Tak jest!

Marcin Jakimowicz

GN 35/2014 |

publikacja 28.08.2014 00:15

„Pamiętaj, że jesteś nieomylny, gdy jesteś posłuszny swym przełożonym, nawet gdy popełniają błąd” – rzuciła Matka Teresa. Posłuszeństwo nie jest ślepe. Widzi rzeczywistość oczyma samego Boga.

– Nie zgadzam się z poglądem, że każda decyzja przełożonych jest wolą Bożą, ale zgadzam się z tym, że z każdej takiej decyzji Bóg jest w stanie wyprowadzić ogromne dobro – opowiada o. Wiktor Tokarski Roman Koszowski /foto gość – Nie zgadzam się z poglądem, że każda decyzja przełożonych jest wolą Bożą, ale zgadzam się z tym, że z każdej takiej decyzji Bóg jest w stanie wyprowadzić ogromne dobro – opowiada o. Wiktor Tokarski

Biedny ksiądz prześladowany przez kurię – to wspólny mianownik większości doniesień prasowych ostatnich miesięcy. Zabawne. Ci sami dziennikarze, siadając do brydża, szachów czy zwykłego Rummikuba, decydują się szanować zasady gry, a udają święte oburzenie, opisując sytuację księdza, który nie ma ochoty słuchać swego biskupa. Reguły gry, panowie, reguły gry! Nie dziwi mnie jednak zmasowany atak na posłuszeństwo. Wiem, dlaczego słowo to działa na niektórych jak płachta na byka. Ma ono w sobie pierwiastek „nie z tego świata”, wymyka się naszej logice. Jezus był posłuszny. Aż do śmierci. Posłuszni byli ci, których wybierał. Co więcej, w efekcie świetnie na tym wychodzili, a hasło „posłuszny zawsze wygrywa” przestało być pustym sloganem. – Absolutną bazą posłuszeństwa jest wiara. Bez niej ani rusz. Posłuszeństwo nie jest ślepe. Ma granice – wyjaśnia o. Piotr Jordan Śliwiński, kapucyn. – Jak mi przełożony mówi, że ściana przede mną jest czarna, a ja przecież widzę, że jest biała, to moje posłuszeństwo nie polega na tym, że ja uwierzę, że ona jest czarna. Ona dalej jest biała. Tyle że ja przyjmuję, że z tego błędu czy nawet, nie bójmy się tego słowa, głupoty przełożonego Pan Bóg ostatecznie wyprowadzi dla mnie jakieś dobro.

Posłuszeństwo kosztuje, niełatwo żyć na walizkach, ale po latach widzisz, że jest ogromnym błogosławieństwem! I zawsze wyjdzie ci na dobre. Posłuszeństwo zawsze było atakowane, wyśmiewane. Jest ono związane z konsekwencją grzechu pierworodnego: pierwsi ludzie nie zaufali miłości Boga. Okazali Mu nieposłuszeństwo. Poszli swoją drogą i wiemy, jak to się skończyło… – Gdy po święceniach usłyszałem, że mam pójść do Cieszyna, byłem podłamany – dodaje współbrat o. Rafała, o. Efraim Kostrzewa. – Bardzo nie podobała mi się ta decyzja. Przez kilka dni chodziłem jak struty. Miałem w głowie inne plany. Cieszyn był wielką zagadką. Stopniowo Pan Bóg zaczął mi otwierać oczy. Znałem szkoły nowej ewangelizacji i rozeznałem, że to kierunek, do którego wzywa mnie Pan Bóg. Okazało się, że w Cieszynie jest wspólnota, która również myśli o ewangelizacji. Pan Bóg naprawdę wiedział, co robi. Zderzył te nasze pragnienia. Spotkaliśmy się, zaczęliśmy iść w tym kierunku. Powstała Szkoła Nowej Ewangelizacji „Zacheusz”. Zaczęliśmy organizować kursy, ewangelizacje, przez które przewinęło się już kilka tysięcy ludzi. A przecież to między innymi owoc tego, że w posłuszeństwie mimo wewnętrznych blokad wykonałem polecenie przełożonych. Bóg przygotował już wcześniej teren i czekał tylko na moją odpowiedź.

Jego słuchaj…

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.