publikacja 04.09.2014 00:15
Piłkarska temida potrafi być bezwzględna dla maluczkich i bardzo wyrozumiała dla wielkich.
Stefan Hoerttrich /Westfalen-Blatt/AP Photo/east news
Najwięcej o kulisach korupcji w europejskiej piłce dowiedzieliśmy się w trakcie procesu niemieckiego arbitra Roberta Hoyzera
Na stadiony i ekrany telewizorów wracają pucharowe rozgrywki piłkarskie. W Lidze Mistrzów znów nie zagra żaden polski klub, mimo że tym razem Legia Warszawa okazała się w eliminacyjnym dwumeczu z Celtic Glasgow zdecydowanie lepsza. Odpadła niejako na własne życzenie, na skutek błędu popełnionego w dokumentacji. Bartosz Bereszyński, który wszedł na murawę w końcówce rewanżowego spotkania, co prawda odbył nałożoną na niego karę, ale we wcześniejszych spotkaniach, w których grać nie mógł, nie był formalnie uwzględniony w protokole. Efekt – walkower.
Dura lex, sed lex, prawo być może i surowe, ale należy go przestrzegać – komentowano wyeliminowanie Legii przy zielonym stoliku. Jest w tym sporo racji, warto jednak pamiętać, że UEFA, która tę karę nałożyła, widzi źdźbła, za to słabo dostrzega belki. Surowo karze maluczkich za błędy w papierach, przymyka oko na gigantyczną korupcję wielkich. Historia rozgrywek pucharowych pełna jest ustawionych meczów, znane są też nazwiska sędziów i zawodników opłacanych przez piłkarską mafię. Kilkaset takich przypadków ujawniono w wielkim dochodzeniu z 2013 roku, nieliczni zostali skazani, ale piłkarska Temida wobec nieuczciwych graczy była dużo bardziej wyrozumiała od sądów powszechnych.
System zwyciężania
Nic się nie stało?
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł