Uwiedzeni

Marcin Jakimowicz


GN 50/2014 |

publikacja 11.12.2014 00:15

Pragmatyczne do bólu pokolenie, ściskające w jednej ręce pilota, w drugiej torbę z zakupami, a w trzeciej wszystkomające telefony, spogląda na śpiewające za kratami mniszki i drapie się po głowie: „Po co są zakony kontemplacyjne? Do czego służą?”. I dziwi się, słysząc, że zakony kontemplacyjne są… do niczego. I na dodatek tracą czas.


W pierwszą niedzielę Adwentu rozpoczął się pierwszy w historii Rok Życia Konsekrowanego. Potrwa do 2 lutego 2016 roku Jakub Szymczuk /foto gość W pierwszą niedzielę Adwentu rozpoczął się pierwszy w historii Rok Życia Konsekrowanego. Potrwa do 2 lutego 2016 roku

Tysiące osób w naszym społeczeństwie wiedzie życie w niemej rozpaczy. Spędzają długie męczące godziny w pracy, której nie znoszą, by móc kupić rzeczy, których nie potrzebują, żeby zrobić wrażenie na ludziach, których nie lubią – powiedział Nigel Marsh. To bolesna, ale prawdziwa diagnoza. Zakony kontemplacyjne są czytelnym znakiem, że nie wszyscy muszą wpaść w ten owczy pęd i dostawać na każdym kroku medialnej, zakupowej i kredytowej zadyszki.

Tylko Bóg się liczy. Cały świat nic nie znaczy. Ważne jest tylko teraz. 
– Jesteśmy bezużyteczne – tak o nas mówią. Ale ja nie boję się tego słowa – opowiadała mi s. Józefa, dominikanka ze Świętej Anny. – Przed wstąpieniem do klasztoru byłyśmy często aktywistkami, byłyśmy „po coś”. Teraz oddajemy się do wyłącznej dyspozycji Pana Boga. Nie szukamy owoców modlitw, patrzymy tylko na Chrystusa. Od 5.15, gdy wstajemy, rozmawiamy z Nim przez cały dzień. Jesteśmy jak osiołek, na którym Pan Jezus jechał do Jerozolimy. Najważniejsze rzeczy dzieją się ponad naszymi głowami. Czasami czujemy na naszych plecach ciężar, ale wiemy też, Komu śpiewa się „Hosanna”.


To był stracony czas. Potem przez dwa lata żyłem na Saharze, wśród kamieni i piachu. To był też stracony czas – opowiadał mi Delfieux. – Bardzo lubię tracić czas. Tracić czas dla Boga. Czy może być coś piękniejszego? Pojechałem na pustynię, bo chciałem sprawdzić, że gdy już niczego nie ma, Bóg jest. I był. Doświadczyłem tego na własnej skórze.
„Nie trać czasu – słyszę z każdej strony. – Każda sekunda musi być zagospodarowana”. – Jak tracić czas dla Boga? – pytałem klaryski od Wieczystej Adoracji w Kętach (od ponad 100 lat w klasztorze trwa nieustanna modlitwa przed Najświętszym Sakramentem). 
– Staliśmy się dziś kolekcjonerami wrażeń. Przychodzimy na adorację i narzekamy: nic się nie dzieje. Wieje nudą. Cisza. Można się dobrze przespać, ale nic więcej – opowiadały siostry Bonawentura i Rafaela. – Wielu ludzi paraliżuje ta rzeczywistość. Tymczasem Pan naprawdę przemawia w ciszy. To nie slogan. Przemawia swą obecnością. Czasem można niemal namacalnie wyczuć Jego obecność. Człowiek czuje się otulony ciepłem, pokojem. Adoracja odziera nas z powierzchowności, chaosu, pośpiechu. Można usiąść i popatrzyć w oczy Bogu. 


Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.