Rozwód poproszę

Joanna Bątkiewicz-Brożek


GN 02/2015 |

publikacja 08.01.2015 00:15

Dziś sądy łatwiej i szybciej udzielają rozwodów niż kilkadziesiąt lat temu, choć procedury prawne zmieniły się nieznacznie. Powszechna stała się jednak milcząca akceptacja dla rozwodów, której ulegają także sędziowie.


Rozwód poproszę JAKUB SZYMCZUK /foto gość

Dziś rzadko słyszymy, że A i B doszli do ściany, wyczerpali wszelkie próby pogodzenia się, a sędzia i adwokaci są już zmęczeni mediacjami zmierzającymi do pojednania. Polska legislacja zastąpiła zresztą tzw. spotkania pojednawcze tzw. mediacjami, tak jakby ktoś nie chciał przesądzać celu tych spotkań. Mediacja może przecież dotyczyć tylko porad, „jak rozwieść się z klasą”. Niedawno „Gazeta Wyborcza” lansowała dodatek o rozwodach. Reklamowy spot telewizyjny zachęcał: „jak prosto i szybko się rozwieść”. 
Milcząca akceptacja dla rozwodów wkrada się do domów rozwodzących się ludzi, ale obejmuje także sędziów i mediatorów. Taka mentalność rzutuje na postępowanie sądowe i przedziera się do paragrafów ustaw w różnych krajach Europy. Choć są i chlubne wyjątki. 


Co ciekawe, wielu z nich nie ma wykształcenia psychologicznego. Niektórzy to socjologowie, bankowcy, ratownicy medyczni. Choć powinni posiadać umiejętność z zakresu negocjacji, ich mediacja w praktyce sprowadza się tylko do ustaleń, kto i jakie alimenty będzie płacił po rozwodzie. Coraz więcej też adwokatów i firm prawniczych lansuje zamiast pomocy w powrocie do małżeństwa tzw. rozwód z klasą. Ma być bez scen i z kulturą na sali sądowej. 
„Obserwujemy, a mówię to na podstawie rozmów z sędziami okręgowymi, ogromną niechęć do podjęcia postępowania mediacyjnego” – mówił w czasie 24. posiedzenia Komisji Rodziny i Polityki Społecznej w 2006 r. Antoni Szymański (wypowiedź ze stenogramu posiedzenia). Członek Zespołu ds. Rodziny Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu Polski walczył o to, by przywrócić posiedzenia pojednawcze przed rozwodem. Powołując się na dane z 2004 r., dowodził, że to właśnie dzięki nim udało się wówczas wycofać kilka tysięcy postępowań. „A teraz na przykład w Sądzie Okręgowym w Gdańsku można policzyć na palcach rąk liczbę mediacji. Co to oznacza? Że będziemy mieli wzrost liczby rozwodów, bo nie ma czasu na przemyślenie decyzji, która jest życiową dla obojga stron, a także dla ich dzieci” – dodawał Antoni Szymański.
Szymański apelował, że „jeśli już poszliśmy w kierunku mediacji, to powinny one być powszechniejsze i obowiązkowe”. A w sprawach o rozwód małżonków mających małoletnie dzieci powinien to być warunek złożenia pozwu. A nie jest.
Co da mediacja? Czy pojednanie bez terapii ma sens? Jest zawsze pierwszym dobrym krokiem. I jak pisze ktoś na forum kryzys.org (Mare1966): „Samo oddalenie pozwu to tylko półśrodek. Ale chyba tak trzeba walczyć o czas!”.


Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.