Bitwa o sumienie

Szymon Babuchowski

GN 49/2014 |

publikacja 04.12.2014 00:15

Dlaczego to właśnie prof. Bogdan Chazan stał się celem ataków? Bo z jednej strony jest symbolem postawy pro life, z drugiej – dowodem, że każdy może się nawrócić.

Prof. Bogdan Chazan przeszedł przemianę od lekarza wykonującego aborcje do gorliwego obrońcy życia. Ta przemiana rozwścieczyła zwolenników zabijania nienarodzonych dzieci Stefan Maszewski /REPORTER/east news Prof. Bogdan Chazan przeszedł przemianę od lekarza wykonującego aborcje do gorliwego obrońcy życia. Ta przemiana rozwścieczyła zwolenników zabijania nienarodzonych dzieci

Kilka miesięcy temu jego nazwisko nie schodziło z pierwszych stron gazet, a serwisy radiowe i telewizyjne zaczynały się od wiadomości jemu poświęconych. Profesorem Bogdanem Chazanem straszyli przedstawiciele środowisk lewicowych i liberalnych, kłamiąc na jego temat jak z nut. Najczęściej przedstawiano go jako okrutnego fanatyka, łamiącego prawo i stanowiącego zagrożenie dla polskiej demokracji. Finałem tej niezwykle przykrej i bulwersującej sprawy stało się zwolnienie profesora z pracy i funkcji dyrektora szpitala.

Decyzję podjęła Hanna Gronkiewicz-Waltz. Prezydent Warszawy, przez lata przedstawiająca się jako katoliczka, ukarała w ten sposób wybitnego lekarza za jego wierność sumieniu i katolickiej etyce. Wkrótce potem w Szpitalu im. Świętej Rodziny dokonano pierwszej od wielu lat (i drugiej od początku istnienia placówki) aborcji.

Cepem w deklarację

Dlaczego akurat prof. Bogdan Chazan stał się obiektem brutalnej nagonki? Odpowiedź przynosi książka Tomasza Terlikowskiego pod wymownym tytułem „Sprawa profesora Chazana. Kulisy manipulacji”, która właśnie ukazała się nakładem Frondy. Dyrektor Szpitala im. św. Rodziny – jak dowodzi w swej książce Tomasz Terlikowski – był idealnym celem takich ataków. Z jednej strony jest on bowiem symbolem postawy pro life, z drugiej – dowodem, że każdy może się nawrócić. Autor książki krótko, ale treściwie opisuje przemianę profesora – od lekarza wykonującego aborcje do zdecydowanego obrońcy życia. To właśnie ta przemiana tak bardzo zaniepokoiła zwolenników zabijania nienarodzonych.

„Obrzydzenie jego postawy, przedstawienie jej jako dowodu okropnej hipokryzji ma sprawić, że aborcjoniści zostaną pozbawieni oparcia w historii człowieka, który pokazał, że z koniunkturalizmu i konformizmu można wyjść, a nawrócenie ku życiu jest szansą na zmycie grzechu aborcji” – pisze Terlikowski. Dobrze, że autor podjął się uporządkowania zdarzeń, które swoje apogeum osiągnęły na początku lata tego roku. Dopiero bowiem zestawienie ich razem pokazuje, z jak perfidną, zaplanowaną z rozmysłem akcją mieliśmy do czynienia. Terlikowski przywołuje w swojej książce np. skandaliczne stanowisko Komitetu Bioetyki przy Prezydium PAN z listopada 2013 r., w którym czytamy m.in., że „studenci i przedstawiciele zawodów medycznych, już na etapie wyboru zawodu czy ścieżki specjalizacyjnej, powinni być informowani o tym, że wykonywanie danej profesji medycznej może wiązać się z koniecznością podjęcia w sytuacji nagłej działania, które oni uznają za moralnie niedopuszczalne”.

Publicysta przypomina też ataki na lekarzy, którzy podpisali deklarację wiary przygotowaną przez Wandę Półtawską. Ataki zupełnie bezzasadne, bo w samym tekście trudno doszukać się czegoś kontrowersyjnego. Jego sygnatariusze po prostu przyznawali się do wiary i oświadczali, że w swojej pracy będą kierować się jej zasadami. Szybko jednak okazało się, że nawet tego nie wolno.

Sygnały ostrzegawcze

Przeciwników deklaracji zaniepokoiło zapisane w niej pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim. Czy jednak to rzeczywiście coś aż tak nowego i bulwersującego? „Antygona”, antyczny dramat czytany we wszystkich gimnazjach, jest przecież właśnie o tym. Terlikowski przywołuje go w ostatnim rozdziale, żeby przypomnieć, że dla chrześcijanina taki wybór jest czymś oczywistym. Dodajmy, że nikt nie zachęcał lekarzy do łamania sprawiedliwego prawa. Sygnatariuszom deklaracji chodziło tylko o dokonanie właściwego wyboru w sytuacji, gdy to prawo obraca się przeciwko człowiekowi. W hitlerowskich Niemczech ludzkie prawo pozwalało uśmiercać niepełnosprawnych, a komuniści mogli w świetle prawa umieszczać wrogów systemu w szpitalach psychiatrycznych.

Mimo to nikt o zdrowych zmysłach nie odważyłby się powiedzieć, że osoby przestrzegające tych praw postępowały słusznie. A jednak z lekarzy podpisanych pod deklaracją wiary usiłowano zrobić niebezpiecznych wywrotowców. „A my będziemy wyciągać konsekwencje i jeśli komuś wiara nie pozwala być lekarzem, to nim nie będzie” – groził wiceminister zdrowia Sławomir Neumann. Wśród atakowanych sygnatariuszy deklaracji znalazł się prof. Jan Oleszczuk, wykładowca Uniwersytetu Medycznego w Lublinie i wojewódzki konsultant ds. ginekologii i położnictwa. Na łamach „Gazety Wyborczej” pouczał go prof. Marian Szamatowicz, polski pionier w dziedzinie in vitro. Twierdził on, że prof. Oleszczuk powinien zostać usunięty ze stanowiska. Ostatecznie do odwołania konsultanta nie doszło, ale był to sygnał ostrzegawczy, wysłany w stronę lekarzy publicznie deklarujących swój katolicyzm. Te wydarzenia poprzedziły bezpośrednio uderzenie w profesora Chazana. Do zadania głównego ciosu wykorzystano zaś zmanipulowaną historię rodziny dotkniętej cierpieniem dziecka, które urodziło się z nieodwracalnymi wadami, bo „okrutny” prof. Chazan odmówił aborcji.

Niech nas zobaczą

W medialnym festiwalu oskarżeń prawie nikt nie zwracał uwagi na fakt, że dziecko zostało poczęte metodą in vitro, natomiast to nie klinika in vitro, tylko właśnie profesor Chazan jako jedyny chciał otoczyć rodzinę opieką i zaproponował jej psychologiczne wsparcie. Pozostali lekarze widzieli w małym Jasiu jedynie zespół wad, którego trzeba się pozbyć. Ale to właśnie konkurencja rzucała po urodzeniu Jasia najcięższe oskarżenia: „Gdyby pan profesor przyjechał teraz do mnie do kliniki i zobaczył to życie, które uratował, to chyba miałby trochę inne podejście. To jest dziecko, które nie ma połowy głowy, ma mózg na wierzchu, ma wiszącą gałkę oczną, ma rozszczep całej twarzy, nie ma mózgu w środku. I będzie umierało dzięki panu profesorowi jeszcze przez najbliższy miesiąc albo dwa” – grzmiał w TVN24 prof. Romuald Dębski ze Szpitala Bielańskiego w Warszawie. Warto dodać, że przyniósł on do studia zdjęcia chorego dziecka, których, na szczęście, nie pozwolono mu pokazać na antenie.

Terlikowski zestawia w książce to zdarzenie z eugenicznymi pomysłami III Rzeszy, gdzie eksterminację chorych psychicznie także uzasadniano obrazkami przedstawiającymi ciężko chore osoby. Wśród przyczyn ataków na profesora Chazana publicysta wymienia odradzanie się tendencji eugenicznych, których symptomy dostrzega w wypowiedziach niektórych polityków i publicystów, m.in. Janusza Palikota i Jacka Żakowskiego. Wartością książki jest także to, że Tomasz Terlikowski nie poprzestaje na drobiazgowym przedstawieniu zdarzeń, ale wpisuje sprawę profesora Chazana w szerszy kontekst toczącego się na naszych oczach sporu o sumienie. Biorą w nim udział potężni lobbyści, za którymi stoją m.in. koncerny farmaceutyczne i biznes in vitro.

Ale w swej istocie spór dotyczy samego chrześcijaństwa: „(...) walka z chrześcijaństwem i z moralnością jest obecnie najważniejszą walką współczesności. Dlatego to właśnie stosunek do życia, do jego obrony, a także do wartości chrześcijańskich powinien być najważniejszym elementem ocennym polityka” – przekonuje Terlikowski. I nawołuje do dawania świadectwa: „Druga strona musi zobaczyć, że nagonka na lekarzy nie wystraszyła katolików, że nauczyciele, inżynierowie, prawnicy, policjanci, dziennikarze nie obawiają się ujawnienia”.•