.
Pani Kopacz wręcz powiedziała, że lekarz powinien „odłożyć sumienie”.
Nie słyszałem, ale trudno komentować te słowa. Tym bardziej że wypowiedziała je lekarka. To wszystko pokazuje, jak ważna jest aborcja dla rządzących i jak nieistotna jest dla nich godność człowieka.
Będzie się Pan od decyzji warszawskiego ratusza odwoływał? Składał pozew choćby do sądu pracy?
Tak, zamierzam uczynić i jedno, i drugie. Choć mam też nadzieję, że pani prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz znajdzie czas, by ze mną porozmawiać i usłyszeć prawdę.
Gdyby jednak stracił Pan stanowisko dyrektora Szpitala Świętej Rodziny, jakie ma Pan dalsze plany zawodowe?
Jestem lekarzem, moim powołaniem jest leczenie ludzi. Z tego nie zrezygnuję. Trzeba utworzyć miejsca, w których niepłodni pacjenci i pacjentki, którzy nie akceptują in vitro, otrzymają pomoc. Im też należy się od państwa wsparcie finansowe: płacą podatki. Problemem jest też brak hospicjów perinatalnych. Jestem od wielu lat członkiem Rządowej Rady Ludnościowej i Komitetu Nauk Demograficznych PAN, pomagam w ramach MaterCare International matkom w Kenii, pracy mam więc wiele. Byle sił starczyło…
I naprawdę nie żałuje Pan tego wszystkiego? Jeden papierek i miałby Pan spokój…
Zależy mi wyłącznie na spokoju sumienia. Nie „odłożę” go. Mam jedynie żal do siebie, że nie próbowałem z pacjentką rozmawiać drugi raz. Może wtedy udałoby mi się pomóc jej i dziecku. •
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł